Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak nie reagować na cudze trudności w wierze?

JOLA SZYMAŃSKA
fot. Anna Nycz
Udostępnij

A Ty, jak reagujesz, kiedy ktoś mówi: „mam problem”?

Harry i Meghan wzięli ślub. Olga Tokarczuk otrzymała nagrodę Bookera za „Biegunów”. Paweł Pawlikowski dostał w Cannes nagrodę dla Najlepszego Reżysera za „Zimną wojnę”. Dobiega finiszu sezon komunijnych rowerów. Rozkwita sezon piwonii. I nawet ja pofarbowałam włosy na różowo.

Ale pewne rzeczy są niezmienne. Nie ulegają zmianie temperatur, nie wpływa na nie barometr. Jak świat światem, tak one – stałe, znane, od wiek wieków.

Jednej z takich rzeczy doświadczyłam ostatnio osobiście. Nie szukając kłopotów, postanowiłam przyznać się, że mam problem. Jak się domyślacie, problem rangi duchowo-poglądowo-racjonalnej.

I spotkał mnie on – argument, który jest stary jak świat. Choć jeszcze nigdy nikomu nie pomógł.

 

Trudność czy brak trudności – co wybierasz?

Czasem trudno zaakceptować mi w Kościele zło, fałsz i grzech. Nie panuję nad tym, nie wywołuję tego. Tak mam. Ciężko pogodzić mi się z rzeczywistością. I nie będzie lepiej, póki nie zaakceptuję faktu, że na razie tak właśnie się we mnie dzieje.

Ale kiedy słyszę, jak trudności przeciwstawia się brakom trudności i wnioskuje się, że lepiej nie mieć trudności, bo one zasłaniają Boga (ten odkrywczy przykład powinien zagościć w podręcznikach logiki formalnej!), to – delikatnie mówiąc – nie jest mi lżej. Z prostego powodu: żaden kryzys nie jest decyzją. Nie kupuje się go w supermarkecie. On przychodzi. Zupełnie nieproszony. Bezczelnie i bez uprzedzenia wyważa zamki naszego wewnętrznego domu.

Dlatego pozwalam sobie wystosować tu drobny wniosek. Wnioseczek wręcz.

 

Nie bagatelizujmy czyjegoś doświadczenia, porównując je z własnym

Jeżeli ktoś mówi, że ciężko Mu uwierzyć w Boga, kiedy widzi ludzki grzech, zaakceptujmy fakt, że ta osoba mówi prawdę. Opisuje swoje doświadczenie.

Nie odpowiadajmy: „ja tam po prostu ignoruję zło, bo dobro jest silniejsze” albo: „ja tam patrzę na swój grzech i jestem wdzięczny Bogu, że mi go wybacza – dzięki temu nie patrzę na innych”. Nie mówmy: „ja to”, „ja tamto”. Nie skupiajmy się na sobie i swoim braku problemów. Po prostu wysłuchajmy. Nawet, jeżeli nie rozumiemy.

Dajmy drugiemu człowiekowi wsparcie, zamiast przechwalać się swoim brakiem trudności tam, gdzie on ma ich sporo.

 

Kłamstwa, którymi żyjemy

Dwa tygodnie temu wspominałam o debacie z udziałem Jona Fredericksona, psychoterapeuty i autora książki „Kłamstwa, którymi żyjemy”. Książki, której wtedy jeszcze nie znałam.

Tytuł specjalnie mnie nie zachęcił. „Życie kłamstwami” to tak uniwersalny przytyk, że aż razi po oczach i chce się uciekać, gdzie pieprz rośnie. Tymczasem opowieść autora, bo narracja tej książki to żywa opowieść, rozkłada na czynniki pierwsze tezy, którymi staramy się uzasadnić swoje i cudze zachowanie. Tak, żeby je rozumieć.

Opowiada o wewnętrznej walce z rzeczywistością. O niezgodzie na nią. O dyskutowaniu z nią. I o procesie zgody na świat – taki, jaki on jest.

 

Ludzie nie powinni być dobrzy

Czytając wypisałam sobie na kartce różne kłamstwa, które pomagały mi żyć. Wyszła ich cała masa. Jedno z nich brzmi: „Ludzie powinni być dobrzy, uczciwi, szlachetni i rozsądni”. Obok niego opisałam rzeczywistość: „Ludzie są tacy, jacy są. Nie ma żadnego kanonu powinności”.

Wmawianie sobie, że powinni być inni, nie zmieni faktu, że inni nie są.

Dlatego nie łudzę się, że mój mały wniosek zmieni świat. Po prostu chciałam opowiedzieć Wam o podejściu, którego sama się uczę. Bo bardzo chcę słyszeć ludzi i wsłuchiwać się w ich światy, bez szukania odniesień do mnie samej.

Wierzę mocno, że da się z tego wyleczyć. I w nawet najtrudniejszych kwestiach da się zobaczyć coś więcej niż tylko własną pewność.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail