Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Przemoc seksualna wobec dzieci: kiedy dorosły przekracza granice? [wywiad]

PRZEMOC SEKSUALNA
Shutterstock
Udostępnij

Jak działają sprawcy molestowania seksualnego, dlaczego dzieciom tak trudno powiedzieć o krzywdzie, której doświadczają, jak chronić najmłodszych przed przemocą seksualną - mówi Jolanta Zmarzlik, specjalistka ds. ochrony dzieci przed krzywdzeniem z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę w Warszawie.

Paulina Godlewska (KAI): W Polsce niedawno została zaprezentowana książka autorstwa Daniela Pitteta „Ojcze, wybaczam Ci”. Możemy w niej przeczytać o tym, że będąc dzieckiem autor został zgwałcony ponad 200 razy przez zakonnika. Ta liczba szokuje. Pojawia się też pytanie: dlaczego stało się to aż tyle razy?

Jolanta Zmarzlik: Wszystko zależy od kontekstu. Najczęściej mamy wyobrażenie, że z krzaków wyskakuje odrażający stary dziad, krzywdzi dziecko, a potem ucieka. Tak też może się zdarzyć, ale głównie dzieci są krzywdzone przez osoby, które są blisko nich i mają do nich łatwy dostęp. Kontakty seksualne na ogół trwają bardzo długo. Badania pokazują, że np. w rodzinie taka sytuacja trwa od 4 do 7 lat. W innych sytuacjach jest podobnie. Zależy to w dużej mierze od tego, jak bardzo dziecko jest uwikłane w relacje ze sprawcą i od niego uzależnione.

Jest wiele przykładów osób „zaprzyjaźnionych” z rodziną. Może to być jakiś dobroczyńca rodziny, np. ksiądz, jakiś sponsor, ktoś, kto pomaga im w biedzie. Sprawca najpierw osacza rodzinę. Pokazuje, że jest dla niej niezbędny na tyle, że jego obecność jest w domu czymś naturalnym. Upatruje on sobie dziecko i wikła je w relację: wyróżnia, pokazuje, że rodzice są zapracowani, biedni, pogrążeni w alkoholu czy innego rodzaju problemach, mają dla niego mało czasu. W sytuacji, kiedy dziecko, które rzeczywiście ma w domu mało komunikatów, że jest dla rodziców bardzo ważne, otoczone uwagą, opieką i nagle pojawia się ktoś, kto oferuje mu dobra psychologiczne czy materialne – przebywanie z nim, rozmawianie o kłopotach. Często też dzieci wikłane w takie relacje mają słabe kontakty ze swoimi rówieśnikami i relacja ze sprawcą staje się dla nich namiastką kontaktu z przyjacielem.

Mechanizmy manipulacyjne wikłania w coraz większą zależność są różne. Może pojawić się zastraszanie. Pracowałam z dziewczynką, która chodziła do gimnazjum – bardzo fajna, dobrze się ucząca, poukładana dziewczyna.

W rodzinie pojawił się „zaprzyjaźniony” mężczyzna, który pomógł jej rodzicom przy pracach w domku letniskowym. Wiedział dobrze, jak bardzo dziewczynka jest związana z rodzicami, że ich szanuje i kocha, że nie chciałaby im sprawić przykrości. Mówił jej, że spali ich dom, jeśli nie będzie mu posłuszna albo jeżeli wyjawi ich „tajemnicę”. Straszył, że zniszczy jej rodzinę i ją, opowie wszystkim, co z nim robiła, nikt nie będzie chciał jej znać, a rodzice na pewno wyrzucą ją za to z domu.

 

Czy zdarza się tak, że dziecko od razu mówi komuś, że zostało skrzywdzone?

To się zdarza, ale wielokrotnie rzadziej niż to, że dzieci wikłają się dalej w tę relację. To nie jest tak, że sprawca pojawia się w rodzinie w poniedziałek, a we wtorek rzuca się na dziecko i je gwałci. On długo przygotowuje je do tego. Powoli przekracza granice.

Najpierw je przytula, później proponuje: „położymy się pod wspólnym kocem, pooglądamy telewizję”, potem opiera się na nim, potem położy gdzieś rękę. Wszystko posuwa się małymi krokami. Na początku dziecko nie orientuje się, co się dzieje. Potem, kiedy zaczyna się orientować, to nie wie, jak się zachować i co zrobić. W końcu te granice są już tak przekroczone, że dochodzi do konkretnych zachowań o charakterze seksualnym. Ale kiedy do tego dochodzi, dziecko jest już przygotowane psychicznie przez sprawcę, aby czuć się współwinne. Dziecko myśli, że może nie powinno dać się przytulać, że to też jego wina. Im dłużej to trwa, tym pojawia się coraz więcej powodów, żeby tego nie ujawniać.

 

Jak długo sprawca „przygotowuje” dziecko?

To pytanie, na które nie ma konkretnej odpowiedzi. Wszystko zależy od wieku dziecka, jego konstrukcji psychicznej, tego, jakimi narzędziami posługuje się sprawca, czy dziecko jest „łatwym łupem”, bo jest np. upośledzone albo jest dzieckiem pozbawionym wsparcia, a wtedy są mniejsze szanse, że opowie komuś o tym, co się dzieje.

 

Gdzie leży granica, której dorosły nie może przekroczyć w kontaktach z dzieckiem?

Normalnie zorganizowany, zdrowy człowiek, doskonale wie, gdzie jest ta granica. Jeżeli usiłuje podporządkować sobie dziecko, ma fantazje związane z tym, że ciało dziecka go podnieca albo ma zbyt dużo napięcia seksualnego, a dziecko traktuje jako najłatwiejszy obiekt do rozładowania tego napięcia, to to jest przekroczenie granicy. To nie jest tak, że normalny człowiek w pewnym momencie myśli: „a może zajrzę temu dziecku w majteczki?”. Najpierw musi się w nim budować taka potrzeba, a czyn jest konsekwencją. Nigdy odwrotnie.

Nic nie upoważnia nas do przekroczenia granicy np. spania z dzieckiem nago czy obnażania się przed nim. W naszej kulturze nie akceptujemy, nie propagujemy takich zachowań. Jeżeli się do tego dąży to znaczy, że coś musi mnie w tym podniecać. Jeżeli bierzemy dziecko na kolana nie po to, żeby mu coś pokazać czy przytulić, bo np. jest smutne, ale zaczynamy dążyć do tego, żeby ono wchodziło nam na kolana, bo czujemy związany z tym dreszczyk, to jest to przekroczenie granicy.

Jeśli dorosła osoba dąży i preferuje kontakt z dzieckiem, a nie dorosłymi, powinno to budzić niepokój otoczenia. Oczywiście są osoby, które zawodowo mają kontakt z dziećmi, ale to tylko element pracy i nie szukają z nimi kontaktów, np. w mediach społecznościowych.

 

Czy np. trener, nauczyciel, ksiądz, powinien kontaktować się z dzieckiem za pośrednictwem mediów społecznościowych?

Ale po co? Na portalach społecznościowych na ogół chcemy powymieniać się ze znajomymi zdjęciami, przeżyciami, opiniami i informacjami. Jeżeli np. trener zakłada grupę na facebooku, która jest otwarta do wglądu publicznego i są tam informacje dotyczące godzin treningów czy odwołanych zajęć to jest to uzasadnione. Ale prywatne kontakty są przekroczeniem granicy.

Miałam wgląd w portal pewnego księdza, który prowadził korespondencję z chłopcami w wieku 11 lat. Pojawiały się w tych rozmowach zwroty „dobranoc syneczku”, „tęsknię za tobą”, „czemu długo się nie odzywasz?”, „czy pamiętasz, jak ostatni raz rozmawialiśmy i cię przytuliłem?”. To jest to coś, co zdecydowanie przekracza granice kontaktu z dzieckiem i jest ewidentnym dowodem do zachęcania dziecka do przekraczania barier bliskości.

Normalny człowiek obraca się w grupie dla siebie adekwatnej wiekowo, a nie tworzy sobie grupę wsparcia z dziećmi! Widziałam również wpisy nauczyciela gimnazjum, który wręcz szukał dla siebie wsparcia w grupie gimnazjalistów. Pisał im, że cierpi, nie może zaleźć sobie nikogo bliskiego, itd.

Czasami człowieka ciągnie seksualnie do dzieci i bardzo długo temu zaprzecza sam przed sobą. Tłumaczy sobie, że jest przecież fajnym opiekunem dla dzieci, one go lubią. Czasami sam przed sobą musi przekroczyć pewne bariery i dostrzega, że relacje z dziećmi są dla niego atrakcyjniejsze niż z dorosłymi, aż dochodzi do przekroczenia granic fizycznych. Myślę, że powinna obowiązywać zasada, że nauczyciele nie mogą prywatnie za pośrednictwem mediów społecznościowych kontaktować się z uczniami.

 

Jak dochodzi do ujawnienia tego, że dziecko jest wykorzystywane seksualnie?

Dzieje się to z wielu różnych powodów. Czasami bywa i tak, że wykorzystywanie nigdy nie jest ujawnione. Do przerwania sytuacji wykorzystywania dochodzi m.in. dlatego, że dziecko przestaje być atrakcyjne dla sprawcy albo np. sprawca zmienia pracę czy wyprowadza się do innego miasta. Czasami przestaje to robić, bo czuje, że pali mu się grunt pod nogami.

Istnieje wiele faz relacji seksualnej dziecka z dorosłym. Najpierw dziecko wchodzi w relację, bo jest już „przygotowane” albo głęboko zmanipulowane i nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje. Później jest w pułapce, nienawidzi sprawcy i czuje się tak samo złe, jak on. Myśli, że jest „brudne” i wszyscy będą nim gardzili, jeśli się dowiedzą. Potem może przyjść taki etap, że przeleje się czara goryczy i dziecko, które cały czas w sobie nosi piętno tajemnicy, niekontrolowanie wybucha.

Pracowałam z chłopcem, którego trener mówił, że jest on wybitnie uzdolniony w swojej dyscyplinie, dlatego powinien przychodzić na indywidualne treningi, bo on zrobi z niego gwiazdę. Chodziło jednak o zadręczanie tego 12-latka kontaktami seksualnymi.

Chłopiec czuł wielkie obrzydzenie, nie chciał chodzić na treningi, obiecywał sobie, że nigdy więcej tam nie wróci. Trener naciskał, aż w końcu pojawił się u niego w domu i przeprowadził rozmowę z rodzicami tłumacząc im, że te dodatkowe godziny to wielka szansa. Obiecywał wyjazdy zagraniczne, duże pieniądze, karierę. Nacisk pojawił się więc i od strony rodziców. Pewnego dnia chłopak zezłościł się, rozpłakał, zaczął rzucać rzeczami i powiedział, że nie będzie już chodził na treningi. Pytany przez rodziców dlaczego, kłamał, że sport jest głupi, że już go nudzi. W końcu wybuchł i wykrzyczał rodzicom, co tak naprawdę dzieje się na tych treningach…

Czasami zdarza się tak, że małe dzieci ujawnią coś bezwiednie. Miałam również styczność ze sprawą dotyczącą małych dzieci, które chodziły do żłobka. Jedna z dziewczynek, 3-latka, podczas kąpieli poprosiła swoją mamę, aby ta pocałowała ją w miejsce intymne. Kiedy zdziwiona matka zapytała skąd ten pomysł, dziewczynka powiedziała, że tak robi pan, który zajmuje się nimi w żłobku.

Do ujawnienia dochodzi również dlatego, bo dziecko odkrywa, że nie jest jedyne, wyjątkowe i najważniejsze dla sprawcy. Dowiaduje się, że są też inne dzieci. I wtedy czuje się porzucone, zdradzone, oszukane. To, czego mu brakowało – bycia kimś ważnym dla kogoś dorosłego – okazało się być kłamstwem.

Dziecko może się też w domu poświęcać – np. starsza siostra chroni młodsze. Kiedy orientuje się, że sprawca sięgnął też po młodsze dziecko, wtedy mówi, co się dzieje.

Wysyp ujawnień jest w wakacje. Dzieci wtedy wyjeżdżają na pewien okres z domu, są odsunięte od sprawcy i czują się na tyle bezpieczne, że mówią o swojej krzywdzie.

 

Mówi pani o ujawnieniu przestępstwa przez dziecko. Czy rodzice nie zauważają, że coś niedobrego dzieje się z ich dzieckiem?

Jeżeli chodzi o zewnętrznego sprawcę, to rodzice z reguły są ostatnimi osobami, które się o tym dowiadują. Rodzicom nie przychodzi do głowy, że dziecko może być w taki sposób krzywdzone. Posługują się magicznym myśleniem, że takie zło jest gdzieś daleko, w określonych środowiskach, że sprawca wygląda jakoś inaczej, że moje dziecko jest mądre i nie pozwoli się skrzywdzić. Tymczasem to tak nie działa. Często różne sygnały, które dziecko wysyła do otoczenia postrzegane są jako jego marudzenie, wymówki, lenistwo, niegrzeczność.

Wyobraźmy sobie, że rodzic uzdolnionemu dziecku kupił za kredyt zaciągnięty w banku fortepian, zapłacił za drogie prywatne lekcje, a „nieodpowiedzialny” dzieciak po trzech miesiącach wykręca się od grania, mówi, że nauczyciel jest głupi a granie nudne. Rodzic reaguje gniewem i wywiera na dziecko presję, zamiast przeanalizować sprawę pod kątem molestowania seksualnego syna przez nauczyciela.

Rodzice przeważnie nie słuchają swoich dzieci. Kiedy córka mówi matce, żeby ta nie chodziła do pracy, że nie chce zostawać w domu z ojczymem, matka mówi, żeby ta przestała histeryzować, że jest już duża, że może zostać. Nie wchodzi głębiej w to, czemu to dziecko jest zdenerwowane albo ciągle udaje, że boli ją brzuch tylko po to, aby matka nie zostawiała jej z ojczymem.

 

Matki udają, że nie widzą, że dziecku dzieje się krzywda?

Matki w rodzinach kazirodczych są również ofiarami. Po to, żeby przetrwać w tej rodzinie stosują wiele mechanizmów zaprzeczeń, wypierań i oszukiwania samej siebie. One w sumie wiedzą, co się dzieje, ale nie chcą przyjąć tego do wiadomości.

Taka sytuacja: przed telewizorem siedzi rodzina i ojciec na sofie przytula córkę, głaszcze po włosach i całuje w szyję. Kobieta z takiej rodziny nie myśli wtedy, że takie zachowania są nieakceptowalne, tylko myśli: „dlaczego on mnie tak nie całuje? Nie podobam mu się”. Jest zasmucona, zła, zazdrosna. Ten, kto żyje w normalnej rodzinie, nie jest w stanie tego zrozumieć. Ta kobieta skupia się na swoim cierpieniu.

A kazirodztwo w tej rodzinie żyje całą dobę w sposób bezpośredni i pośredni. Żona czeka na męża z obiadem, a on w wejściu już pyta, gdzie jest ich córka. Kiedy dowiaduje się, że jest u koleżanki, to ogarnia go złość, niepokój. Jest tak skoncentrowany na swojej seksualnej relacji z córką, że wydaje mu się, że córka poszła na miasto, żeby go „zdradzać” z innymi mężczyznami. Po jej powrocie do domu pyta, gdzie była, co robiła, z kim rozmawiała. Kiedy się uspokoi, to zaczyna ją znowu uwodzić prezentami albo karze za to, że była mu nieposłuszna.

W naszym Centrum pojawiają się też matki, które zgłaszają, że ich partner robi krzywdę dziecku, ale na ogół robią to, kiedy zobaczą takie zachowanie wprost lub kiedy ich relacja z partnerem bardzo mocno się popsuła…

 

Kiedy przypadek wykorzystywania seksualnego został ujawniony, dziecko broni sprawcę?

Przeważnie tak się zdarza, jeśli dziecko jest uwiedzione. Pewną śliczną 12-latkę uwiódł ojczym. Rodzina o wysokim statusie społecznym, ludzie zamożni i wykształceni. Matka tej dziewczyny zaszła w ciążę ze swoim nowym partnerem. Ciąża była zagrożona i kobieta musiała wiele czasu spędzać w szpitalu. W tym czasie jej partner oszalał na punkcie tej 12-latki. Obsypywał jej łóżko kwiatami, kupił jej konia, zabierał na wycieczki zagraniczne. Dziewczynka była w wieku pokwitania, właśnie obudziły się w jej organizmie hormony, była skłonna do pierwszych miłosnych uniesień, marzeń, fantazji. I wtedy, kiedy jej rówieśniczki kochały się w aktorach z filmów czy chłopakach ze starszych klas, to ona od razu stała się kobietą.

I wcale nie było tak, że ojczym z nią współżył. On ją przygotowywał do współżycia, mówił że ją kocha, że go podnieca, obdarzał ją perwersyjnymi pieszczotami, tłumaczył jej, że muszą się ograniczać „tylko” do tych pieszczot, bo jest za młoda, ale on z miłości na nią poczeka. Kiedy matka urodziła dziecko, zorientowała się, że jej mąż spędza więcej czasu z jej córką, a dziewczynka zachowuje się zalotnie i wysyła jej komunikaty „jestem od ciebie ładniejsza”.

Kobieta zgłosiła się po fachową pomoc, a wtedy jej partner wyprowadził się z domu. Stwierdził, że tak bardzo kocha swoją pasierbicę, że nie może dłużej żyć z nią pod jednym dachem. Ta uwiedziona nastolatka zaczęła uciekać z domu i go szukać. Podejmowała próby samobójcze, wybijała szyby, płakała… Żaden psycholog do niej nie trafił, bo jej się wydawało, że zabrano jej coś, co było w jej życiu najważniejsze.

Jeżeli dziecko jest wykorzystywane przez kogoś wyjątkowego, cieszącego się powszechnym szacunkiem, autorytetem, np. księdza, czuje się wybrane, wyróżnione spośród innych. Dla dziecka w jego posłudze, w rytuałach, których dokonuje jest coś niecodziennego, coś z magii, coś odświętnego. Im bardziej dziecko może się zbliżyć do tego, tym bardziej czuje się wyróżnione i zaszczycone. Dziecko związane jest wyróżnieniem, nie może więc zrobić przykrości księdzu i czegoś mu odmówić.

Kolejny przykład to 10-letnia dziewczynka wykorzystywana przez dwóch mężczyzn. Pierwszy sprawca wmawiał jej, że się z nią ożeni. Był wobec niej delikatny, kiedy mówiła „nie” to się wycofywał, ale ta relacja była zdecydowanie seksualna. Z kolei inny mężczyzna, który ją wykorzystywał, groził jej i ją wyzywał. Dziewczyna miała dokładny podział w głowie – pierwszy z nich nie robił jej krzywdy, nie miała do niego pretensji. W jej rozumieniu tylko ten drugi ją krzywdził. Od pierwszego dostała to, czego jej brakowało – miłość. Tak posłodzonej krzywdy nie postrzegała jako czegoś, co nie powinno nigdy mieć miejsca.

 

A jak reagują sprawcy, kiedy ich przestępstwo zostanie ujawnione?

Kilka lat temu prowadzono badania dotyczące zachowań sprawców przemocy i wykorzystywania seksualnego. 85% z nich po aresztowaniu głęboko zaprzeczało, że cokolwiek zrobiło. Po sprawie sądowej, na której zapadł wyrok skazujący, 90% dalej twierdziło, że to pomówienie.

Na początku sprawca zaprzecza wszystkiemu, mówi, że to wymysły, że padł ofiarą ogólnej nagonki. Później uderza w dziecko. Twierdzi, że to ono wszystko wymyśliło i kłamie. Następnie winę przenosi na inną osobę – żonę, bo chce się rozwieść, teściową – bo go nie lubi, współpracownika – bo chce wygryźć go z pracy, bo za dobrze sobie radzi. Przykłady osób, które „czyhają” na sprawcę można mnożyć w nieskończoność.

Następnie sprawca mówi, że brał dziecko na kolana i przytulał, ale to przecież nie jest molestowanie. Potem przyznaje, że może zdarzyło się raz, że jak przytulał to mogła mu ręka „zjechać” na pośladek, a dziecko źle to zinterpretowało. Później zaczyna przyznawać, że zdarzyło się to jednak więcej niż jeden raz.

W kolejnym etapie sprawca tłumaczy, że nie robił przecież dziecku żadnej krzywdy i chyba lepiej, że on nauczył je „dobrego seksu”, a nie jakiś gówniarz, który nie wie, jak się to robi, czy jakiś zboczeniec.

I tak sprawca usiłuje wytłumaczyć swoje postępowanie od zupełnego zaprzeczenia do podania „racjonalnych” argumentów, dlaczego to zrobił. Zajmowałam się sprawą, gdzie ojczym 5-latki mówił, że wykorzystywał ją seksualnie, bo kiedy jej matka wychodziła rano z domu, to ona wchodziła mu do łóżka. Stwierdził, że to ona go sprowokowała, a ofiarą jest on. Może przepraszać, pokutować za grzechy, odpowiedzieć za to przed sądem, ale to jednak wina dziecka.

 

Czy sprawcy sami w dzieciństwie byli wykorzystywani seksualnie?

Nie ma takiej reguły. Część jest urodzonymi pedofilami, czyli rodzi się z popędem seksualnym skierowanym na dzieci, część sama była molestowana i odzwierciedla traumę, którą przechodziła w dzieciństwie. Częściej są to jednak osoby, które z różnych powodów mają rozszczelnione granice moralne, seksualne, z różnych powodów przekraczają silne tabu. Nawet jeśli ktoś był w dzieciństwie molestowany, to nie jest tak, że on musi robić to w życiu dorosłym. Jeśli posuwa się do tego, to jest to jego świadoma decyzja.

 

Jakie konsekwencje w życiu dorosłym może mieć doświadczenie w dzieciństwie wykorzystywania seksualnego?

To zależy od tego, jak blisko dziecko było ze sprawcą, jak ważna to była postać w jego życiu czy życiu rodziny, od tego czy było zastraszane, czy otoczenie reagowało na to, czy po ujawnieniu otrzymało wsparcie. Jeżeli dziecko natychmiast uzyska wsparcie, matka stanie po jego stronie, uzyska fachową pomoc psychologiczną, jeśli to „przepracuje”, to zawsze będzie to jego doświadczeniem życiowym, ale będzie mogło z nim dalej żyć. Dziecko pod wpływem terapii i wsparcia rozumie, co się stało i jak cierpiało, ale jest w stanie iść dalej.

Jeśli wsparcia nie otrzyma i trauma nie zostanie „przepracowana”, to dziecko ogranicza całe swoje życie do tego. Molestowane przez duchownego traci wiarę, odsuwa się od Kościoła. Dziewczynka wykorzystana przez mężczyznę ma trudności w relacjach partnerskich, współżyciu seksualnym, a nawet w opiece nad własnym dzieckiem. Bywa, że ma kłopoty z akceptacją własnego ciała, czuje do niego wstręt, popada w anoreksję, okalecza się, uzależnia od środków psychoaktywnych.

 

Na co rodzice powinni zwracać uwagę, żeby chronić swoje dzieci?

Odpowiem tak: powinni zwracać na nie uwagę. Przede wszystkim, być w dobrej, bliskiej, bezpiecznej relacji z dzieckiem. Im bardziej rodzice są rozliczający, dyscyplinujący, pobudzający fałszywe ambicje, a dziecko obawia się ich albo chce zasłużyć na ich akceptację, tym bardziej jest narażone na kontakt ze sprawcami wykorzystywania seksualnego. Trudniej będzie mu też ujawnić, że coś takiego się dzieje.

Jeżeli dziecko zachowuje się w sposób, który nas denerwuje, złości czy niepokoi, to rodzic powinien być nie przy swoich emocjach, tylko zastanowić się nad emocjami dziecka i wejść w nie głębiej, aby poznać przyczynę takiego zachowania. Dziecko musi czuć, że jesteśmy naprawdę zainteresowani tym, co się z nim dzieje i co ono czuje.

Ważne jest też to, aby szanować „nie” dziecka i żeby uczyć go postawy asertywności. Pozwolić mu zdobywać różne doświadczenia, dokonywać wyborów samemu, żeby przekonało się, że jeśli nie chce założyć czapki zimą, to zmarznie.

Jeśli chodzi o wykorzystywanie seksualnie, to sprawcy na ogół poszukują dzieci, które łatwo poddadzą się manipulacji. Jeśli dziecko zaczepione przez pedofila powie nie, to wielu z nich odejdzie, żeby poszukać łatwiejszego celu. Trzeba uczyć dziecko, że ma prawo decydować o swoim ciele i o tym, czego potrzebuje.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail