Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Matki to takie fajne dziewczyny

MŁODA KOBIETA
Gian Cescon/Unsplash | CC0
Udostępnij

Macierzyństwo nie jest żadnym publicznym ideałem gotowym do urzeczywistnienia. Macierzyństwo to kolejny etap indywidualnej, kobiecej drogi. To kontynuacja kobiecego życia i doświadczenia, o którym wciąż krążą jedynie obiegowe opinie. O którym mało co wiadomo.

Ona ma tak, a ja tak nie mam. Ona się uśmiecha, cieszy, chodzi w szeleszczących sukienkach, a ja wlokę się przez supermarket jak cień własnego cienia, z dzieckiem zapiętym w nierówno wyprofilowanym nosidle. Idę i czuję, że łamię zasady. Czuję też, że jak ich dziś nie złamię, to nie wyrobię. Zastanawiam się, kto w ogóle je wyznacza i skąd wzięło się u mnie poczucie winy? Przed kim się tłumaczę? Dlaczego tak mi ciasno? Od kiedy „matka” stała się synonimem dopasowania do normy? Od kiedy „mogę” zamieniło się na role z „muszę”?

 

Matki to takie fajne dziewczyny

Już dojrzałam do tego momentu, w którym stwierdziłam, że mitologizacja (idealizacja) macierzyństwa jest jak ślepa uliczka. Niedalej jak kilka dni temu słuchałam dominikańskich kazań na temat Maryi. Padło w nich kilka porównań do „ziemskiej matki”. Usłyszałam wtedy o naszej niezniszczalności i nieustannej dobroci i… poczułam się jak Kapitan Ameryka we wkładkach laktacyjnych zrobionych z wibranium. Albo czołg z oczami dookoła głowy.

Wybaczcie mi sarkazm, ale macierzyństwo nie jest żadnym publicznym ideałem gotowym do urzeczywistnienia. Macierzyństwo to kolejny etap indywidualnej, kobiecej drogi. To kontynuacja kobiecego życia i doświadczenia, o którym wciąż krążą jedynie obiegowe opinie. O którym mało co wiadomo.

Piszę to z pozycji dziewczyny, która spodziewała się, że w momencie zostania matką spłynie na nią fluorescencyjna powłoka namaszczenia. Że moje życie podzieli się na to „przed” i to „po”. Że kiedyś byłam Magdą, a teraz jestem „Matką”. I choć rzeczywiście, niezwykle intensywny czas po urodzeniu mojego syna dorzucił do mojego życia całkiem nowe, nieznane, ekspansywne światy, nie rozpadłam się i nie złożyłam w kogoś zupełnie innego. Zrozumiałam, że matki to po prostu takie fajne dziewczyny, w których w którymś momencie życia poczęło się dziecko. Które stworzyły im domek.

 

Czas na uziemienie

Uziemienie, czyli skontaktowanie się z sobą, z własną historią. Doświadczam, że właśnie ono jest panaceum na wszystkie macierzyńsko-podobne lęki i zazdrości. Bycie tu i teraz, w sobie i ze sobą, bycie swoją najlepszą przyjaciółką i najwierniejszą fanką, przechodzącą jedną z najgłębszych życiowych przemian. Trzymającą się za rękę.

Usiądź razem z sobą, tak po dobroci, i zadaj sobie kilka pytań. Kim byłaś, kiedy zostałaś matką? Przypomnij sobie, co działo się w Twoim życiu, zanim zobaczyłaś dwie kreski na teście ciążowym? Czy czułaś się wtedy bezpiecznie? Czy wierzyłaś w siebie? Jacy ludzie cię otaczali?

Potem przypomnij sobie, jak przeszłaś przez ciążę, poród i połóg. Sama czy otoczona życzliwymi oczyma i rękoma? Nie, nie patrz na tę laskę z superpłaskim brzuchem, zarabiającą na życie reklamując krem przeciw rozstępom. Jaka jest Twoja historia? Także ta wcześniejsza, a nawet bardzo wczesna. Już wiesz? Już pamiętasz? Wiesz co? Nikt nie przeżył jeszcze Twojej macierzyńskiej drogi. Nikt nie wie, czego Ci tak naprawdę potrzeba. Tylko Ty. Oddychaj.

Masz prawo z całą arogancją napisać własną historię. Możesz rodzić w sukni balowej lub w spranym t-shircie. Możesz prosić o znieczulenie albo zrobić to naturalnie. Wszystko, co czujesz, jest pogłosem Twojego życia i Twoich doświadczeń. A poród, połóg, karmienie piersią, pierwszy miesiąc z dzieckiem, drugi, pierwszy rok i kolejne, całe macierzyństwo – to Twoja własna górska panorama. Wspinasz się albo leżysz i czekasz, aż wrócą Ci siły – wybierasz sama.

 

Pokochaj siebie, matkę!

Jestem zmęczona tym, że na ogół istnieją dwa obozy. W jednym usłyszysz, że o macierzyństwie nie sposób wyrażać się inaczej, jak tylko dobrze i pięknie. W drugim fakty walną ci prosto między oczy i odstrzelą pełną marzeń głowę. O byciu matką przeczytałam (wysłuchałam) już bardzo wiele i wciąż czuję, że przed nami jeszcze bardzo wiele do ponazywania. W żadnym poradniku, nawet tym najmądrzejszym, nie przeczytałam tego, że bycie matką to zawsze historia jednej kobiety, ukształtowanej w takiej a nie innej kulturze i rodzinie, kobiety o różnych doświadczeniach, otwarciach i blokadach. Owszem, istnieje uniwersum, ale gdyby nie punktum (ja-matka) nie byłoby w ogóle o czym gadać.

Być może spotka Cię taki moment, w którym Twoje ideały pójdą w kąt. Nie obawiaj się tego. Być może dasz dziecku smoczek, zaczniesz karmić butelką, będziesz wyć w łazience, zaśniesz pod prysznicem, przytyjesz. Każdej historii towarzyszą chwile pełne napięcia. Nie definiuj się jednak przez nie. W którymś momencie odkryjesz własny przepływ miłości i pokochasz tą przemienioną, ale nadal – siebie.

Tylko nie dotrzymuj innym kroku na siłę. Zamiast tego spójrz na swoje zmęczone stopy, daj sobie odetchnąć. Rozejrzyj się dookoła. Zaczep kogoś, kto właśnie nadchodzi i poproś go, aby towarzyszył ci kawałek drogi. Wytęż wszystkie siły po to, aby zrozumieć i przyjąć swoje przeżywanie. Ręczę, że tak cudownej matki jak Ty nigdy nie poznałaś i nie poznasz.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail