Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Kłoska” życie spełnione – wspomnienie o Romanie Kłosowskim

ROMAN KŁOSOWSKI
fot. Krzysztof Tadej/FOTONOVA
Udostępnij

O mało nie został bokserem. Marzył o roli Wołodyjowskiego, ale został – i zawsze już będzie – Maliniakiem z „Czterdziestolatka”. Roman Kłosowski zaczął gasnąć po śmierci żony, z którą przeżył 60 lat…

To wydarzenie pamiętam jak przez mgłę. Na jednej z lekcji polskiego czy historii do klasy przyszli filmowcy. „Pani od filmu” od razu przyćmiła naszą „panią od lekcji”, bo oto okazało że szukają dzieciaków do ról niemal głównych – tak nam się wtedy wydawało. Powstawał kultowy dziś „Czterdziestolatek”, a dzieci Marty i Stefana Karwowskich mogły urosnąć do rangi niemalże bohaterów narodowych. Debiut filmowy spalił na panewce, ale serial oglądałam po latach z wypiekami na twarzy. Nie tylko, by śledzić losy rodziny Karwowskich, ale i pasjonować się przygodami mocno niesubordynowanego technika budowlanego o nazwisku Maliniak.

 

Bo Maliniaka z „Czterdziestolatka” znali wszyscy…

Warunki fizyczne predestynowały Romana Kłosowskiego, czyli odtwórcę tej roli, do grania takich właśnie postaci. Zazwyczaj bohaterów drugiego planu. Wyglądał raczej na robotnika niż na inżyniera, więc tutaj pasował doskonale. Korpulentny, niewysoki, zdawać by się mogło, że sam prosi się o kłopoty. „Panie inżynierze, panie inżynierze” – wołał za swoim zwierzchnikiem, bo ciągle „miał coś” do Karwowskiego. A że Maliniak był wścibski, ale i ambitny, w kolejnej części, czyli „Czterdziestolatku 20 lat później” doczekał się społecznego awansu.

Po latach trudno było sobie wyobrazić nie tylko innego Maliniaka, ale i innego podchorążego Staśko z „Czterech pancernych…”, a nawet innego pana Wronkę z „Urwisów z Doliny Młynów”. We wszystkich tych rolach był doskonały.

Jeśli nie widzisz wideo, kliknij TUTAJ

 

Kłosowski: Majątku nie zrobiłem, ale głodny też nie byłem

Sam również nie wyobrażał sobie innego zawodu, chociaż początki nie zwiastowały sukcesów. Myślał nawet by zostać… bokserem. „Wygląda pan nie najlepiej, ale jakoś to będzie” – usłyszał na wstępie od dyrektora jednego ze szczecińskich teatrów, gdzie starał się o angaż. Okazało się, że „jakoś to było”, koledzy polubili wesołego aktora, a szczecińscy taksówkarze nieraz wozili za darmo.

Marzył, by zagrać Wołodyjowskiego w Trylogii i choć to pozostało tylko marzeniem, przez życie przeszedł spełniony. W biografii „Z Kłosem przez życie” wspominał, kiedy z rodzinnej Białej Podlaskiej wyjechał z teczuszką pod pachą, a w Warszawie został popularnym aktorem. „Majątku nie zrobiłem, ale głodny też nigdy nie byłem” – opowiadał z kolei prawie dziesięć lat temu dziennikarzowi Gazety Wyborczej.

Pana Romana miałam możliwość spotkać kilkukrotnie. W czasach, na które przypadała jego kariera, targi i festiwale nie były jeszcze tak popularne jak obecnie, ale na spotkaniach z publicznością, kiedy pojawiał się Kłosiński, zawsze było duże zainteresowanie. Mimo że aktor sam o tę popularność jakoś szczególnie nie zabiegał. Pochłaniały go role filmowe i prace w teatrach Szczecina, Łodzi, Warszawy. Niewiele osób wiedziało, że był również reżyserem.

 

Roman Kłosowski w Biblii Audio

Kiedy pojawiał się publicznie, zawsze otaczali go kinomani. Dowcipny, elegancki, szarmancki. Nie można go było nie zauważyć. Obdarzony talentem, wydawałoby się, że otrzymał od losu złotą kartę. Do czasu. Przez prawie 60 lat wierny swej żonie Krystynie, kiedy odeszła, powoli zaczął gasnąć. Wzrok tak bardzo się pogorszył, że zmuszony był zrezygnować z pracy.

Najbardziej dokucza mi słaby wzrok, bo nie mogę czytać. Kiedyś miałem pokaźną bibliotekę. Bardzo denerwuje mnie, jak ten czas leci. Jak się ma 86 lat to się gorzej chodzi, no i jeszcze bezrobotność wynikająca z wieku. Odpoczynek mnie męczy i nudzi, a właściwie bardziej nudzi niż męczy. Generalnie jednak jestem spełniony

– mówił trzy lata temu w wywiadzie dla Tele Tygodnia.

Kiedy przed ponad dwoma laty skontaktował się z twórcami Biblii Audio, nie był już czynnym zawodowo aktorem. Pod koniec życia niemal niewidomy, swojej roli musiał nauczyć się na pamięć. Nagranie odbyło się w domu aktora, tak bardzo chciał jeszcze do niego wrócić. „Teraz o Władco pozwalasz odejść swemu słudze w pokoju, bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie” – cytował biblijnego Symeona, kiedy Maryja z Józefem przynieśli Dzieciątko do świątyni.

Mam 80 lat i szukam sposobu na resztę życia. Jeśli uznam, że już się nie nadaję, że widownia źle mnie odbiera, zejdę ze sceny. Ale bardzo chciałbym doczekać do końca żywota, grając – mówił w wywiadzie.

Panie Romanie, najlepsze role na pewno Tam na Pana czekają…

 

Jeśli nie widzisz wideo, kliknij TUTAJ

Tags:
film
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail