Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Słownik kobiet: Imię

KOBIETA
Amadeo Muslimović/Unsplash | CC0
Udostępnij

Imię to moje Ja dla innych ludzi. To także moje Ja dla siebie samej i dla Boga. To słowo zapisane na kawie ze Starbucksa. To historia wyryta na ławce. To szybsze bicie serca na kopercie. Imię. Zakodowana treść o nas samych.

Każda z nas nosi jakieś imię. Ja na przykład jestem Magda. Nie Magdzia, ani nie Madzia, chyba że znasz mnie na tyle dobrze, że czuję w tym bardziej wzruszenie niż słodkość. Formalnie jestem Magdalena, ale gdyby powiedziała tak do mnie osoba z zewnątrz, poczułabym się oficjalnie wezwana na dywanik. Imię można lubić bądź nie. Ja do swojego przyzwyczajałam się bardzo długo. Oprócz niego nosiłam i noszę jeszcze inne, takie ukryte. O nich też chcę opowiedzieć.

Imię jest jak serce – nie da się go z nas wyrwać. Jesteśmy z nim zżyte, rzecz jasna, każda na własnych warunkach. Uśmiechamy się, gdy wypowiada je ktoś ważny i kochający. Odwracamy głowę na jego brzmienie lub staramy się ukryć – w zależności od tego, jak się czujemy lub czy mamy ochotę na nawiązanie kontaktu. Wszystko zależy od kontekstu i sytuacji. Imię to moje Ja dla innych ludzi. To także moje Ja dla siebie samej i dla Boga. To słowo zapisane na kawie ze Starbucksa. To historia wyryta na ławce. To szybsze bicie serca na kopercie. Imię. Zakodowana treść o nas samych.

 

Imię – jedno słowo o mnie

Zawsze chciałam, aby moje imię coś znaczyło. Liczyłam na coś w stylu: „skała” albo „dzielna kobieta”, niestety, dostało mi się beznamiętne: „Pochodząca z Magdali”.

Nie do końca wiedziałam, co z tym zrobić, przez lata byłam więc Magdą, której imię było po prostu imieniem, a nie przewodnikiem. Oczywiście, nastąpił przełom. Któregoś razu zrozumiałam, że „pochodząca z Magdali” oznacza jedną z wielu, a zarazem taką, która reprezentuje coś większego. Która coś znaczy. Która stała się na tyle przełomowa, by nazwać ją imieniem całego miasta.

Magdalena więc, to kobieta, która splata w sobie wszystko. Jest skwierczącym od rozmów jarmarkiem i ciszą zachodzącego nad miastem słońca. Jest bogactwem i nędzą. Jest pełna ludzi i samotności. W moim imieniu odkryłam siebie – dogłębnie. Odkryłam pionierkę, przyjaciółkę i kobietę będącą żoną cudownego faceta, mamą na etacie, pisarkę i artystkę zanurzoną po łokcie w codzienności. W pyłach i światłach życia. Poczułam się tak, jakby ktoś odkrył przede mną mnie samą, opowiedział o mnie jednym słowem. I poczułam ulgę.

 

Tylko ja mogę zrozumieć moje imię

Zrozumiałam, że moje imię to nie przypadek ani fanaberia rodziców, nawet jeśli początkowo zdawało mi się być właśnie tym. Zrozumiałam, że żadne inne imię tak mocno nie opowiedziałoby mnie. Że Magda znaczy moje Jestem. Dzięki niemu bardziej rozumiem siebie. Niebagatelna sprawa.

Oczywiście, zdarzyło się, że ktoś inny uważał iż posiada kompetencje ku temu, aby wytłumaczyć mi moje imię. Mimo usilnych starań, nikomu nie udało się tego zrobić. Może stało się tak dlatego, że własne imię może odkryć tylko jego właściciel. Ostatecznie – to o nas przecież chodzi. O naszą tożsamość.

Moja historia pokazuje, że imię nie od razu może do nas przemówić. Nie chodzi mi o wiedzę wyjętą z senników bądź innych wątpliwie pewnych źródeł. Imię zawsze jest osobiste. Zawsze jest pomocą dla mnie. Jego tajemnicę odkrywam w głębinie własnego serca. To bardzo biblijna interpretacja. Nasz Tato zna nas po imieniu. To szczególne słowo jest epicentrum Jego miłości.

 

Imiona, które niszczą i Nowe Imiona

Nosimy też inne imiona. Nadane przez ludzi i przez siebie. Takie, które nas niszczą i takie, które próbują to odbudować. Jesteśmy „Brzydkie”, „Nie nieznaczące”, „Badziewne”, „Bez sensu”, „Niewidoczne”, „Warte pożałowania”. Nazywamy się tak w chwilach buntu lub trudności. Chowamy te imiona w sercu. Zostawiamy na czarną godzinę. Najgorsze – wierzymy w nie. Wierzymy w ich moc.

Kiedyś spisałam sobie te osłabiające mnie imiona. Lista była długa. I bardzo smutna. Zobaczyłam, że większość z nich pochodzi z bardzo wczesnych lat. Z lat, kiedy zaczęłam wstydzić się tego, kim jestem. Z lat, w których wydawało mi się, że lepiej by było, gdyby udało mi się być kimś innym. Lepszym. Mniej wrażliwym.

W odpowiedzi na nie napisałam listę imion, które mają w sobie Życie. Pierwszym z nich było „Niewinna”. Na mojej świetlistej liście znalazły się także inne określenia – Córka, Żona, Przyjaciółka, Wnuczka, Artystka, Dziewczyna Z Pięknymi Oczami. Ostatnio zyskałam jeszcze inne imię – Mama – nadane mi przez pewnego ślicznego chłopczyka z ciemnymi jak kawa oczami.

Nowe Imiona sprawiają, że rosnę. Że staję się silniejsza, piękniejsza, pewniejsza siebie – innymi słowy – przybliżam się do siebie samej. Nowe Imiona są najbliższe prawdzie o mnie. Dają mi ciepło i oparcie. Są świadkami moich podróży, historii i zasobów. Przypominają mi o obfitości, którą w sobie mam. I o tym, ile znaczę. Nie tylko dla innych. Pokazują mi, ile znaczę dla samej siebie.

Czytaj także:
Słownik kobiet: życie
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail