Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Selfie z tragedią w tle. Skandal. Ale o co tak naprawdę chodzi?

SELFIE TRAIN
Udostępnij

Do tego zdarzenia doszło w Piacenzy, we Włoszech. Młody mężczyzna zrobił sobie zdjęcie na tle sceny, która odgrywała się za jego plecami: na torach kolejowych leżała młoda, ranna kobieta. Tylko które z tych dwojga, tak naprawdę, jest w niebezpieczeństwie?

Selfie – ja w centrum uwagi

„Lustereczko, powiedz przecie, kto ma najwięcej klików na świecie?” – sparafrazujmy pytanie, jakie padło w jednej z najpopularniejszych baśni dla dzieci.

Królowa zadała je przed lustrem, by postawić się w centrum wszystkich, by usłyszeć, że jest najpiękniejszą. Tyle, że ona akurat była królową, to fakt.

Ile prawdy do naszego życia wnoszą te stare historie?

Mieć królestwo, rządzić nim, być szefem, panować nad ludźmi, sprawować władzę, karmić się próżnością, wyeliminować kogoś – kto, jak biedna Śnieżka – mógłby przejąć scenę. Najważniejszym pragnieniem niegodziwej królowej czy króla jest bycie samemu w centrum uwagi, bycie główną postacią w królestwie nieistotnych statystów. Palącym pragnieniem królowej jest… selfie.

 

Selfie z… tragedią!

Zdjęcie ze stacji kolejowej w Piacenzy od kilku dni powraca na kanałach telewizyjnych, prasie, portalach internetowych. Zostało wykonane 26 maja.

Kanadyjka upadła na ziemię po tym, jak została uderzona przez pociąg. Przeżyła, ale obrażenia okazały się na tyle poważne, że amputowano jej nogę. Wokół niej zgromadzili się członkowie ekipy ratunkowej. Nieopodal, na peronie, stał ubrany na biało mężczyzna, który jedną rękę wyciągnął, by zrobić selfie, drugą wykonywał znak zwycięstwa, układając palce w literę „V”. Nie wiadomo, jaki ma wyraz twarzy. Uśmiecha się? Ma minę przerażoną – taką, jaką znamy z horrorów?

 

Gorycz i oburzenie

Komentarze na temat tego zdjęcia mnożą się i mnożą. Pojawiają się oceny, że jest to nie na miejscu, że istnieją przesłanki ku temu, by zastosować środki prawne wobec młodego mężczyzny. To, co wydaje się pokrzepiające, to fakt, że zdjęcie wywołuje gorycz, oburzenie, a nawet wściekłość.

Wróćmy do czasów liceum, kiedy to nauczyciel sztuki czy plastyki stawiał nas przed obrazem i zadawał pytanie: „Co widzisz?”.

Co widzę? Po prawej stronie grupę ludzi zajmującą się kobietą leżącą na ziemi. Zdjęcie przecina po środku prosta linia torów, które jakby oddzielają od tego, co dzieje się po lewej stronie: od mężczyzny w bieli, który patrzy w przeciwnym kierunku.

Aby zrobić sobie selfie, odwraca wzrok. Centrum wydarzeń znajduje się za nim, ale jego oczy skierowane są w przeciwnym kierunku. Chce stać się częścią tego, co interesujące, więc w całą tę scenę próbuje wkomponować swoją twarz. Jednym kliknięciem telefonu, zagłusza najbardziej ludzki gest: zwrócenie się w stronę kogoś, kto krzyczy, potrzebuje pomocy. Zalążkiem tego makabrycznego selfie jest utrata zdziwienia, osi, skupienie się na sobie. A to skupienie się na sobie oznacza utratę rzeczywistości.

Ten młody człowiek jest niczym prawdziwa biała flaga, która zwiastuje poddanie się. Traci wszystko, by wygrać. Ale wcale nie wygrywa. Uważa się za króla, niesamowicie pragnie wirtualnej widowni, a w rzeczywistości jest sam, wykluczony, nieaktywny, skupiony na niewłaściwym elemencie.

 

Co Jezus mówi w takim momencie?

Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? (Łk 9,25).

To mógłby być właśnie „podpis” do zdjęcia przedstawiającego mężczyznę na stacji kolejowej. Chcemy umieścić się w centrum świata, ale tracimy ramy i gubimy się. Tutaj mamy do czynienia także z fałszywą „obecnością”.

Jesteś częścią zdjęcia, ale nie częścią prawdziwej sceny. Aby pozostać sobą, powinniśmy być uczestnikami życia, być w rytmie wydarzeń. Właśnie wtedy, gdy tak bardzo jesteśmy zatopieni w rzeczywistości, że zapominamy o sobie, właśnie wtedy się wyróżniamy. Zaprzyj się samego siebie, by się odnaleźć – to paradoksalna propozycja Jezusa, która znajduje potwierdzenie w codziennym życiu.

Zanurz się w życiu, zaprzyj się królestwa i nie dbaj o kliki!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail