Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Ten chłopak to polski Nick Vujicic. Czego cię nauczy?

PAWEŁ SZKUTNICKI
EAST NEWS
Udostępnij

Paweł nie tylko wzrusza i wzbudza współczucie. Także inspiruje i zdumiewa. Motywuje. Pokonuje swoje kolejne K2, czyli realizuje marzenia: skończyl szkołę, zdał maturę, wjechał ciężkim wózkiem na kopiec Kościuszki w Krakowie, założył fundację, by pomagać innym, podobnym sobie.

Jeżeli masz 15 lat, jesteś wysportowany, towarzyski i aktywny, jesteś harcerzem, ministrantem, szkolnym przewodniczącym i DJ-em organizującym dyskoteki, masz prawo przeżyć załamanie, gdy nagle wszystko to tracisz. Jeśli w ciągu paru dni doznajesz paraliżu niemal całego ciała z niewyjaśnionej przyczyny, masz prawo się bać. Masz prawo rozpaczać. Masz prawo się buntować.

 

Koniec. A może początek?

15-letni Paweł Szkutnicki z Mielca nie był przestraszony, gdy wstał rano 7 listopada 2000 roku z odrętwiałą lewą nogą. Podobnie jego mama. W końcu nocą zdarza się, że źle leżymy. Odrętwienie jednak nie ustąpiło. Co więcej, zaczęło postępować. Wieczorem rodzice zabrali syna na pogotowie. „To pewnie grypa” – usłyszeli i z receptą (oraz zawrotami głowy) Pawła odesłano do domu.

W nocy nastąpiło zatrzymanie moczu. Rano karetka odwiozła chłopaka na oddział neurologii do rzeszowskiego szpitala. W ciągu czterech dni nastąpiło u Pawła porażenie rąk i nóg. Nie mógł się samodzielnie poruszać ani oddychać, a rodzice usłyszeli, że ich dziecko w każdej chwili może umrzeć. Wtedy Paweł już się bał. Prosił mamę: „Zrób coś, zrób coś!”.

 

Aniołowie. I Mama

Krystyna Szkutnicka, początkowo bezradna i też sparaliżowana sytuacją, zaczęła robić, co w jej mocy, by ratować syna. Ne ma chyba instytucji w Polsce, do której nie zwróciłaby się o pomoc. Tyle że wiele z nich tej pomocy odmówiło. Ale pani Szkutnickiej, ani tym bardziej Pawłowi, nie brakło determinacji. I zaufania. Bo nieraz trzeba było podejmować decyzję jak skok bez asekuracji – praktycznie przeprowadzić się do Ameryki, porzucić, wreszcie sprzedać wymarzony, nowy dom.

Dzięki tej wytrwałości (wyobrażacie sobie wypisywanie tysięcy listów, naklejanie znaczków, wysyłanie, odwiedzanie kolejnych urzędów, umawianie na rozmowy – a do tego codzienne domowe obowiązki, karmienie, mycie, układanie do snu i oczywiście towarzyszenie całkowicie zdanemu na nią synowi?), a także dzięki rzeszy dobrych ludzi, Paweł, dziś 32-latek mówi: „Jeżeli mam być taki, to na razie taki będę, ale jestem pewien, że wyzdrowieję”.

 

Świadectwo

Historię Pawła po raz pierwszy usłyszałam na koncercie „Jednego Serca Jednego Ducha”. Opowiedział o sobie ze sceny w Rzeszowie w 2011 roku. Rodzina Szkutnickich pojawiła się tam dzięki Janowi Budziaszkowi. Pomysłodawca największego w Polsce koncertu uwielbieniowego, perkusista Skaldów i świecki rekolekcjonista poznał Pawła… w Stanach Zjednoczonych. Chłopak przebywał tam na rehabilitacji, mieszkając z rodziną (za darmo) w domu opieki społecznej u sióstr benedyktynek, dla których Budziaszek prowadził rekolekcje. Spotkanie zaowocowało przyjaźnią trwającą do dziś.

Paweł Szkutnicki w książce „Cierpienie nauczyło mnie radości” wyznaje Jaromirowi Kwiatkowskiemu, że przestał wierzyć w przypadki. „Jestem pewien, że to Pan Bóg podsyła nam tych wszystkich ludzi. I że ta choroba też nie jest przypadkiem. Przytrafiła się akurat mnie, być może dlatego, że mam taką psychikę, iż jestem w stanie to wszystko znieść”. A mama Pawła mówiła na rzeszowskim koncercie: „Ja nawet żartuję nieraz, że Pan Bóg dał nam nieszczęście, a teraz zastanawia się, jak pomóc”.

Paweł nie tylko wzrusza i wzbudza współczucie. Także inspiruje i zdumiewa. Motywuje. Pokonuje swoje kolejne K2, czyli realizuje marzenia: skończył szkołę, zdał maturę, wjechał ciężkim wózkiem na kopiec Kościuszki w Krakowie, założył fundację, by pomagać innym, podobnym sobie.

Jan Budziaszek twierdzi, że dla Pawła Bóg przygotował podobną rolę, jaką odgrywa Nick Vujicic i zaprasza, by zaprzyjaźnić się z nim, a przekonamy się, że genialny plan na życie jest przewidziany dla każdego z nas.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail