Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Granice prywatności, czyli gdzie sięga internet

PRYWATNOŚĆ
Shutterstock
Udostępnij

Poza utratą części życia realnego na rzecz tego wirtualnego można spotkać się ze skutkami bardziej wymiernymi. Coraz częściej słychać o sytuacjach, gdy ktoś stracił pracę przez nieodpowiednie zdjęcia.

Facebook – wiem, co u kogo

Magda wyjechała właśnie na wakacje do Tajlandii, a Karol pił dzisiaj kawę w tej nowej kawiarni na rynku. Michał dostał pracę, Basia wybiera się wieczorem na koncert, zaś Weronika przygarnęła małego i słodkiego kotka. To tylko poranny przegląd Facebooka. Zaraz jeszcze kolejne informacje z innych mediów społecznościowych. Cudownie mieć taki nieustanny kontakt z całym światem, być na bieżąco z wydarzeniami z życia znajomych i tym, co dzieje się w różnych stronach globu.

Nowi obserwujący i sypiące się polubienia mile łechtają ludzką potrzebę bycia cenionym i lubianym, stąd coraz chętniej udostępnia się skrawki swojej prywatności. Przecież to pozornie nic szkodliwego. Jednak niesie ze sobą ogromne ryzyko małych i dużych problemów.

Czulibyśmy się przynajmniej niekomfortowo, gdybyśmy wychodząc z domu widzieli tysiące stojących przed nim osób, śledzących każdy nasz ruch, jeżdżących za nami po mieście, skrupulatnie notujących, gdzie jemy i co robimy. Podobnie też bardzo negatywnie zareagowalibyśmy na rządowy program sprawdzania, gdzie obywatele jeżdżą na wakacje lub o czym rozmawiają ze sobą w domu.

Jak wielkie byłyby protesty, gdyby pracodawcy postanowili czuwać nad tym, jak ich pracownicy spędzają czas wolny i czy aby wtedy dobrze przygotowują się do swojej pracy… To bardzo ciekawe, że gdy w jakiejś formie chce ograniczyć się prawo do prywatności, to budzi to w człowieku naturalny bunt, a z drugiej strony ta sama osoba bardzo chętnie się tej swojej prywatności wyzbywa, korzystając i publikując w internecie coraz więcej siebie. Powyższe sytuacje na pewno by nam przeszkadzały, ale nie przeszkadzają nam kolejni „followersi” na Instagramie. Dlaczego?

 

Kiedy media społecznościowe są zagrożeniem

Serwisy społecznościowe pozwalają na wykreowanie swojego specyficznego alter ego. W internecie można być takim swoim własnym zwierciadłem, w którym cechy pożądane się podkreśla, a te mniej chciane ukrywa. Pomaga to spełnić najistotniejsze pragnienie człowieka – funkcjonowanie w grupie, w której jest się akceptowanym. Miliony znajomości w sieci to grono, które staje się bardzo bliskie, bo zawsze dostępne.

W każdej chwili można być aktywnym, zatem coraz łatwiej każdą chwilę udostępniać i dzielić się nią z innymi. Ostatecznie jednak w świat internetu można wrzucić za dużo, co obróci się przeciwko udostępniającemu. Poza utratą części życia realnego na rzecz tego wirtualnego można spotkać się ze skutkami bardziej wymiernymi. Coraz częściej słychać o sytuacjach, gdy ktoś stracił pracę przez nieodpowiednie zdjęcia.

To, co raz trafi do sieci, nigdy już z niej nie znika, a im bardziej popularne – tym trudniejsza staje się z tym walka. Informacje o nas, czyli dane osobowe to towar, za który wiele się płaci, a my bardzo hojnie je udostępniamy.

Od 25 maja nasze dane chronione są dodatkowo za pomocą słynnego już rozporządzenia RODO. Jak uczy jednak doświadczenie – jeżeli zdrowy rozsądek nie uchroni użytkowników internetu, to nie zrobią tego także nawet najlepsze konstrukcje prawne. Jak sami nie przyjrzymy się uważniej, co w sieci publikujemy, to może czekać nas niemiłe rozczarowanie wykorzystania tych treści w sposób zupełnie różny od naszych intencji.

Rozwiązaniem na to jest bardzo prosta i konkretna rada – ograniczyć publikowanie treści w mediach społecznościowych. Nie każde zdjęcie i nie każda informacja musi tam trafić. Warto też zrezygnować z korzystania z niektórych portali. Nie wszędzie w internecie trzeba być. Początkowo może być to trudne, ale w końcu dociera się do momentu, w którym stwierdza się, że bez Facebooka jak najbardziej można normalnie istnieć.

Prywatności trzeba pilnować i nie za bardzo się nią dzielić. Warto to robić przynajmniej po to, aby uniknąć w przyszłości tłumaczenia się czy radzenia sobie z negatywnymi konsekwencjami. Nie wszystko przecież musi stać się publiczne, aby dostarczało pozytywnych wrażeń, a pewne informacje przekazywać tylko zaufanym osobom. W dobie wielkiej globalizacji i coraz bardziej wścibskich technologii dobrze mieć pewien własny margines na bycie sobą bez ewentualnych nieprzyjemnych doświadczeń.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail