Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy jest Pan gotów porwać swojego syna? To tylko z pozoru dziwne pytanie…

OJCIEC Z SYNEM
Craig Whitehead/Unsplash | CC0
Udostępnij

Pomysły na wspólny czas przyjdą same, jeśli w mężczyźnie zrodzi się wola porwania syna, porwania w świat doświadczeń, zdobywania nowych umiejętności, kolejnych osiągnięć, pewności siebie, odwagi, zainteresowań, odkrywania swojej tożsamości.

Dlaczego trzeba porwać swojego syna?

Czy jest Pan gotów porwać swojego syna? – będąc świadkiem tak niecodziennego pytania, patrzyłam z niecierpliwością na reakcję mężczyzny. Pytanie powtórzono po raz drugi, wiec nikt z obecnych (a więc ani ja, ani matka chłopca) nie miał wątpliwości, że chodzi o porwanie… dziecka przez ojca!

Dziś po wielu latach od tamtej rozmowy sama zadaję czasem to pytanie rodzicowi. Tytułowe zdanie usłyszałam od doświadczonego psychologa, gdy byłam na stażu w pewnej poradni. Historia dotyczyła 5-latka, który przejawiał totalny regres w swoim zachowaniu, gdy przebywał z mamą (m.in. nie korzystał z toalety), natomiast gdy pozostawał pod opieką taty, był zwyczajnym chłopcem, umiejącym zasygnalizować swoje fizjologiczne potrzeby.

Zatroskani rodzice trafili do poradni, oczekując pomocy i rozwiązania problemu. Nadopiekuńcza mama i wycofujący się tata w pewnym sensie padli ofiarą samych siebie, a kłopotliwa (5-latek niekorzystający z toalety to jest już kłopot…) reakcja syna była dobrą okazją, aby coś mogło się zmienić w całej rodzinie. O jaką zmianę chodzi? Co to znaczy porwać własnego syna i dlaczego trzeba to zrobić?

 

Macierzyństwo – jak nie przedawkować?

Kobieta, będąc mamą, uruchamia całe maksimum troski, czułości, wsparcia, opieki… szczególnie wobec syna. Obszernie opisują to różne teorie psychoanalityczne, którymi nie chciałabym się teraz zajmować. Matczyne zachowanie jest dobre, potrzebne, wskazane… ale można przedawkować.

Tak, jest taki moment w życiu dziecka i rodziców, kiedy rolę powinien przejąć właśnie ojciec. W niektórych kulturach pierwotnych istnieje specjalny rytuał, który można określić jako inicjacja w dorosłe życie. Młodzi chłopcy są porywani przez swoich ojców, zabierani do buszu, uczą się przetrwania oraz praw danego plemienia, powracają do wioski po odbyciu próby na dorosłość.

Jak to rytualne doświadczenie przetłumaczyć na nasz język? Czasem proponuje się tzw. obrzędy przejścia, pewnego rodzaju inicjacje związane np. z kolejnymi urodzinami, nowym pokojem, pójściem do szkoły itp. Ważne, żeby taka zmiana dokonywała się naturalnie, lecz stanowczo i konsekwentnie.

Nie chodzi o to, żeby teraz syn spędzał czas tylko z jednym z rodziców. Mama dalej będzie czułą, troskliwą, bezpieczną wyspą, na której można się będzie schować przed światem i skąd będzie można wypływać po kolejne przygody. Naturalnym ruchem kobiety jest gest „do siebie”, a więc zagarnianie, ogarnianie, przytulanie.. To rolą męską, ojcowską jest działanie „od siebie”, a więc dawanie wsparcia, stanie za plecami, jakby wypychanie do świata, doświadczania, przeżywania, zdobywania.

 

Męska inicjacja

Dziecko uczy się przez naśladowanie, więc dobrym sposobem jest wspólne spędzanie czasu, np. męskie wyprawy, naprawianie świata (choćby to miało być na początek przykręcenie brakującej śrubki), nauka jazdy rowerem itp. Może matczyne serce ma więcej cierpliwości, jeśli chodzi o naukę jazdy rowerem, ale z pewnością ojcowskie serce jest bardziej odporne na dziecięce upadki i zadrapane kolana, bez których trudno przejść taką naukę. Pomysły na wspólny czas przyjdą same, jeśli w mężczyźnie zrodzi się wola porwania syna, porwania w świat doświadczeń, zdobywania nowych umiejętności, kolejnych osiągnięć, pewności siebie, odwagi, zainteresowań, odkrywania swojej tożsamości.

A co, jeśli takich ojców nie ma? Jeśli dają się tak często zepchnąć na margines nieużyteczności, bo np. niegustownie ubiorą dziecko albo „sobie nie poradzą”, albo nie zdążą sami zaplanować czasu z dziećmi, bo kobieta wszystko już ma poukładane? Albo nie wiedzą, jak się do tego wszystkiego zabrać, bo sami nie mają wzoru ojca, boją się krytyki lub porażki?

Na szczęście, jest coraz więcej inicjatyw wspierających świadome ojcostwo, uczących, jak być tatą i nie zrezygnować z tej niezastąpionej roli. Poza tym dziecko, które jest najlepszym ekspertem od swoich własnych rodziców, cieszy się każdą próbą wspólnie spędzonego czasu i poświęconej uwagi.

Jeśli taki kilkuletni chłopiec nie zostanie wyrwany z czułych objęć mamy (samemu trudno pozostawić takie dobre i bezpieczne miejsce) to prawdopodobnie nie będzie chciał dorosnąć. Tu właśnie potrzebna jest obecność ojca – nauka odpowiedzialności, zasad, skuteczności, pewności siebie, działania, ostatecznie zwyczajny biologicznie uwarunkowany respekt. Ale, żeby taka nauka mogła się odbyć.. potrzebny jest właśnie taki ojciec – odpowiedzialny, zasadniczy, skuteczny, pewny siebie i na tyle męski, aby był gotów porwać swojego syna.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail