Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Wracam do domu, jest bałagan, a żona przy komputerze… I jak tu nie oceniać?!

KOBIETA PRZY KOMPUTERZE
Andrew Neel/Unsplash | CC0
Udostępnij

Współpracownicy w firmie, żebrak na ulicy, sąsiadka, ciocia z Nałęczowa - każdego jestem w stanie autorytarnie ocenić, a potem obgadać. Robię w ten sposób krzywdę przede wszystkim samemu sobie, bo stawiam siebie w roli Pana Boga.

Miłośnikom gór czy kajakowych spływów szemranie kojarzy się zapewne bardzo pozytywnie. Sam rzadko mam okazję do górskich wycieczek, ale dobrze pamiętam, jak szemrząca gdzieś w okolicach szlaku rzeczka umila wędrówkę. Raz jeden w życiu miałem natomiast okazję spłynąć ze znajomymi kajakiem. Była to wyprawa szlakiem mazurskiej rzeki Krutyni, a jej szemranie, połączone z kompletnie dziką miejscami naturą, mam w uszach do dziś. I to by było na tyle, jeśli chodzi o pozytywne inklinacje szemrania…

 

Szemranie w rodzinie

Niestety, nie tylko rzeki szemrzą. Ludzie też mają tę właściwość i tu szemranie też jest ciche i wbija się w głowę, ale nie ma w sobie nic z pozytywu. Oto case study. Wracam z pracy. Moja żona wpatrzona jest w ekran komputera. Dzieci przed chwilą położyła na popołudniową drzemkę, więc dom po ich zabawie wygląda jak pobojowisko. Co się rodzi w mojej głowie? Co za leniwa kobieta! Komputer jest dla niej ważniejszy niż dom. Woli rozrywkę niż obowiązki. Nie szanuje mnie i mojego wysiłku. Przecież powinna wiedzieć, że gdy wracam z pracy, to chciałbym, byśmy zjedli razem obiad i by dom był przynajmniej w miarę ogarnięty.

Wyrok wydany. Bez świadków, bez obrońcy, bez domniemania niewinności. Mój melancholijno-flegmatyczny temperament sprawia, że nie robię awantury, ale chowam te myśli w głowie i (póki co bezobjawowo) rozwalam w ten sposób małżeńską jedność. Po paru dniach dostaję od żony kapitalną koszulkę z zarysem jasnogórskiej ikony, o której kiedyś jej powiedziałem, a którą właśnie przed paroma dniami znalazła w ciągu dnia w internecie w bardzo dobrej cenie i gdy dzieci poszły na popołudniową drzemkę, miała okazję ją zamówić.

Chciała mi zrobić niespodziankę, więc nie mówiła co akurat robi przy komputerze, gdy dom jest zabałaganiony. Ja koszulkę dostałem, ale szemranie pozostało. Jak to mężczyzna, nie połączyłem faktów. Ona była pewna, że „zapunktowała”, a ja miałem w sercu osąd, że komputer liczy się bardziej niż domowy porządek. Zderzenie było bolesne.

 

Obmowa we wspólnocie

Rodzina, która nie stanowi jedności, nie będzie szczęśliwa – frazes. Ale jeśli chodzi o parafię, wspólnotę czy małą grupę, nie zawsze jest to oczywiste. Z niemałym zdziwieniem, a potem z podziwem patrzyłem i patrzę, jak liderzy mojej wspólnoty gorliwie zabiegają o jej jedność.

Niesamowicie jednoczące są momenty, gdy ktoś z członków grupy (nie raz pociągnięty za język) wyznaje, że zrodziło się w jego sercu szemranie o pozostałych braciach, że np. wyśmiewają się z niego, podczas gdy w humorystyczny sposób starali się zwrócić mu uwagę, że bez codziennej, regularnej modlitwy trudno o duchowy rozwój.

Jeżeli taki osąd wychodzi na wierzch od razu, jest weryfikowany i buduje wzajemne zaufanie i pewność, że niczego przed sobą nie chowamy, a jeśli zostaje w sercu, to fermentuje i gnije, a smród z czasem wydostaje się na zewnątrz w postaci obmawiania i potrafi rozgonić całą grupę.

 

A Ty, kogo dziś osądziłeś?

Współpracownicy w firmie, żebrak na ulicy, sąsiadka, ciocia z Nałęczowa – każdego jestem w stanie autorytarnie ocenić, a potem obgadać. To, że rozbija to jedność w rodzinie, we wspólnocie, w zespole w pracy to jedno, ale przede wszystkim robię w ten sposób krzywdę samemu sobie, bo stawiam siebie w roli Pana Boga.

Nie znam nigdy do końca serca drugiego człowieka. Bóg natomiast tak. Nawet jeśli ktoś robi mi autentyczną krzywdę swoim zachowaniem, osąd należy do Boga, a już tym bardziej nie powinienem sądzić, jeśli mam tylko wrażenie, że ktoś błądzi.

Tags:
krytyka
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail