Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak Lednica łączy ludzi z różnych bajek. Relacja z pierwszej ręki

Fot. Wspólnota LEDNICA 2000
Udostępnij

Co na Polach Lednickich robi protestantka? Dlaczego abp. Ryś nie mógłby zostać dominikaninem, choć głosi lednickie kazania? Co takiego się stało, że w czasie mszy zabrakło komunikantów?

Tegoroczne Spotkanie Lednickie było 22. w historii. A zarazem pierwszym w mojej historii osobistej. Poznałam o. Jana Górę OP na Jamnej w 1992 roku jako agnostyczka, która miała sporo pytań egzystencjalnych, zbywanych przez księży. Góra pokazał mi świat, który wywrócił do góry nogami tezę: katolicy to ludzie bojaźliwi, nudni i zakompleksieni. Nie mają nic do przekazania poza moralizowaniem.

Gdyby nie tamto spotkanie, nie byłoby mnie w Kościele. Nawet o. Janowi nie udało się jednak namówić mnie na przyjazd na Lednicę. Oporu wobec imprez masowych nie przełamał. Dzięki temu mogę zaświadczyć: warto było czekać 21 lat, by wziąć udział w tegorocznym spotkaniu. To relacja subiektywna, choć i z dystansu.

 

Lednica łączy ludzi z różnych bajek

Byłam ciekawa tego, czy Lednica wciąż ma moc łączenia ponad podziałami? Ojciec Góra nie kierował się uprzedzeniami, nie generował emocji „przeciwko komuś”. O ile krzyż pojawia się czasem w kontekstach politycznych, znak ryby skutecznie się przed tym bronił. Z ulgą stwierdziłam, że istota Ruchu Lednickiego jest ta sama. Lednica łączy ludzi z różnych bajek.

Po pierwsze, łączy pokolenia. Pracują przy niej młodzi, ale też wychowankowie o. Góry z lat osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych. Ruch trwa, gdyż ma sztafetę pokoleń. Widać to na przykładzie Andrzeja Mikosza, prawnika.

Co tu robisz? – zapytałam, pamiętając go z dawnych czasów. „Moje dzieci znalazły nad Lednicą swoje drugie połowy – opowiada. – Córka – męża, syn – żonę, a ja przy o. Janie znalazłem… wiarę 40 lat temu. Teraz na Lednicę przyjeżdża już kompletnie nowe pokolenie, bo ci, którzy byli na pierwszych Lednicach, mają dzieci. Moja córka była tu po raz pierwszy w wieku 9 lat, a 3 razy była już główną koordynatorką spotkań. Każda kolejna Lednica stanowi odpowiedź na dany czas. I to jest najlepsza odpowiedź dla młodzieży, jaką ma polski Kościół. Nie ma lepszej propozycji katechetycznej aniżeli to, co się tutaj dzieje” – mówi.

Spotkanie łączy ponad światopoglądem. Patrząc na tancerzy z flagami, nagle zamarłam. Na pierwszym planie – ksiądz redemptorysta w relacji live przed kamerą Telewizji Trwam. A tuż za nim – Dorota. Ostatni raz spotkałyśmy się na Marszu Pamięci i Pojednania w Krakowie, gdzie tańczyła z flagą izraelską. Jest protestantką, założycielką i liderką zespołu tańca żydowskiego „Klezmer” z Cieszyna. Która to twoja Lednica? – zapytałam ją w przerwie między tańcami.

„Czwarta” – mówi Dorota. – Nie przeszkadza ci to, że jesteśmy różnych wyznań? – dociekam. A ona z uśmiechem wyjaśnia: „Moje serce jest przede wszystkim w uwielbieniu Boga. Wielbię Go tańcem. On jest ponad wyznaniami, a każdy, kto jest oddany sercem Jezusowi, jest dla mnie bratem. W Liście do Efezjan jest napisane (cztery razy), że jesteśmy stworzeni dla Jego chwały; żeby uwielbiać chwałę Jego majestatu. W tym jest moje serce i życie.”

Korzystam z okazji i dopytuję: – To dlaczego rzadko śpiewamy wspólnie? Jakby każdy z nas wielbił swojego Boga? „Myślę – mówi Dorota – że jest różnica między religijnością a wiarą, wiarą prawdziwą. Można powtarzać zewnętrzne rytuały. W Księdze Izajasza jest napisane, że wasze usta mnie czczą, ale wasze serce jest daleko ode mnie. To jest kwestia serca… Tak naprawdę ludzie nie szukają Boga. Nie obchodzi ich Bóg. Chodzą w niedzielę do kościoła, ale ich serce jest daleko. Ja też taka byłam. Mówię przede wszystkim o sobie. W pewnym momencie, kiedy było mi ciężko, zaczęłam zadawać pytanie: Boże, czy Ty jesteś? I czy mnie kochasz? Co to znaczy, że mnie kochasz? Jezus stał się dla mnie osobistym Zbawicielem, Przyjacielem, Ojcem i centrum mojego życia. To zmieniło wszystko. Od tego momentu wspólne pieśni i taniec mają znaczenie”.

I dodaje: „Jeśli w centrum jest Jezus, widzę Go w drugim człowieku. I nieważne, czy on ma na czole napisane: katolik, zielonoświątkowiec, baptysta. Jezus nas łączy, bo zmarł za wszystkich na krzyżu, choć nie każdy to przyjmuje. Bóg mówi: JESTEM w drugim człowieku. JESTEM w tych, którzy oddali mi serce” – kończy Dorota.

 

JESTEM przy tobie

Ten sam motyw pojawił się potem w homilii wygłoszonej przez abp. Grzegorza Rysia. Mówił o sercu dużo ważniejszym od przepisów prawa, a hasło JESTEM rozwinął w zapewnienie Boga: „Jestem przy tobie”, z miłości.

Spytałam księdza arcybiskupa, jak się czuje z tym, że jego kazanie z zeszłorocznej Lednicy stało się inspiracją nowej. Powiedział: „Czytałem materiały lednickie i byłem bardzo zdumiony tym, że ojcowie inspirowali się moim kazaniem. Ciągłość na Lednicy to dzieło Pana Boga – to On jest spójny, a nie wymyślane przez nas programy. Bóg, który jest żyjący, mocny, przepowiadający i zawsze łączy ludzi.

Trzeba natomiast żyć tym Słowem, które przychodzi teraz. To dzisiejsze jest równie mocne, co rok temu. Ewangelia pokazuje nam Jezusa, który walczy o człowieka; a musi to robić, spierając się z ludźmi religijnymi. Jezus w centrum stawia człowieka, który jest głodny albo jakoś słaby, ma uschłą rękę. To jest bardzo Franciszkowe – albo w centrum Kościoła postawimy człowieka, albo paragraf, przepis. Pobożni ludzie chcieliby w centrum postawić Pana Boga. I słusznie! Tyle tylko, że On sam nie daje się tam postawić, i – w Jezusie – najchętniej zajmuje ostatnie miejsce. Bóg sam się detronizuje”.

Na Lednicy abp Ryś, czyli szef Zespołu KEP ds. Nowej Ewangelizacji, głosi kazania. Ale przecież organizuje ją… zakon kaznodziejski. Zapytałam z przymrużeniem oka o. Michała Golubiewskiego OP z wydawnictwa „W drodze”: „A może abp Ryś powinien wstąpić do dominikanów?”.

Ojciec Michał się śmieje: „O to trzeba już zapytać jego. Ale biskupów nie przyjmujemy. Na egzaminie do nowicjatu dostałem pytanie: Czy jesteś biskupem? Może są specjalne dyspensy, ale nic o tym nie wiem”.

Po czym poważnie dodaje: „Staramy się jakoś wpisać z Lednicą w Kościół w Polsce. Zaproszenie księży biskupów jest mocnym znakiem jedności z Kościołem. Jest ksiądz prymas i metropolita gnieźnieński oraz metropolita poznański, ale zapraszamy też innych. Każdy biskup jest z definicji głosicielem Ewangelii, ale u niektórych z nich charyzmat kaznodziejstwa szczególnie „świeci”. Dlatego cieszymy się, kiedy abp Ryś może powiedzieć słowo. To takie szersze otwarcie” – mówi dominikanin.

 

Lednica od kuchni

Rano zatrzymałam się w Gnieźnie na jutrznię lednicką, gdzie spotkałam 3 nastolatki: Asię, Patrycję i Zuzię. Jedna była na Lednicy 6 razy, druga 3, trzecia jechała po raz pierwszy. Czemu tam wracają?

„Jedziemy zobaczyć, jak to jest, jak są sami ludzie wierzący, w naszym wieku – wyjaśniają. – Można nawiązać więzi między sobą i z Bogiem. Chcemy się trochę oderwać od rzeczywistości. To taki dzień wolny od wszystkiego, jest się tylko z Panem Bogiem i znajomymi”.

Według nich na Lednicy najlepsza jest spontaniczność. Z kolei Marcin z Białegostoku, student, miał po spotkaniu kilka zastrzeżeń. Długo trzeba było czekać na wejście do sektorów, zabrakło komunikantów podczas mszy świętej. Co na to jeden z następców o. Góry, o. Wojciech Prus OP?

Zmęczony i radosny podzielił się „kuchnią” lednicką: „W tym roku splot okoliczności sprawił, że trudniej nam było przyjąć wszystkich tak, jak byśmy chcieli. Wizyta pana prezydenta podwyższyła wymagania bezpieczeństwa. Z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości przekazaliśmy od niego dar dla młodzieży – flagę; rozdaliśmy też butelki z wodą i ręczniczkami do obmycia nóg. Symbole spotkania były dotychczas rozdawane na recepcjach, ale pojawiły się nowe elementy, co spowodowało trudności logistyczne. Wprowadziliśmy też system zapisów elektronicznych, co – z czasem – usprawni pracę. Dzisiaj prosimy o miłosierdzie nad nami”.

„Sam pomysł z gestem umycia nóg – wyjaśnia dalej o. Prus – pojawił się w nas 1,5 miesiąca przed spotkaniem. Sponsor nie zdecydował się przekazać nam wody, o czym dowiedzieliśmy się na ostatnią chwilę. Wykorzystaliśmy butelki, które o. Góra otrzymał 9 lat temu. Zastępy ludzi myły je non stop przez 1,5 tygodnia. Bardzo wzrusza mnie praca wolontariuszy, bo czasem biorą urlopy, żeby Lednica się odbyła”.

Czemu brakło komunikantów? „Do tej pory przygotowaliśmy ich o wiele za dużo, tłumaczy dominikanin. – Rozwoziliśmy je potem po parafiach. Tym razem Duch Święty zawiał, przyjechało więcej ludzi. Nie mamy cudownego daru rozmnażania chleba… W przygotowaniach za bardzo wzięliśmy pod uwagę ducha wielkopolskiego. Byliśmy zbyt precyzyjni – przyznaje z pokorą zakonnik”.

Za mało było też symboli lednickich. Ojciec obiecuje, że szybko podejmą decyzję co do ich „dodruku”. Na Lednicę przyjechało przecież ponad 85 tys. ludzi. Najważniejsze, żeby nikomu nie zabrakło… serca. To najlepsza gwarancja jakości spotkań, które są bramą do Boga i mostem do ludzi.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail