Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Cykl miesiączkowy – ani tabu, ani legenda: „obserwuj się, jesteś częścią ziemi i nieba!”

GIRL, MOON, HANDS
Shutterstock
Udostępnij

Ciekawe, że ten nasz XXI wiek - tak wegański, wegetariański, bezglutenowy, eko i bio, jest tak wiernym czcicielem pigułki antykoncepcyjnej, która odbiera kobiecie jakąkolwiek percepcję cyklicznych zmian zachodzących w jej ciele, zgodnych z rytmem matki Ziemi i siostry Księżyca.

Nie wypada mówić o nim publicznie. Za to można w damskim gronie ponarzekać na najbardziej uciążliwe objawy. Na jego określenie używa się słów brzmiących możliwie obojętnie „cykl”, „okres”, unikając terminów „menstruacja” czy „miesiączka”, za długich i jakichś niezbyt przyjemnych. A przecież to te słowa oddają jego sedno. Łacińskie słowo menses – „miesiąc” odnosi się do Księżyca (w starożytności – mas/mah).

To, że cykl miesiączkowy jest związany z fazami Księżyca, stanowi znany fakt, a zarazem źródło mniej lub bardziej prawdopodobnych legend. Za to nie ulega wątpliwości, że naszym dziadkom, niezależnie od zwyczajów, które dziś wydają się nam dziwactwami, było łatwiej niż nam z naszym nowoczesnym stylem życia. Oni na co dzień obserwowali relację człowieka z przyrodą, a zarazem byli wolni od pokusy bałwochwalstwa.

 

Współczesny człowiek nie ma zegara

Człowiek jest częścią stworzenia, a natura jest wyrazem tego planu. Jesteśmy zatem związani z rytmem przyrody i wszechświata, ponieważ jesteśmy częścią boskiego rytmu znajdującego swój wyraz w stworzeniu.

Słynne benedyktyńskie ora et labora ma rytm oddechu, który zatrzymuje i uwalnia, serca, które kurczy się i rozszerza, dnia i nocy. Czas człowieka płynie w harmonii z czasem świata. To przeplatanie się odpoczynku i pracy, czuwania i snu, świtu i zmierzchu jest płodne i dobroczynne. Jest czas na poranną jutrznię, kompletę i nieszpory. Modlitwa nawiązuje do ruchu słońca, nie oddając jednak czci bóstwu słońca, lecz Temu, który ustalił rytm i sposób ludzkiego działania.

Spora część współczesnej wolności to w istocie czasowa anarchia. Otacza nas atemporalna, płynna rzeczywistość: supermarkety otwarte całą dobę przez cały tydzień, nigdy niegasnące światła, coraz bardziej elastyczny, czyli de facto nieprzerwany czas pracy. Kto dziś nosi zegarek na ręku?

Ta mniej lub bardziej podstępna manipulacja osłabia nas psychicznie i fizycznie. Przypominamy roślinę bez korzeni, która próbuje rosnąć w szklarni ze stałym oświetleniem. Co się z nią stanie?

 

Kobiecy zegar biologiczny

Kobieta mogłaby mieć naturalne antidotum przeciwko takiemu stanowi rzeczy w postaci cyklu miesiączkowego. „Mogłaby mieć”, ponieważ ten cielesny fakt został obecnie sprowadzony do uciążliwości koniecznej do coraz późniejszej prokreacji, niemal zawsze starannie planowanej. Ciekawe, że ten nasz XXI wiek – tak wegański, wegetariański, bezglutenowy, eko i bio, jest tak wiernym czcicielem pigułki antykoncepcyjnej, która odbiera kobiecie jakąkolwiek percepcję cyklicznych zmian zachodzących w jej ciele, zgodnych z rytmem matki Ziemi i siostry Księżyca.

Powszechnie wiadomo, że pigułka zmniejsza popęd seksualny, ale przede wszystkim anuluje poszczególne biologiczne i emocjonalne fazy, przez które przechodzi kobiecość przez 28 dni. Pomiary na rozkaz, miesiączka na rozkaz, dzieci na rozkaz. Rytm nienaturalny, może wręcz lekko nieludzki. Po stronie zysku (zysku?) możemy wpisać mniejszy ból brzucha, beztroski jednorazowy seks bez niepożądanych niespodzianek. A po stronie strat?

Swoją kobiecość. Redukujemy siebie same do mechanicyzmu sterowanego przez nasz własny egoizm.

A cykl miesiączkowy zostaje sprowadzony do pojęcia oscylującego między tabu a stereotypem rozdrażnionej kobiety i podpaskami ze skrzydełkami. Podtrzymuje to reklama, w której próby chłonności wykonuje się za pomocą płynu w kolorze niebieskim, dalekim od alarmistycznej wymowy czerwieni.

 

Jest czas zasiewu, czas oczekiwania i czas żniw

Powrót do czerwieni, do krwistego pulsowania życia w naturalnym rytmie (bez popadania w czarnoksięstwo czy idolatrię pni, gwiazd i kamieni) to droga dobroczynnej pokory. W jej centrum jest bez wątpienia kobieta, z racji przypadającej jej roli biologicznej.

W ciele kobiety mniej więcej co 28 dni powtarza się plan płodności, który dotyczy świata – w skali mikro i makro – i dowodzi, że jesteśmy częścią poruszenia życia, wspólnego dla gwiazd, mikrobów i dzieci. Nie jesteśmy oderwani od otaczającej nas sieci życia, ponieważ stworzenie to harmonia dźwięków, a nie popis solistów.

Dlatego też bardzo spodobała mi się propozycja pewnej australijskiej położnej, by spojrzeć pozytywnie na wszystkie fazy cyklu kobiecego, traktując je jak zwierciadło, w którym odbijamy się my same w naszej intymności, a zarazem w relacji z otoczeniem. Zamiast patrzeć na niepożądane skutki w oderwaniu od siebie, przyjrzyjmy się całemu projektowi, którego częścią są objawy doświadczane przez kobietę przeżywającą naturalność swojego cyklu.

 

Kobieto: obserwuj się!

Święta Hildegarda z Bingen powiedziała: „obserwuj się, jesteś częścią ziemi i nieba”. Kiedy zbliża się pierwsza miesiączka naszych córek (około dwunastego roku życia), nie ograniczajmy się do przekazania im zestawu informacji „technicznych”, by uspokoić i je, i siebie. Potraktujmy je z należnym szacunkiem. Powinny wiedzieć, że ich ciało wpisuje się w niezwykły plan życiodajności. Krwawienie jest tylko jedną z jego części, obok innych, mniej widocznych i równie ważnych oznak.

Jedne z nas prowadzą obserwację, by zajść w ciążę, inne, by ciąży uniknąć. A powinnyśmy go prowadzić przede wszystkim po to, by zdawać sobie sprawę z tego, że jesteśmy związane z życiodajnością wpisaną w DNA stworzenia. Składa się nań cała gama następujących jeden po drugim odcieni, mniej lub bardziej oczywistych i harmonijnie powiązanych niczym nuty symfonii.

Spróbujmy zatem nadać nazwę, a wręcz różne nazwy, cyklowi miesięcznemu, który trwa niemal dokładnie 28 dni – 4 tygodnie, tyle ile jest pór roku. Obejrzyj galerię.

 

Czytaj także:
Słownik kobiet: Ciało
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail