Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Magdalena Wolińska-Riedi: W Watykanie czuję się jak w domu. To jedna, wielka rodzina

MAGDALENSKA WOLIŃSKA-RIEDI
fot. Archiwum prywatne
Udostępnij

Magdalena Wolińska-Riedi - znana dziennikarka i korespondentka watykańska. Jej niezwykła historia życia związana z Wiecznym Miastem i Watykanem zaczęła się w 2000 roku, na Światowych Dniach Młodzieży z Janem Pawłem II. Magda jako wolontariuszka ŚDM przechodząc przez Plac Św. Piotra poprosiła jednego z oficerów Gwardii Szwajcarskiej, aby jej pomógł dotrzeć do miejsca, którego szukała. Nie przypuszczała, że to miejsce będzie bardzo dosłowne, i że rozmawia z przyszłym mężem.

Iwona Flisikowska: Mieszkasz i żyjesz w miejscu owianym niemal legendą, za murami Watykanu. Czy rzeczywiście jest to inny świat?

Magdalena Wolińska-Riedi: Tak, życie codzienne za Spiżową Bramą to jest zupełnie inny świat. Porównywalny – myślę – w jakiś sposób z funkcjonowaniem na przykład na królewskim dworze. Watykan to enklawa oddzielona od Wiecznego Miasta wysokim murem, gdzie bramy zamykane są na klucz każdego wieczora i otwierane ponownie o 6 rano. Cale państwo zostaje zamknięte. Dosłownie.

Mieszka nas tutaj około 400 osób. W tym kobiet świeckich jest mikroskopijna cząstka: 30. Z jednej strony mam na co dzień poczucie, że jestem w wyjątkowym miejscu i to jest niezwykłe uczucie. Czujemy troskę i szacunek, jakimi otaczają nas mężczyźni. Zwłaszcza gdy się weźmie pod uwagę, że na tak niewielką liczbę mieszkańców 110 to żołnierze. Do tego dochodzi 150 agentów policji, czyli watykańskich żandarmów, którzy co prawda nie mieszkają na terenie Watykanu, ale 24 godziny na dobę pełnią tu swoja służbę i strzegą bezpieczeństwa.

 

Watykan to też stała kontrola. Trudno było się do niej przyzwyczaić?

Jako ciekawostkę mogę podać, że na terenie najmniejszego państwa świata umieszczonych jest w rożnych zakątkach ponad 300 kamer. To wszystko dla zapewnienia jak największego bezpieczeństwa papieżowi Franciszkowi, ale także nam wszystkich, żyjącym w bezpośrednim „sąsiedztwie”. To może właśnie jest największym przywilejem mieszkania za murami: stała obecność papieża Franciszka i papieża emeryta Benedykta.

Widujemy się, kiedy Franciszek przejeżdża samochodem na spotkania i audiencje w Pałacu Apostolskim, kiedy wraca z podroży. Spotykamy razem z moimi córeczkami Benedykta (coraz rzadziej niestety ze względu na to, że wraz z wiekiem stopniowo ubywa mu sil fizycznych) na spacerze w Ogrodach Watykańskich.

Czuję się w Watykanie jak u siebie w domu. To jedna, wielka rodzina. Żyję tu na co dzień od 15 lat i znam każdy kamień. To na pewno moje miejsce na ziemi. Wyjątkowe dla milionów katolików i ludzi na całym świecie. I zarazem najbardziej szczególne dla mnie i dla moich bliskich.

MAGDALENSKA WOLIŃSKA-RIEDI
fot. Archiwum prywatne

 

Jak wygląda Twoja codzienność w Watykanie?

Codziennie pamiętam o tym, że Watykan to nie tylko mikroskopijne państewko, gdzie na co dzień robię zakupy, chodzę z dziećmi na kontrolne wizyty do pediatry czy jeżdżę na rowerze w wolnych chwilach, ale to także serce naszej wiary, miejsce zamieszkania najwyższych hierarchów Kościoła. Dlatego naturalne jest dla mnie, aby przestrzegać zasad, jakie obowiązują np. w świątyni podczas mszy świętych.

Nie możemy po ulicach Watykanu chodzić z odkrytymi ramionami czy w spódnicy powyżej kolan lub w szortach, nawet jeśli rzymskie lato jest nieznośne, a temperatura przekracza 40 stopni w cieniu. Nie możemy zbyt głośno zachowywać się późnym wieczorem czy robić wielkich przyjęć, gdzie goście tańczą i śpiewają do nocy. Jesteśmy u siebie w domu, ale jednocześnie znajdujemy się wewnątrz prastarych murów, w cieniu Pałacu Apostolskiego, w pobliżu Domu Świętej Marty, gdzie odpoczywa Franciszek. Dlatego po zmroku trzeba zachować umiar i wyciszyć emocje. Świat tutaj zastyga, z zewnątrz, z Rzymu dochodzi pulsujące życie Wiecznego Miasta, ale pozostaje ono w innym wymiarze.

 

Życie rodzin Gwardzistów różni się czymś od „normalnego” życia?

Życie nas, osób świeckich, kobiet i mężczyzn, jest zupełnie normalne, a z drugiej strony płynie troszkę w rytmie kalendarza liturgicznego i kalendarza państwowego Watykanu. Tutaj jest świętem, co jest naturalne, np. uroczystość Zesłania Ducha Świętego czy imieniny i rocznica pontyfikatu panującego papieża. Wtedy wszystkie sklepy i urzędy są zamknięte.

W naszej małej rodzinie Gwardii Szwajcarskiej obchodzimy poza tym liczne święta i tradycje związane z samą gwardią, takie jak rocznica założenia najmniejszej i najstarszej formacji wojskowej świata czy też np. mikołajki i dzień 1 sierpnia – rocznicę powstania Konfederacji Szwajcarskiej. Wtedy wszyscy spotykają się na pięknym dziedzińcu honorowym, gdzie na co dzień gwardziści ćwiczą swoją musztrę. Zasiadamy przy długich stołach, w cieniu średniowiecznych bastionów i po oficjalnych przemówieniach biesiadujemy do późna. Oczywiście zawsze z umiarem 🙂

MAGDALENSKA WOLIŃSKA-RIEDI
fot. Archiwum prywatne

 

Twoją niezwykłą pracą, a zarazem pasją stało się dziennikarstwo. Czy z perspektywy czasu jest to pewnego rodzaju „misja specjalna”?

Nigdy nie wierzyłam w przypadki i tak było również w kontekście mojej nowej drogi zawodowej, czyli dziennikarstwa. Zawsze w kluczowych sprawach życiowych zawierzam się Opatrzności Bożej. Tutaj było podobnie. Niespodziewanie odebrałam telefon i otrzymałam propozycje. To było wielkie wyzwanie.

Przyznam się, że jestem osobą ambitną: skończyłam trzy kierunki studiów, nauczyłam się kilku języków i pomyślałam, że warto spróbować zmierzyć się ze sobą. Uznałam tą pracę również za szczególną misję, w której mogę przeplatać dotychczasowe doświadczenie produkcji telewizyjnej z życiem w Watykanie, gdzie wszystko postrzega się z innej perspektywy.

Chciałam widzom, naszym rodakom, przybliżać papieża, sprawy Kościoła i Watykanu, ale również fascynujące dla mnie było i jest do dziś, poruszanie przeróżnych innych tematów. Tak naprawdę sprawy watykańskie to cząstka mojej pracy. Korespondent zagraniczny to przede wszystkim obserwowanie wydarzeń bieżących. Ukazywanie Polakom w ojczyźnie z bliska, oczami naszej kamery, największych dramatów, jakie dzieją się obok nas.

 

Która z tych relacji była dla Ciebie do tej pory najważniejsza?

Kluczowe wyzwania to była fala migracji, która dziś się uspokoiła, przez dwa lata jednak to był temat, który najbardziej niepokoił Włochy i basen Morza Śródziemnego. Kilkakrotnie wracałam na wyspę Lampedusę, wypływałam na otwarte morze z patrolem włoskiej policji. Wyławialiśmy nielegalnych emigrantów, kilkadziesiąt mil morskich od wybrzeży Libii. Dramatyczne sceny…

Z bliska śledziłam tragedię uchodźców syryjskich w obozach w Libanie czy Jordanii. Relacjonowałam dramat trzęsień ziemi w środkowych Włoszech w 2016 roku i w górach Abruzji, gdzie lawina pochłonęła życie 29 gości hotelu. Do tego codzienna polityka, wydarzenia z obszaru kultury oraz dużo tematów polonijnych, drogich nam, Polakom, takich jak rocznica Monte Cassino, czy polski pawilon na EXPO w Mediolanie.

To czasem trudne, ale cenne i piękne przeżycia. Piękne, bo takie które ciągle na nowo kształtują, ubogacają i pozostawiają w duszy ślad.

 

Masz też przywilej relacjonowania papieskich podróży.

Tak, to niezwykle ważny obszar mojej pracy. Tak się szczęśliwie często zdarza, że lecę z Franciszkiem jednym samolotem. I mamy wszyscy to poczucie, że jesteśmy jedną wspólnotą. Grupa watykanistów i cała papieska świta, która mu towarzyszy: kardynałowie, biskupi, a także papieska ochrona. Łącznie około 140 osób. Tak było w drodze do Meksyku, do Egiptu czy do Krakowa.

MAGDALENSKA WOLIŃSKA-RIEDI
fot. Archiwum prywatne
Jedna z córeczek pani Magdaleny, Melania, podczas dorocznej przysięgi Gwardii Szwajcarskiej w 2017 roku.

Ta ostatnia podroż pozostanie jednym z największych przeżyć w mojej pracy dziennikarskiej.

Z papieżem ja – jako polska korespondentka – leciałam do mojej ojczyzny na Światowe Dni Młodzieży, które przez wszystkie dni relacjonowałam z najbardziej wyjątkowych miejsc. I byłam blisko papieża Franciszka.

Dodatkowo miałam zaszczyt prowadzić wieczorne czuwanie z Franciszkiem na Polach Miłosierdzia Campus Misericordiae w obecności 2 milionów młodych ludzi i 200 milionów na całym świecie za pośrednictwem środków przekazu. To było niezwykle wyjątkowe czuwanie, które na zawsze pozostanie w moim sercu i pamięci.

 

To daje Ci poczucie spełnienia i bycia na swoim miejscu?

Takie niezwykłe doświadczenia dają mi ogromną satysfakcję i sprawiają, że czuję się spełniona zawodowo. Ale na pewno – jak każda kobieta – najszczęśliwsza jestem z powodu moich dwóch córeczek – 8-letniej Maryni i 10-letniej Melanii. To one dają mi prawdziwe poczucie spełnienia. Mnie jako mamie. Na co dzień dziewczynki chodzą do szkoły szwajcarskiej wraz z całą gromadką innych dzieci z gwardii papieskiej.

Dla moich córek, urodzonych tutaj, życie w Watykanie to normalność: jeżdżą na wrotkach czy na rowerze, spotykają papieża na spacerze i biorą udział w podniosłych uroczystościach. Myślę, że to znakomita szkoła życia, która gwarantuje głęboką formację: intelektualną i duchową. Zapewnia umacnianie się kręgosłupa moralnego, co w dzisiejszym świecie wydaje mi się szalenie ważne.

MAGDALENSKA WOLIŃSKA-RIEDI
fot. Archiwum prywatne

Mamy też bliski, serdeczny kontakt z papieżem Benedyktem XVI. Zdarza nam się do dziś odwiedzać Papę w jego miejscu zamieszkania, w Ogrodach Watykańskich. To właśnie ówczesny kardynał Jeseph Ratzinger udzielił nam ślubu przed 15 laty i on też ochrzcił nasze obie córki. Nie przypuszczaliśmy z mężem, że to przyszły papież udziela nam ślubu… Ta bliskość została utrzymana przez lata i traktuję cały ten splot niezwykłych wydarzeń w moim życiu jako wielki znak Opatrzności.

Ufam bardzo, że nadal tak będzie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.