Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Dziecko nie jest wizytówką rodziców

UŚMIECH DZIECKA
Wayne Dery/Unsplash | CC0
Udostępnij

W czasie mszy przed procesją Bożego Ciała staliśmy pod kościołem, który nie pomieścił licznie zgromadzonych. Z nieba lał się żar. Kilka dziewczynek w sukienkach komunijnych przykucnęło pod drzewem, chroniąc się w cieniu. Nagle, z przeciwległego krańca przykościelnego dziedzińca zaczęła szybkim krokiem iść kobieta. Zanim obok nas pojawiła się ona, przybyły dźwięki jej głośnych komend: „Wstawaj natychmiast, składaj ręce, stój prosto, jesteś dzieckiem po Pierwszej Komunii, masz się modlić!".

Dziecko – nie moja własność

Możliwe, że rodzic w takich chwilach wyraża swoje koncepcje na temat życia religijnego i w ten sposób ich broni, o czym chciałabym jeszcze napisać innym razem. Możliwe jednak też, że za tak ostrą reakcją kryje się lęk, co ludzie pomyślą o mnie, patrząc na zachowanie dziecka.

Pisaliśmy w książce Raz się żyje, że warto zrobić dla samych siebie porządek w języku, jakiego używamy, mówiąc o bliskich nam osobach. Mówimy: „mam dziecko” (podobnie jak męża czy żonę), jakoś niechcący włączając osoby do stanu posiadania. Wspaniale jest myśleć o bliskich z wdzięcznością, że aż tyle w życiu „mam”. Z drugiej strony w słowie „mieć” tkwi pułapka uprzedmiotowienia. Dlatego lepiej oddaje prawdę wyrażenie: „jestem rodzicem”. Taki sposób myślenia chroni przed iluzją „posiadania kogoś na własność”.

Dziecko nie jest symbiotyczną częścią naszych organizmów, a tym samym nie stanowi ambasadora naszego PR-u. Gdy traktujemy dzieci jak wizytówki nas samych, które mają promować i ogłaszać, jak dobrze sobie radzimy w życiu, robimy im krzywdę. Wędrują przez świat obciążone odpowiedzialnością za nasz wizerunek. Ma poplamione spodnie? To straszne, będą myśleć, że matka nie pierze! Nie zapłaciło za wycieczkę szkolną? Nauczyciele będę sądzić, że rodzice się nie przejmują swoim synem czy córką albo żal im pieniędzy.

 

Dziecko i rodzice – oddzielne osoby

Uczciwa relacja z dziećmi daje im po pierwsze wolność bycia oddzielnymi od nas osobami. Po drugie – prawo bycia właśnie dziećmi. Nie minidorosłymi, którzy wstają rano z celem, by się nie wybrudzić i nie pomylić.

Bardzo często za postawą przypisywania dziecku roli stróża własnego wizerunku stoi perfekcjonizm, który może objawiać się także w innych sferach życia dorosłego. Coś w jego życiu sprawiło, że teraz musi mieć na każdym polu sto procent sukcesu i nie wolno mu popełniać błędów, wpisanych przecież w naszą niedoskonałość. Perfekcjonizm, wyrastający z braku akceptacji dla tego, kim i jacy byliśmy jako dzieci, to jakby nieustanne odgrywanie roli w teatrze z mnóstwem widzów. Muszę tak dobrze wypaść, tak pomyśleć o każdym szczególe, by widz odszedł zadowolony. Nieważne, ile to będzie kosztowało mnie osobiście oraz moich bliskich.

 

Dziecko przynosi Ci wstyd?

Gdy masz wrażenie, że dziecko swoim zachowaniem przynosi ci wstyd, warto skupić się na poczuciu własnej wartości. Dlaczego wszyscy zawsze muszą dobrze o mnie myśleć? Dlaczego nie wystarczy, że ja myślę o sobie dobrze i jestem wierna swoim wartościom? Dlaczego moje życie, ludzie w nim obecni i wybory, jakie podejmuję, są dla mnie mniej ważne niż to, co powie o mnie zupełnie obcy człowiek, który widzi tylko mikroskopijny fragment naszej rzeczywistości i nie ma na temat naszej rodziny zielonego pojęcia?

Dziecko, które jest nieustannie musztrowane do dbania o to, co ludzie powiedzą (a jak powiedzą źle, mamusia rozpadnie się z rozpaczy na kawałki), uczy się, że ważniejsze od uczciwości własnego serca jest robienie rzeczy na pokaz. Oraz że świat pozorów liczy się bardziej niż rzeczywistość relacji.

Niestety, właśnie ten patologiczny wstyd, który mama lub tata przeżyje, gdy dziecko wybrudzi sobie sukienkę albo rozpłacze się w kościele czy sklepie, może zostać z synem czy córką na dorosłe życie. Wstyd i poczucie winy, że zawsze zawodziłem rodziców i nie mogli mnie nikomu pokazać.

Tak, jak nie warto obciążać siebie myśleniem, co powiedzą inni, tym bardziej szkoda obciążać takim myśleniem nasze dzieci. Naprawdę lepiej założyć, że jeśli ktoś myśli o mnie źle, to po prostu jego problem. A dziecko nie zostanie pozbawione mojej miłości wtedy, gdy się brudzi (bo jest dzieckiem), ma kłopot albo inny pomysł niż ja.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.