Aleteia

Planujesz wakacje? Pamiętaj o zasadzie „nowego miejsca”!

PODRÓŻ
Igor Ovsyannykov/Unsplash | CC0
Udostępnij

Jak znaleźć swój raj na ziemi czy oazę spokoju, dopóki się go nie zacznie aktywnie szukać?

Naturalnie wiadomo – ilu ludzi, tyle sposobów podróżowania. Często jednak my, turyści, kierujemy się jakimiś wspólnymi zasadami. W moim przypadku to zasada „nowego miejsca” (tak ją nazwałam). Przeczytałam kiedyś o praktyce, żeby przy planowaniu wakacji pamiętać o odwiedzeniu przynajmniej jednej nowej lokalizacji. I tego lubię się trzymać.

Wycieczki w sprawdzone, ukochane tereny, gdzie pani w miejscowym sklepiku zna nasze imię, całą okolicę zeszliśmy już wzdłuż i wszerz podczas wieczornych spacerów przy zachodzie słońca, a tak właściwie to moglibyśmy zostać tamtejszymi przewodnikami – to oczywiście sama przyjemność. Cóż może się równać z taką swoistą oazą spokoju.

Ale tak, jak „w domu”, są to znowu te same, opatrzone przestrzenie. Miejsca, gdzie nie zwraca się uwagi na detale. Gdzie wszystko jest znajome i czasem nawet nudne. Podobnie czujemy się w rodzinnym mieście. Nic nas już nie zaskoczy. I jak w takiej jednostajności zapomnieć o rutynie dnia codziennego?

 

Pojedź tam, gdzie jeszcze nie byłeś     

Zmiana otoczenia bardzo pomaga w odpoczynku. Nasz mózg nareszcie budzi się ze stagnacji i zaczynamy reagować na dostarczane bodźce. Poznajemy nowe miejsca i kulturę. Okazuje się, że ludzie są przyjaźni, a ich historia często zaskakująca. Że rytuały mieszkańców tak bardzo różnią się od naszych, ale jedzenie lodów na śniadanie (granita, Sycylia) to wybornie przyjemny zwyczaj i szybko się przyzwyczajamy.

W końcu mamy też ciekawsze zdjęcia w aparacie, bo przecież dostrzegamy nowe krajobrazy (a nie znowu ten sam dom z czerwonej cegły, który zawsze nam się tak bardzo podobał, ale ze zdjęć, które mu zrobiliśmy, można by już stworzyć o nim album rok po roku). Przyjeżdżając, nie wiedzieliśmy, czy na pewno nie pożałujemy. Ale wyjeżdżając czujemy już, że zaprzyjaźniliśmy się z kolejnym miastem, a świat jest coraz mniej obcy.

 

Twórz nowe wspomnienia                              

W moim przypadku za zasadą „nowego miejsca” przemawia dodatkowo fakt, że mam zadziwiająco dobrą pamięć do odwiedzanych przestrzeni. Bardzo szybko się w nich odnajduję, tworzę sobie ich mapę w głowie, zapisuję obrazy i zdarzenia. Powrót w to samo miejsce jest więc dla mnie raczej czymś w rodzaju wycieczki sentymentalnej. Co może być również miłe.

Ale zdecydowanie bardziej ciągnie mnie do tego, co jeszcze niepoznane. Do tej ekscytacji i fascynacji, która mi towarzyszy przy przemierzaniu obcych uliczek. Do oczarowania architekturą, która często zaskakuje mnie swoimi szczegółami. Wreszcie, szczególnie jeśli jest to wycieczka zagraniczna – do zapachów nieznanych mi potraw, dźwięków tradycyjnej muzyki i języka, w którym nie mówię, czy do smaków, które są duszą kultury i tak bardzo odzwierciedlają temperament miejscowej społeczności.

I jasne, istnieje prawdopodobieństwo, że czasem można się rozczarować. Ale jak znaleźć swój raj na ziemi czy oazę spokoju, dopóki się go nie zacznie aktywnie szukać?