Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Gardzisz sztuką współczesną, a cenisz duchowość? Ten tekst może Cię zdziwić

SZTUKA WSPÓŁCZESNA
fot. Anna Nycz | Jakcson Pollock, No. 5
Udostępnij

Ostatnio trafiłam na dziwny filmik. Młody mężczyzna, dobry montaż, narracja z założenia o wierze. Ale cała treść zamyka się w jednym słowie: szydera. Między innymi ze sztuki współczesnej. Jakby wychodził z założenia: nie chcę tego, więc obśmieję.

„Stan uczuciowy będący mieszaniną braku szacunku i niechęci oraz poczucia wyższości w stosunku do kogoś” – mówi o pogardzie „Słownik języka polskiego”. Trochę smutny to stan. Nieprzyjemny. Co ciekawe, brak szacunku, niechęć, poczucie wyższości – uruchamiają się w nas w bardzo dziwnych sytuacjach. Na przykład, kiedy czegoś nie rozumiemy.

Wspomniany jutuber wyśmiewał obrazy Pollocka, aleatoryzm, Duchampa i właściwie całą awangardową sztukę połowy XX wieku (nazwał ją: „współczesną”). Przeciwstawił to „sztuce rzemieślniczej”, w ramach której umieścił… Chopina. Bo Chopin to chociaż melodie miał.

Trochę nie wierzyłam w to, co widzę. Ale widziałam to naprawdę.

 

Efekt Krugera-Dunninga

Ciekawym zbiegiem okoliczności ostatnio Kasia Gandor i Natalia Tur (Nishka) opowiadały na swoich kanałach o rozbieżnościach w naszej samoocenie i faktycznych umiejętnościach (lub wiedzy), powołując się na tzw. efekt Krugera-Dunninga.

Justin Kruger i David Dunning, czyli naukowcy z Cornell University, dowiedli, że osoby niekompetentne oceniają swoje kompetencje wyżej niż osoby kompetentne.

Faktycznie, pomyślałam sobie. Ludzie albo czują się (najczęściej niesłusznie) niewystarczająco kompetentni do czegokolwiek, albo (również – najczęściej niesłusznie) kompetentni do absolutnie wszystkiego.

 

Ten król jest nagi

Wydaje się to logiczne. Jeżeli posiadamy jakąś wiedzę w danej dziedzinie, zdajemy sobie sprawę, że nie jest ona, ani nigdy nie będzie „pełna”. Obawiamy się więc stawać w roli autorytetu. Myślimy: „a co ja tam wiem! Niech się wypowie profesor Harvardu, nie ja”.

Jeżeli z kolei nie mamy większego pojęcia na temat czegoś, co nas dziwi, wydaje nam się, że nasze oburzenie jest uzasadnione. Wtedy pytanie, co z tym zrobimy. Możemy poczytać, skonfrontować swoją opinię z kimś innym, nie mówić nic albo (jak wspomniany jutuber) być dumnym z własnej, hucznie ogłaszanej, niewiedzy. Ale wtedy staniemy przed tłumem nadzy, jak król z baśni Andersena.

 

Zamiast nagim w tłumie, lepiej być nagim w wannie, jak Frida Kahlo. I zobaczyć to, czego widzieć nie chcemy.

 

Wiedza a wrażliwość

Ja sama na temat sztuki współczesnej mam wiedzę umiarkowaną. Bardziej zresztą nazwałabym to świadomością niż wiedzą. Wiem, gdzie i czego szukać, rozumiem konteksty, mam tak zwane pojęcie o historii muzyki i (mniejsze) o historii sztuki. Dlatego głupio mi wypowiadać się na ten temat. A może powinnam? W końcu nie pretenduję tutaj do roli wybitnego krytyka sztuki poważnej.

Z drugiej strony, nie chodzi przecież o przesadę, w której sztuki nie można czytać bez odpowiednich kwalifikacji. Bardziej niż o nie, chodzi o wrażliwość i otwartość. Na to, co widzimy, co słyszymy, co czujemy. O ciekawość, kiedy przestaję rozumieć i szukam.

A może o zwykłą pokorę?

 

Dlaczego ta sztuka taka brzydka

Sztuka XX wieku nie jest łatwa w odbiorze. Często nie jest też przyjemna. Ale czy XX wiek był czasem przyjemnym? Czy dwie światowe wojny oraz bezprecedensowo szybkie zmiany społeczne i technologiczne mogły inspirować do łagodności i „ładnych melodii”?

Owszem, taki cel starały się osiągnąć władze Polski Ludowej, wymuszając na twórcach artystyczny socrealizm. Sztukę, która miała zachwalać codzienność, pokrzepiać, motywować do pracy w polu, odbudowy stolicy i realizowania kolejnych planów 6-letnich.

 

O proszę, jaki piękny obraz! Nareszcie coś klasycznego! 😉

 

Sztuka, która płynęła naturalnym rytmem, nie była pozytywna. Podjęte eksperymenty bardzo zresztą zmieniły spojrzenie na sztukę. Przestała być jedynie „wyrazem piękna”. Zaczęła być wyrazem emocji i pytań.

Ta aktualizacja, trwająca od ponad stu lat, nie dotarła jednak do powszechnej świadomości. Nie wiem, czy to źle. Może nie. Sztuka przecież nie wszystkich musi interesować. Szczególnie, od kiedy zabawianie publiki ładną melodią czy pejzażykiem nie jest jej jedynym celem.

 

View this post on Instagram

Wojciech Fangor, "NJ 3", 1965

A post shared by Wojciech Fangor Foundation (@fangorfoundation) on

Wojciech Fangor, jako jedyny dotychczas polski artysta, miał indywidualną wystawę w słynnym Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku, w 1970 roku.

 

Duchowość inaczej

Ale jest jeszcze coś, o czym w ogóle rzadko się wspomina. Sztuka pyta o duszę. Nie o religię, poglądy czy regularną spowiedź. O moje wnętrze. Mogę je zasłaniać różnymi filozofiami, tezami, cytatami, ale gdzieś głęboko, pod nimi, znajduje się pytanie: kim jestem? Sztuka sensowna dotyka nas właśnie tam. Dotyka nas kontekstami, skojarzeniami, odcieniem, światłem, pauzą albo zawieszeniem harmonii.

Jeżeli więc pytanie brzmi, czy każda sztuka to sztuka wspaniała, olśniewająca i zmieniająca człowieka, odpowiedź brzmi: nie. Ale – tak jak nie każdy obraz jest wielką sztuką, tak nie każda opinia ma wartość i sens. Bez uczciwości, wrażliwości i wyobraźni nie można mówić ani o jednym, ani o drugim.

 

Nie od razu

Bach, Mozart czy Chopin nie są uznani za geniuszy z powodu ładnych melodii, ale dzięki złożonym matematycznym strukturom, na których opierają się ich kompozycje. „Mona Lisa” nie zapisała się w historii ładną buzią i romantycznym tłem, ale perspektywą, kontrastem i uśmiechem, uchwyconym na chwilę przed momentem, w którym tak naprawdę mógł się pojawić.

Arnold Schoenberg miał powiedzieć, że „nowa muzyka nigdy nie zachwyca od razu”. Dajmy szansę rzeczom, których nie rozumiemy. Bo może się okazać, że stoimy na scenie nadzy – i że nie jest to wcale nowoczesny spektakl.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail