Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Czy zabierać dziecko na stadion?

CHŁOPIEC NA TRYBUNACH
Shutterstock
Udostępnij

Natrafiłem kilka dni temu na Facebooku na pytanie jednej ze znajomych: „Czy na stadionie jest na tyle bezpiecznie, żeby można było wybrać się tam z dziećmi? Bo jak patrzę na zdjęcia, to zgraja panów mnie przeraża”.

Piłkarska Ekstraklasa już jakiś czas temu zakończyła sezon. Emocji nie brakowało, mistrz wyłoniony, ale mam wrażenie, że okoliczności zdobycia przez Legię krajowego trofeum odbierają wielu rodzinom chęć zapełniania polskich stadionów piłkarskich i tworzenia na nich atmosfery sportowego święta.

Fakt – wiele już zostało zrobione, ale chyba jeszcze kilka lat zajmie nam przełamanie stereotypu, że na meczach piłkarskich jest niebezpiecznie. A jest to stereotyp, bo zamieszki na meczu Lecha z Legią to ostatnio raczej wyjątek od reguły.

 

Kroki milowe w infrastrukturze

Z dumą patrzę na coraz piękniejsze polskie stadiony piłkarskie. Pamiętam, gdy w 2004 roku do Krakowa przyjechał Real Madryt, by grać z Wisłą w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, a występujący wówczas w barwach „Królewskich” Brazylijczyk Ronaldo był pewien, że ówczesny stadion Wisły to tylko obiekt treningowy.

Przez 14 lat pod względem infrastruktury i organizacji meczów zrobiono bardzo wiele. Mieliśmy EURO 2012. Zostały po nim piękne stadiony. W Ekstraklasie nie ma klubu, który grałby w warunkach post-PRL-owskich, a Stadion Narodowy to swoista duma stolicy. Wrocław, Poznań czy Gdańsk pod względem obiektów nie mają się czego wstydzić np. przed niemiecką Bundesligą. Jednak jeśli chodzi o frekwencję, jest to zupełnie inna bajka.

 

Kibice to ludzie z pasją!

Osobiście w rodzinnych Kielcach na mecze chodziłem od dziecka. Najpierw z tatą, potem z kolegami, czasami samemu. Zdarzało mi się kibicować z tzw. „młyna” – sektora, który animował doping. Widziałem zaangażowanie i pasję ludzi dowodzących organizacją dopingu i meczowych opraw. Widziałem, jakie to duże przedsięwzięcie i jak wielu poświęceń wymaga.

Jednocześnie dostrzegałem, że mimo świetnego widowiska, tworzonego przez najzagorzalszych kibiców, zapełnić kielecki czy jakikolwiek inny stadion może tylko wysoka stawka meczu, przyjazd kadry narodowej (w Kielcach zdarzały się mecze reprezentacji Polski) lub ewentualnie seria zwycięstw miejscowej drużyny. A co z pozostałymi, ligowymi spotkaniami, które mogą być przecież świetną formą rodzinnego spędzenia czasu i widać to choćby w lidze niemieckiej, gdzie stadiony są pełne przez cały sezon?

 

Dlaczego nie chcę brać dziecka na stadion?

Obrazki telewizyjne pokazujące tłum policjantów w białych kaskach na murawie, awanturujących się kibiców i dymiące  race, leżące na boisku, potrafią mocno zniechęcić. Ale tak jak wspomniałem, takie sytuację są obecnie śladowe.

Natrafiłem natomiast kilka dni temu na Facebooku na pytanie jednej ze znajomych: „Czy na stadionie jest tak bezpiecznie, żeby można się wybrać z dziećmi? Bo jak patrzę na zdjęcia, to zgraja panów mnie przeraża”. Oczywiście, miasto miastu nierówne, ale odpowiedzi potwierdziły to, co sam pomyślałem. „Zgraja panów” to obecnie mniejszy problem. Wszyscy zapewniali pytającą, że jest bezpiecznie, ale jedna z wypowiedzi skupia jak w soczewce inny problem: „Są ludzie, którzy idą na mecz tylko po to, żeby się wyżyć i puścić pare ku*ew. (…) Jeszcze jak panowie się rozedrą, to i 2 osiedla dalej słychać, wiem z doświadczenia”.

I tu rzeczywiście mamy czynnik, który mnie osobiście najbardziej odstrasza od brania na mecz w naszej Ekstraklasie ukochanego potomstwa. Wulgaryzmy słychać wszem wobec. To jedno, z czym kojarzą mi się stadionowe emocje. Drugie to papierosowy dym. Nie jest to przeszkodą, by pójść samemu czy z żoną. Potrafimy ocenić i przejść ponad frustracją niektórych kibiców czy utartymi wulgarnymi przyśpiewkami z tzw. „młyna”, ale jeśli biorę na stadion dziecko, które chłonie jak gąbka, jest to świadome narażanie go na odbiór emocji, które mogą być pewnym szokiem.

Wciąż uważam, że stadion i mecz to świetna forma spędzenia rodzinnie czasu, ale chyba musi minąć jeszcze kilka lat, by na nasze obiekty piłkarskie wkroczyła większa kultura języka i by nie było to miejsce rozładowywania frustracji, ale pozytywnego kibicowania niezależnie od wyniku ukochanego klubu.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail