Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Nie tylko „pomocnik”. Staję w obronie mężczyzny!

MĄŻ POMAGA ŻONIE
Shutterstock
Udostępnij

My, kobiety, również nie dostrzegamy zaangażowania naszych ukochanych. Szczególnie gdy są to mało efektowne rzeczy, jak zabranie samochodu do myjni, opłacenie rachunków, ogarnięcie ubezpieczenia.

Pamiętacie ten wiralowy komiks, czemu mężczyzna nie powinien pomagać w domu?

To jego obowiązek i wspólna odpowiedzialność, a nie pomoc w ramach „nadgodzin”. Jego popularność z pewnością wynika z tego, że ma dużo wspólnego z prawdą i dotyka problemu obecnego w wielu domach, na każdej szerokości geograficznej. Nic dziwnego, że łatwo się nim zachwycić, jest taki życiowy, ale także… taki tendencyjny.

 

Czego nauczyła mnie samotna podróż

Wracam do niego, bo z całą mocą przypomniał mi się ostatnio w pewnych wyjątkowych okolicznościach. Przygotowywałam się do podróży. Nie pierwszy raz przecież, a jednak czułam się jak totalny nowicjusz. Oto pierwszy raz od niepamiętnych czasów miałam ruszyć na niedługą co prawda, ale daleką wyprawę, zupełnie bez męża i dzieci! Cieszyłam się na samą myśl o locie, podczas którego będę mogła spać lub oglądać film całkowicie beztrosko!

Wieczorem, dzień przed wylotem, mąż zapytał mnie, czy już wymieniłam pieniądze. Oczywiście że nie, więc zamiast pakować walizkę, prędko poleciałam do kantoru. „Gdzie je spakujesz?” – zagadnął, gdy wróciłam. „Jak to gdzie, do portfela” – odpowiedziałam, jakby to była najoczywistsza oczywistość. „No pięknie Kasia, jak cię okradną, to będziesz całkiem bez grosza. Rozłóż je w częściach, w kilku miejscach”.

Logiczne, trzeba przyznać. Potem kolejne pytania, kolejne sprawy, łącznie z tymi już na miejscu destynacji – całe mnóstwo nowych odkryć, aspektów podróży, które jakoś do tej pory mi umykały. Ubezpieczenie, odprawa, wydruk dokumentów, plan podróży. Jak, gdzie i czym dojechać na nocleg. Jak, gdzie i czym poruszać się na miejscu. Brakowało mi nawet tych małych, lekko irytujących pytań, czy na pewno wzięłam to czy tamto (bo czy rzeczywiście wzięłam? Nikt teraz tego nie sprawdził!), albo tego małego, obowiązkowego towarzysza każdego wyjazdu – żelu do dezynfekcji rąk, z którego trochę się śmieję, ale jednak używam. Gdy go mam, czyli jeśli mąż weźmie.

 

Czy mąż mi pomaga?

Te wszystkie sprawy, o które nie muszę się zwykle martwić. O których jak się okazuje, nie myślę już do tego stopnia, że zapomniałam o ich istnieniu. Od tych kilkunastu lat, odkąd jesteśmy parą, zajmuje się nimi ktoś za mnie. Czasem sobie nawet ponarzekam, niezadowolona z jakości „usługi” – w końcu skoro to nie moja odpowiedzialność, to mogę się powymądrzać, że można szybciej, taniej, łatwiej.

Obiecuję, przynajmniej przez jakiś czas, już nie będę! Super, że się tak uzupełniamy i cieszę się, że nie muszę o wszystkim pamiętać. Rzeczywiście, mąż nie jest „tylko” moim pomocnikiem. Jednak mogę też powiedzieć, że w pewnych obowiązkach domowych owszem, pomaga mi. W naszym domu za pewne rzeczy odpowiadam ja, a za inne on. Czy chciałabym, żeby czasem zauważył, że trzeba zrobić coś więcej? Owszem, chciałabym. Czy oczekuję tego? Nie, bo serio, facet nie dostrzega pewnych rzeczy, nawet jak znajdują się pod jego nosem (patrz: mężczyzna szukający nożyczek w szufladzie albo garnka z obiadem w lodówce).

 

Zasada obustronności

Dobra wiadomość jest taka, że mimo wszystko jest się w stanie wiele nauczyć! Z czasem mój mąż naprawdę zaczął dostrzegać więcej. Z czasem ja zaczęłam bardziej luzować. Nasze wrażliwości przenikają się, zyskując nową jakość dla nas obojga.

Czy to znaczy, że regularnie wstawia pranie? Zapewne wstawiłby je, gdyby kosz był pełen lub w szafie nie znalazłby świeżej pary skarpetek. Do tych dwóch krytycznych momentów jednak prawie nigdy nie dochodzi, bo ja wstawiam pranie wcześniej. Trudno, żebym miała o to do niego pretensje…

Choć owszem, łatwiej jest skupić się na tym, czego nasz współmałżonek nie robi, niż dostrzec to, z czego się wywiązuje. Lecz nie zapominajmy, że ta zasada działa w obie strony – my, kobiety, również nie dostrzegamy zaangażowania naszych ukochanych. Szczególnie gdy są to mało efektowne rzeczy, jak zabranie samochodu do myjni, opłacenie rachunków, ogarnięcie ubezpieczenia. Jasne, można dyskutować co do częstotliwości tych obowiązków w porównaniu z choćby codziennym odbieraniem dzieci z przedszkola.

Zachowajmy jednak pewną sprawiedliwość. Dobrze by było, gdyby obie strony były na siebie uważne, również na te najmniejsze rzeczy. W sekrecie powiem, że szczera wdzięczność i ich docenienie może pociągnąć kolejne.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail