Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

35 lat temu zmarł Grzegorz Przemyk. „Książkowy przykład niesprawiedliwości”

GRZEGORZ PRZEMYK
FOTONOVA
Udostępnij

Mija dokładnie 35 lat od śmierci maturzysty Grzegorza Przemyka, którego historia jest jedną z najgłośniejszych zbrodni z czasów PRL. Chłopak zmarł 14 maja 1983 roku po tym, jak dwa dni wcześniej został skatowany przez milicjantów na komisariacie przy ul. Jezuickiej na warszawskiej starówce.

Grzegorz Przemyk był na tym samym etapie życia, co tysiące polskich maturzystów dzisiaj. Zdawał kolejne egzaminy maturalne. Podobno nie miał najlepszych ocen, ale pisemne części egzaminów dojrzałości szły mu całkiem pomyślnie. W czwartek 12 maja wybrał się z kolegami na Stare Miasto w Warszawie, żeby to uczcić. 

 

Świetnie mu poszła pisemna matura

Cezary Łazarewicz w swojej książce „Żeby nie było śladów”, za którą w 2017 roku otrzymał Literacką Nagrodę Nike, odtwarza historię Przemyka. Ta lektura to owoc niezwykłej reporterskiej pracy, jaką wykonał dziennikarz, docierając do wielu świadków, wspomnień, relacji, dokumentów. Oto fragment odwołujący się do poranka z 12 maja 1983 roku :

(…) był uśmiechnięty i zadowolony. I już od wejścia mu się pochwalił, że świetnie mu poszła pisemna matura. Przedwczoraj z polskiego, wczoraj z historii. Dziś umówili się, by uczcić ten sukces, bo przed nim kilka dni luzu. Potem wystarczy zaliczyć egzaminy ustne i droga na studia otwarta – tak zapamiętał to kolega Przemyka, Czarek F.

Na Placu Zamkowym dla żartów wskoczył na plecy Czarkowi. Gdy obaj się przewrócili, podbiegli do nich zomowcy patrolujący ten rewir i zażądali dokumentów. Przemyk nie miał ich przy sobie. Jeden z milicjantów siłą wepchnął go do radiowozu, tłukąc przy tym pałką.

 

Pobicie na komisariacie przy Jezuickiej

Czarek wskoczył za Grzegorzem do milicyjnej nyski, którą przewożono chłopaków na komisariat przy ul. Jezuickiej. To właśnie tam Przemyk został brutalnie pobity. Okładano go pałkami, pięściami, łokciami – kilkadziesiąt ciosów w barki i plecy oraz kilkanaście ciosów w brzuch. Wnętrzności chłopaka były całkowicie zmasakrowane.

W „Żeby nie było śladów” bardzo szczegółowo opisano stan, w jakim Przemyk znajdował się po pobiciu. Gdy trafił ponownie do szpitala, poddano go operacji:

Dwa dni później, 14 maja 1983 roku, chłopak umiera w szpitalu na Solcu.

 

Pogrzeb jak manifestacja i ks. Popiełuszko

Pogrzeb Grzegorza Przemyka odbył się 19 maja na cmentarzu Powązkowskim. Uroczystości miały charakter prywatny, jednak stały się prawdziwą manifestacją przeciwko władzy. Msza święta pogrzebowa została odprawiona w kościele św. Stanisława Kostki z inicjatywy ks. Jerzego Popiełuszki. Duchowny otoczył szczególnym wsparciem i opieką matkę Grzegorza Przemyka – Barbarę Sadowską.

Przy życiu utrzymują ją dwie osoby: ksiądz Jerzy i Marzenka [red. – dziewczyna Przemyka]. Jeżeli człowiek może być duchową podporą dla innych, to kimś takim był dla niej ksiądz Jerzy Popiełuszko. Pomagał jej przetrwać w najgorszych momentach i staje się sensem jej życia. Trwała przy nim do końca, najdłużej ze wszystkich wierzyła, że nic złego stać mu się nie mogło – czytamy w relacji Ligii Urniaż-Grabowskiej, która znalazła się w „Żeby nie było śladów” Łazarewicza.

W tym samym reporterskim dziele znaleźć można dość szczegółowy opis uroczystości pogrzebowych:

Pogrzeb Grzegorza Przemyka, 19 maja 1983 roku. Kondukt pogrzebowy po wyjściu z kościoła Świętego Stanisława Kostki, koledzy wynoszą trumnę. Przy trumnie, drugi z prawej, to Igor Bieliński, który towarzyszył Grześkowi w ostatnim spacerze na plac Zamkowy Po godzinie zaczynają bić dzwony, przed kościołem robi się biało. Około piętnastej koledzy Grześka na ramionach wynoszą trumnę z kościoła. Ksiądz Popiełuszko prosi o całkowite milczenie i nieśpiewanie nawet pieśni religijnych. Milczący kondukt rusza ulicą Krasińskiego: najpierw drewniany krzyż niesiony przez księdza, za nim trumna i krocząca tuż za nią Barbara Sadowska, a potem tłumy, tłumy, tłumy.

Tak dzień pogrzebu Grzegorza Przemyka wspomina z kolei Marek Chmielewski, przyjaciel ks. Jerzego. Duchowny w prywatnej rozmowie dotyczącej śmierci maturzysty miał mu powiedzieć „Ja będę następny”:

 

Winowajcy bez kary

Mimo że sprawa trafiła do prokuratury, daleko jej było do sprawiedliwego wyjaśnienia. Władza chciała zrobić wszystko, by obarczyć odpowiedzialnością sanitariuszy, którzy przewozili Przemyka z komisariatu do szpitala. Trafili nawet do więzienia, co złamało im życie. Jeden z nich wskutek manipulacji przyznał się do winy. Jak opisuje to w swojej książce Cezary Łazarewicz, złamało mu to życie – stracił rodzinę, w areszcie próbował popełnić samobójstwo. Prawdziwi sprawcy nie zostali ukarani. Choć trafili na ławę oskarżonych, w lipcu 1984 roku po wyreżyserowanym przez władze procesie, zostali uniewinnieni.

Jak przypomina dziennikarz „Gazety Wyborczej”, Tomasz Urzykowski, do sprawy powrócono po upadku PRL, ale seria ponownych procesów także nie przyczyniła się do pociągnięcia winnych do odpowiedzialności. Wyroki więzienia dla milicjantów, którzy pobili Przemyka, były uchylane przez sądy wyższej instancji. W innym przypadku skazany nie mógł odbyć kary z przyczyn zdrowotnych.

Sąd Najwyższy umorzył ostatecznie w lipcu 2010 roku sprawę Grzegorza Przemyka i jego śmiertelnego pobicia. Powód: przedawnienie.

 

„Książkowy przykład niesprawiedliwości”

Jak zdradza sam Cezary Łazarewicz we wstępie do swojej reporterskiej powieści, podjął się jej napisania po tym, jak trafił na list Barbary Sadowskiej – matki Grzegorza Przemyka. Przyznaje, że choć nie był jego adresatem, to poczuł, że zdania, które 29 lat wcześniej napisała na maszynie, skierowane są właśnie do niego:

Ludzie o miedzianym czole, utożsamiający milicję z władzą, postanowili poświęcić prawdę dla swoich doraźnych korzyści, skompromitować wymiar sprawiedliwości w Polsce cynicznymi manipulacjami, które będą kiedyś książkowym przykładem niesprawiedliwości. 

Nie przypuszczam, żeby nastąpiło to prędko. Będzie to w takich czasach, kiedy systematyczne bezczeszczenie grobu mojego świętej pamięci syna Grzegorza będzie już tylko haniebnym znakiem dzisiejszej rzeczywistości.

Wydaje się, że książka jest jedną z niewielu form rozliczenia tych, którzy stoją za śmiercią Grzegorza Przemyka – maturzysty, który „zmarł przed ustnymi egzaminami, więc formalnie nie zdał matury, świadectwo mu się nie należy”.

Źródła: „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka”, Cezary Łazarewicz, wyd. Czarne, Wołowiec 2016, Gazeta Wyborcza, PAP, TVP Info

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail