Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kiedy uwierzyłaś, że nie jesteś piękna? Już czas, by odzyskać pewność siebie

KOBIETA NA PLAŻY
Sonnie Hiles/Unsplash | CC0
Udostępnij

Jak szybko ulegamy sugestiom innych co do naszego wyglądu? Na ile jesteśmy asertywne? Czy zbyt szybko tracimy wiarę w poczucie własnego piękna?

Jakiś czas temu byłam z przyjaciółką na warsztatach fryzur ślubnych. Pierwsze słowa, które powiedziała uczestniczkom stylistka, brzmiały tak: „Przyglądam się paniom i zastanawiam się, która z was ma najbardziej zaniedbane i zniszczone włosy”. Uroczo, prawda? Towarzysząca jednej z przyszłych panien młodych mama natychmiast odpowiedziała: „O, to z pewnością moja córka, proszę popatrzeć!”. A później było już tylko gorzej.

Dziewczynie z grzywką, zamiast pasującego do niej upięcia, fryzjerka doradziła ścięcie grzywki, bo jest niekorzystna, za duża, ciężka i w ogóle do niczego. Innej powiedziała, że ma tak małą głowę, że w jej przypadku kok będzie wyglądał tragicznie. „Profesjonalizm” prowadzącej warsztaty był naprawdę zaskakujący. Zamiast wydobyć piękno z każdej dziewczyny i zaproponować coś pasującego do jej urody, ta z niezwykłą umiejętnością wynajdowała to, co według niej było szpecącą wadą i w zasadzie jej rady sprowadzały się do: Wyglądasz źle, nie wiem, co dokładnie z tym zrobić, ale najlepiej zmienić wszystko.

Siedząc tam i trochę nie wiedząc, czy śmiać się, czy płakać, zaczęłam zastanawiać się, jak szybko ulegamy sugestiom innych co do naszego wyglądu? Na ile jesteśmy asertywne? Dlaczego żadna z nas nie miała odwagi powiedzieć stylistce, że kilka siwych włosów to nie tragedia, nie, nie zetniemy grzywki, tym bardziej nie powiększymy sobie głowy. Czy nie nazbyt szybko tracimy wiarę w poczucie własnego piękna?

 

Odbicie w oczach innych

Z każdej strony słyszymy, że poczucie własnej wartości zaczyna się w naszej głowie i by czuć się naprawdę piękną, bez względu na to, co mówią inni, najpierw same musimy się dobrze ze sobą czuć. Bez względu na to, ile ważymy, czy mamy gęste czy cienkie włosy, czy jesteśmy wysokie czy niskie. To prawda. Ale nie ma co się oszukiwać, uwagi innych – zarówno złośliwe, jak i te wypowiadane w dobrej wierze – potrafią nadszarpnąć to, że czujemy się dobrze w swoim ciele.

Od najmłodszych lat szukamy przecież miłości i akceptacji najbliższych. Z wiekiem chcemy być atrakcyjne i zadbane nie tylko dla nas samych, ale także, by podobać się innym. I tu czai się niebezpieczna pułapka, która dotyczy proporcji: Jak bardzo uzależniam to, czy czuję się piękna, od opinii otoczenia? Czy za każdym razem szukam potwierdzenia swojej wartości w oczach ukochanego/znajomych/rodziny? Czy ich zdanie jest dla mnie decydujące? Bo nie powinno być.

 

Jestem według ciebie brzydka? Trudno

Oczywiście, pochwały będą nas budowały, ale dobrze, by krytyka nie wyrządzała nam krzywdy. Dlatego warto uodpornić się na sugestie innych i nie brać do siebie każdej uwagi na temat wyglądu. A jeśli ktoś naprawdę próbuje naruszyć naszą prywatność („O, tyle po porodzie, a brzuszek jeszcze ci został”, „lato jest, co ty taka blada, źle wyglądasz.”, „no tak, 160 w kapeluszu, przy twoim wzroście, to tylko obcasy”, „przytyło ci się. Kiedy to zrzucisz?”) i nam to przeszkadza, trzeba zdobyć się na odwagę i zaprotestować.

Po prostu nie dać sobie wejść na głowę, bo nikt nie ma prawa decydować o tym, co, kiedy i jak powinnyśmy w sobie zmienić.

 

Co w sobie kocham? A czego nie lubię?

By poczuć się pewniej w swojej skórze, dobrze zastanowić się, co w swoim wyglądzie lubimy, a czego nie. I mądrze podejść do tego, co uważamy za wadę. Na pewno będą rzeczy, które możemy zmienić, jeśli same tego chcemy.

Na przykład chciałybyśmy trochę schudnąć albo zadbać o włosy, bo przez ostatnie miesiące w ogóle nie miałyśmy na to czasu. Ale są też rzeczy, na które nie mamy wpływu. Pomyślmy, czy utrata komfortu własnego ciała nie wynika z odgórnie ustalonych standardów lub oczekiwań naszego otoczenia?

Nie mamy obowiązku dążyć za wszelką cenę do osiągnięcia narzuconego przez kolorowe czasopisma kanonu piękna, z bardzo wyretuszowanymi zdjęciami. I nie warto, by było to naszym celem. Nie musimy też spełniać wizji naszej rodziny/znajomych, jak powinnyśmy wyglądać. Najważniejsze, byśmy same się pokochały. To najlepszy punkt wyjścia.

Kiedy już zaczniemy akceptować nasze ciało z jego blaskami i cieniami, chętniej będziemy je pielęgnować i znajdziemy wewnętrzną motywację, by dbać o piękno, które już w nas jest.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail