Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

O ciszy, chaosie i niewiedzy. 3 tematy do medytacji, inspirowane sztuką

CISZA, CHAOS, NIEWIEDZA
Udostępnij

W zeszłym tygodniu pisałam o tym, dlaczego niesłusznie gardzimy sztuką współczesną. O tym, że taka pogarda to najczęściej dowód niewiedzy, a sztuka (szczególnie ta nowa!) może być ciekawym treningiem dla duszy. Dziś podam przykłady.

Na dowód powyższych tez zebrałam dla Was utwory awangardowe, pochodzące z XX wieku, które… pomagają spojrzeć na rzeczywistość mądrze i szeroko. Są też ciekawą inspiracją do osobistej refleksji na co najmniej trzy tematy.

Osobom wierzącym przeplotą się one z relacją z Bogiem. Wątpiącym pomogą znaleźć dobrą przestrzeń w sobie i świecie. Niewierzących zwyczajnie zainspirują. Chyba więc warto! Jesteście gotowi? 😉

 

Temat 1: Jak reaguję na ciszę?

Zastanawiacie się czasem nad znaczeniem ciszy? Niektórzy mówią, że to najpiękniejsza muzyka. Inni robią wszystko, żeby jej nie doświadczyć. Amerykański kompozytor John Cage przypomniał artystycznemu światu jej wartość.

Jego utwór „4:33” to 4 minuty i 33 sekundy pauz, które ma wykonać pianista. Najczęściej podchodzi on do fortepianu, otwiera klapę, kładzie nuty i siada. Z rękami na kolanach.

Myli się jednak ten, kto zrówna pauzy na pięciolinii z ciszą na sali koncertowej. Przy tym utworze absolutna cisza się nie zdarza. Tak, jak nie zdarza się ona prawie nigdzie. Zawsze coś słyszymy. Kaszel. Zniecierpliwionego sąsiada. Pytania: „dlaczego on nie gra?” i „o co chodzi?”. Dzwonek telefonu. Szmer z tyłu. Chichot tych, którzy przygotowali się do koncertu i wiedzą, że stali się obiektem eksperymentu.

Eksperymentu, który ma nam pomóc w odpowiedzi na pytanie: jak reaguję, kiedy pozostaję sam na sam z pauzami? Co się ze mną wtedy dzieje? Co robi ze mną „cisza”?

Eksperymentu z dzisiejszej perspektywy klasycznego, bo miał swoją premieręw 1952 roku. Jest więc tak nowy jak Konstytucja PRL czy koronowanie królowej Elżbiety II.

Utwór Cage’a to nie żart. To zachęta do uważności. Mówi się, że odkrył on ciszę dla świata muzyki, a to odkrycie pozwala spojrzeć na dźwięk jeszcze raz, zupełnie inaczej. Bo czym byłby dźwięk bez ciszy? I czy w dzisiejszych czasach to ona nie jest większym luksusem? A wreszcie – czy cisza rzeczywiście istnieje? I czy otaczające nas dźwięki nie są muzyką same w sobie?

Jedno jest pewne. Czasem każdy powinien zagrać sobie „4:33”. Choćby na własnych strunach głosowych.

 

Temat 2: Czy chcę wiedzieć, czy wolę nie wiedzieć nic?

Minimalistyczne, a przy tym symboliczne koncepcje, znajdziemy nie tylko w muzyce. Już w 1918 roku Kazimierz Malewicz namalował biały kwadrat na białym tle. Jego dokładna nazwa to „Kompozycja suprematyczna: białe na białym”. Ale zaraz, zaraz… namalować białe na białym i nazywać to sztuką?

 

 

Spokojnie, dajcie sobie kilka sekund. Tyle wystarczy, żeby skojarzyć ze sobą fakty: biel, perspektywę, minimalizm. Co mogły znaczyć zaraz po rewolucji październikowej, skoro malował je rosyjski malarz?

Po pierwsze, to jego pomysł na odpowiednik rewolucji socjalistycznej – w sztuce. Kolor biały to symbol Cara i szlachty rosyjskiej, czerwony – kolor bolszewików, walczących o prawa robotników i chłopów. Założenia socjalizmu z perspektywy carskiej Rosji brzmiały co najmniej słusznie. Nie były przecież tym, czym są dla nas dziś, w III RP.

Po drugie, dziwna perspektywa mniejszego kwadratu to nie tylko genialny efekt trójwymiaru, jaki uzyskał Malewicz, ale też nawiązanie do skrzydeł samolotu i ukłon w stronę techniki, którą miał zachwycać się malarz.

No, i pamiętajmy o kontekście kulturowym – obrazy Malewicza to nie bez powodu bardzo mocny kontrast dla tradycyjnej, prawosławnej ikonografii. A czego sybolem była rosyjska cerkiew, jeżeli nie carskiej władzy, której podlegała? Ale to oczywiście jedna z wielu interpretacji.

Na szczęście, zawsze mamy wybór. Możemy coś przemyśleć lub nie. Dociekać prawdy lub zadowolić się namiastką informacji z trzeciej ręki. Tak jest także z tym obrazem. Możemy stwierdzić: głupota. Możemy też doszukać się w nim dziesiątek aluzji, symboli, pytań.

Zresztą, pal licho obraz, ale czego jeszcze, poza jego sensem, staramy się nie dociekać? To dopiero temat do osobistej medytacji.

 

Temat 3: Jak przetrwać chaos i nie uciekać?

Szalony „No. 5, 1948” Jacksona Pollocka wylicytowano w 2006 roku za 140 milionów amerykańskich dolarów, co czyni go jednym z najdroższych obrazów w historii świata. Choć nie należy on do najłatwiejszych w odbiorze.

Zamiast odwzorowywania przedmiotów i ludzi, nowojorski malarz skupił się na ekspresjii. Jego obrazy to tzw. „malarstwo gestu”. Choć jego dzieła powstawały bardzo spontanicznie, malarz nie tracił nad nimi kontroli. Strzelał lub kapał farbami na płótno, tworząc różnokolorową, dynamiczną, ale wciąż spójną kompozycję.

 

 

Te obrazy trudno zrozumieć, bo i nie o rozumienie tu chodzi. Celnie i pięknie pokazuje to jedna ze scen filmu „Uśmiech Mona Lisy”. Nauczycielka historii sztuki, grana przez Julię Roberts, pokazuje dzieło Pollocka uczennicom konserwatywnego, żeńskiego college’u.

„Zróbcie coś dla mnie i dla siebie: nie gadajcie. Patrzcie” – mówi do chichoczących dziewczyn. – „Nie musicie nic pisać, nie musi Wam się podobać. Macie się tylko zastanowić”.

Nad czym się tu zastanawiać? Przykładowo, nad chaosem w naszym życiu, także wewnętrznym. Czy zdarza mi się zatrzymywać? Czy chcę porządku, czy się go boję? Przed czym dziś uciekam?

Można też pójść w inną stronę. Co wyjdzie ze mnie, kiedy przestanę się kontrolować? Co w sobie tłamszę? Co chciałbym z siebie wyrzucić? Jakimi metodami rozprysnąłbym to na ścianie swojego „ja”? I dlaczego jeszcze tego nie zrobiłem?

 

Tatarkiewicz tłumaczy życie

Pisałam ostatnio, że nie ma dziś jasnej definicji sztuki. Ale zapomniałam o profesorze Tatarkiewiczu i jego „Dziejach sześciu pojęć”. Według niego:

„Sztuka jest odtwarzaniem rzeczy, bądź konstruowaniem form, bądź wyrażaniem przeżyć – jeśli wytwór tego odtwarzania, konstruowania, wyrażania jest zdolny zachwycać, bądź wzruszać, bądź wstrząsać”.

Gdybyście więc zastanawiali się, czy to, co widzicie, to „sztuka”, czy raczej jej parodia, polecam odwołanie się do powyższego cytatu.

A jeżeli macie co do niego wątpliwości – niech będzie kolejnym tematem do rozgryzania. Albo do powolnego żucia. W końcu mamy czas – w życiu wewnętrznym nie ma deadline’ów. Korzystajmy z tego! 😉

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail