Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Czuwaj, Basiu z Podlasia – Barbarze Wachowicz z wdzięcznością

BARBARA WACHOWICZ
EAST NEWS
Udostępnij

Znaki charakterystyczne? Piękne blond loki. I zawsze jakiś element garderoby w fioletowym kolorze. Bo symbolizuje wierność i pokorę – wyjaśniała Barbara Wachowicz.

Okazanie emocji przez dziennikarza podczas wywiadu odbierane jest jako nieprofesjonalne zachowanie. Dziennikarz powinien być jak najbardziej transparentny, bo jest tylko przekaźnikiem czy katalizatorem tego, co do powiedzenia ma jego rozmówca. Podpisuję się pod takim podejściem do mojego zawodu, niemniej mam ma koncie sytuacje, które absolutnie temu przeczą. Najlepszym przykładem pozostaje do dziś spotkanie przy mikrofonie z Barbarą Wachowicz.

 

Barbara Wachowicz: Jasna i mocna

Tuż przed 70. rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego, w samym środku upalnego lipcowego dnia, wytchnienie przyniosła zacieniona część warszawskiego Arsenału. Tam spotkałam się z Barbarą Wachowicz, by porozmawiać o powstańczych dziewczynach – właśnie ukazywała się jej książka poświęcona bohaterskim Polkom.

Zaplanowane na pół godziny spotkanie przedłużyło się do ponad dwóch. Z otwartą buzią słuchałam opowieści o Krystynie Krahelskiej – warszawskiej Syrence, czy 13-letniej Haneczce, która zginęła, próbując ratować płonący kościół. Ale też o sukienkach, makijażach, fryzurach i miłościach, które dopełniały powstańczy czas. Mocne i jasne.

Każda z nich. Także moja rozmówczyni, która tak pięknym językiem opowiadała o swoich bohaterkach. Mistrzyni Mowy Polskiej. Dla mnie pierwsza i największa. Pamiętam jej wzruszenie, kiedy opowiadała, że cechy bohaterek powstania widzi także we współczesnych młodych harcerkach i małych zuchenkach.

 

Pisarka losu polskiego

Nigdy nie byłam harcerką, a jednak wyrosłam w pewnym kulcie Barbary Wachowicz. Dla braci spod znaku szarej lilijki była niekwestionowaną ikoną – wystarczy przejrzeć galerie zdjęć, by przekonać się, ilu młodszych i starszych skautów słuchało jej gawęd.

Miałam jakieś 10-11 lat, kiedy z biblioteki przytargałam tomiszcze reportaży szlakami największych Polaków. „Malwy na lewadach”. Pamiętam, że najbardziej podobały mi się włoskie tropy z życiorysów naszych wieszczów. Wspomniałam o tym Pani Barbarze podczas naszej rozmowy. Być może, zupełnie podświadomie, tamta lektura była jednym z pierwszych powodów, które skłoniły mnie do wyboru zawodu dziennikarza?

A na bibliotecznych półkach pod hasłem „Wachowicz” znaleźć można przecież imponujący zbiór: opowieści o Sienkiewiczu, Żeromskim, Kościuszcepięć tomów sagi o najsłynniejszych postaciach polskiego harcerstwa, wspomniany zbiór o dziewczynach – bohaterkach Powstania Warszawskiego, a także o matkach wielkich Polaków.

 

Fioletowa Basia

Znaki charakterystyczne? Piękne blond loki. I zawsze jakiś element garderoby w fioletowym kolorze. Bo symbolizuje wierność i pokorę – wyjaśniała. Torby, buty, kwiaty wokół – wszystko fioletowe. Także flamaster, którym z pietyzmem wypisywała dedykacje w książkach.

Widziałam, jak na spotkaniach z nią po autografy ustawiały się długie ogonki, a Pani Basia potrafiła nawet ofuknąć tych zniecierpliwionych, co mówili, że tylko podpis wystarczy, żeby było szybciej. Wykluczone! Musiała wiedzieć dla kogo jej książka była przeznaczona. Nawet córeńki – harcerki rozdawały specjalnie przygotowane karteczki, by wpisać na nich w oczekiwaniu na swoją kolej, imię i nazwisko adresata dedykacji, zawód, czym się zajmuje… To wszystko znajdowało odzwierciedlenie w wykaligrafowanym wpisie na tytułowej stronie.

Takich wpisów mam kilka – wszystkie niezwykle serdeczne, osobiste. Jakbyśmy znały się od lat. O niej też można by powiedzieć – nieprofesjonalna, tyle co poznanej osobie wpisuje: Martusiu kochana! A ja zapamiętuję tamto pierwsze nasze spotkanie, to, że popłakałam się przy mikrofonie i że tuż przed wyjściem fioletowa Basia klaszcze w dłonie i mówi: zaczekaj! I przynosi wyciągnięte z jakichś zakamarków… stare wydanie „Malw na lewadach”. Od tamtej pory mam więc swoje własne. Oczywiście z piękną dedykacją. W ostatniej książce napisała mi „z nadzieją na wiele naszych wspólnych audycji”… Pani Basiu! – dzięki za wszelkie dotychczasowe. Kolejną zrealizujemy już w tym lepszym ze światów.

Jeśli nie widzisz wideo, kliknij TUTAJ

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.