Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy szczerość i prawda jeszcze nas „kręcą”?

KOBIETA PATRZY W OKNO
Luke Stackpoole/Unsplash | CC0
Udostępnij

Trudno zawalczyć o to, by „świat był nasz”. Każdy chce być szczęśliwy, a samo unikanie przykrości albo udawanie, że ich nie ma, chyba szczęścia nie daje. Być może kluczem jest pozbycie się asekuracji, masek i byle jakiej strefy komfortu.

Wirtualne wycieczki po YouTube

Podróże kształcą. Nawet takie internetowe. Na wirtualnych wycieczkach po YouTube wiele można się nauczyć, na przykład o współczesności. Albo zebrać garść doświadczeń wizualnych i muzycznych. Mogą się również przytrafić zaskakujące zestawienia następujących po sobie filmików, które są jak przygoda w podróży, bo w głowie dają efekt ciekawej operacji myślowej.

Ostatnio odkryłam, że mogą mieć ze sobą coś wspólnego utwór Margaret, Cierpienia młodego Wertera – XVIII-wieczna powieść Goethego i finalistka pierwszej polskiej edycji programu The Voice Kids. Coś więcej niż to, że Margaret miała pewnie obowiązek zapoznać się z tą lekturą w szkole średniej, a Zuzię Jabłońską dopiero to czeka.

Zaczęło się tak. Szukałam jakiegoś kanału promującego czytelnictwo. Trafiłam na „Okonia w sieci” i moją uwagę przykuł filmik, który zrobił na walentynki. Bierze w nim w obronę lekturę pochodzącą z czasów wczesnego romantyzmu, wciąż omawianą na lekcjach języka polskiego.

 

Nadmierna wrażliwość młodego Wertera?

Dla przypomnienia i w dużym uproszczeniu – nieszczęśliwie zakochany bohater pisze do przyjaciela listy, w których zwierza się z rozterek, jakie przeżywa w związku z tym, że nie może zaznać spełnienia. Wylewnie opowiada o swoim bólu, zagubieniu, uczuciu, jakim darzy Lottę, tęsknocie za nią.

Okoń zwraca w swoim filmiku uwagę na ówczesne realia kulturowe i mówi, że dzisiaj czytelnicy zarzucają Werterowi między innymi nadmierną wrażliwość, przesadne przejmowanie się. Zastanawiają się, po co on tak to wszystko roztrząsa, śmieją się, że tak przeżywa i cierpi, a nic nie potrafi zrobić, tylko pisze o tym swoim bólu istnienia. Okoń broni Wertera tłumacząc, czemu nie rozumiemy jego zachowania.

Przypomina między innymi taki niby oczywisty drobiazg – ponad dwieście lat temu więcej było czasu na zastanawianie się… Nie było tylu możliwości, żeby się czymś zająć. Dzisiaj mamy tysiąc „rozpraszaczy” i „zagłuszaczy”, ciągle możemy czegoś słuchać, coś oglądać. Żyjemy chwilą, bardzo szybko i intensywnie.

Myślę sobie, że chociaż Werter oczywiście nie może być wzorem do naśladowania, bo ostatecznie popełnił samobójstwo, to przynajmniej nie udawał, że nic się nie dzieje, że jest zadowolony, nie uciekał. Dzisiaj psycholodzy muszą nas edukować o tym, że niezdrowo jest tłumić emocje, że wszystkie uczucia są normalne i potrzebne. Zatem to naprawdę nic złego, że skoro Werter cierpiał, to nazywał to po imieniu, umiał spojrzeć prawdzie w oczy (złe było strzelanie sobie w głowę, ale to już inny temat ;)).

 

A propos prawdy…

Następnym przystankiem na mojej YouTubowej wycieczce był finał programu The Voice Kids i występ Zuzi Jabłońskiej. Poruszający przekaz nastolatki, którego nie trzeba długo komentować, bo tekst do skomponowanego dla niej singla Sami, mówi wiele ważnych, choć gorzkich rzeczy wprost.

Słowa o okłamywaniu samych siebie, strojeniu min do lustra od razu powodują refleksję o tym, jak ludzie dzisiaj prezentują się na portalach społecznościowych. Ta kreacja tak często odbiega od rzeczywistości, a jednak ludzie bardzo się do niej przywiązują. Żyją jakoś podwójnie, nieszczerze.

„Ale po co, tylko po co?” – śpiewa Zuzia. Nieraz okazuje się, że ci hiperaktywni w sieci, w rzeczywistości nie mają się z kim umówić na spontaniczny spacer. Przykre, ale nie chodzi o to, żeby ponarzekać na czasy i westchnąć „ach, ta dzisiejsza młodzież”. W gruncie rzeczy mam wrażenie, że ta piosenka właśnie pokazuje, jak piękna i wartościowa jest prawda i naturalność. Szczególnie mocno i autentycznie wybrzmiewa to z ust dziewczyny, która na co dzień nie potrafi ukryć swojej słabości, bo zmaga się z zespołem Tourette’a.

 

Nuda, rutyna, płytkie rozmowy

Po refleksjach za sprawą Okonia i Zuzi przyszedł czas na falę wzruszeń po obejrzeniu klipu Margaret. Nie macie czasem wrażenia, że teksty współczesnych piosenek bardzo często traktują o tylnej części ciała Maryny? Na szczęście nie zawsze. Ballada Byle jak jest na to doskonałym dowodem. Artystka poprzez tekst i teledysk stworzony do niej poruszyła bardzo ważny temat.

Nuda, rutyna, płytkie rozmowy albo ich brak, skoncentrowanie na tym, co trzeba „umyć, sprzątnąć, zgasić”, roztapianie się w szarej codzienności, czas przeciekający przez palce, dzień, jak co dzień, byle jaki, marny, nieciekawy…

Mało spektakularny, niby drobny kryzys małżeński, skupienie się na dzieciach. Zaczyna się chyba od braku szczerych rozmów, nudy, redukowania komunikacji do tego „umyj, sprzątnij, zgaś”. Przekaz Margaret jest prosty, ale głęboki. Nie wolno pogodzić się z bylejakością. Kiedy jest byle jak, nie jesteśmy szczęśliwi. Nie można czekać z oderwaniem się od szarej codzienności do wakacji.

Podam argument, który trąci średniowiecznym memento mori, ale taka jest prawda – nie wiemy, ile mamy czasu, wakacji może już nie być. Pomiędzy obowiązkami i w normalnej codzienności trzeba tworzyć sobie swoje ruchome święta.

 

Czy chcemy być prawdziwi?

Zestawiając trzy wspomniane filmiki pomyślałam, że nasze śmianie się z Wertera, zażenowanie jego mówieniem o cierpieniu, może świadczy o tym, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do szczerości i wylewności. Bliżej nam do tych, o których śpiewa Zuzia Jabłońska, że „kłamią sami przed sobą”, a najbezpieczniej czujemy się w strefie „bylejakości”.

Trudno zawalczyć o to, by „świat był nasz”. Każdy chce być szczęśliwy, a samo unikanie przykrości albo udawanie, że ich nie ma, chyba szczęścia nie daje. Być może kluczem jest pozbycie się asekuracji, masek i byle jakiej strefy komfortu, która wydaje się bezpieczna tylko dlatego, żyje się w niej „bez wielkich łez i bez wielkich strat”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail