Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Rasputin. Gdy wiara traci smak…

RASPUTIN
akg-images/EAST NEWS
Udostępnij

Grigorij Rasputin od lat rozpala umysły. W najnowszej biografii szalonego mnicha autorstwa Douglasa Smitha powracają odwieczne pytania – co, jeśli człowiek serio uwierzy, że Boga nie ma?

Grigorij Rasputin – postać od lat rozpalająca umysły historyków i pasjonatów. Dziesiątki książek, setki filmów i tysiące artykułów stworzono z myślą jedynie o tym, by szokować „odkryciami” kolejnych ekscesów szalonego mnicha. Jednak wydana niedawno książka Douglasa Smitha jest inna niż wszystko, co dotąd o Rasputinie mówiono.

Inna nie tyle dlatego, że mocno ceglasta (blisko tysiąc stron, chwała Bogu, mięsistej lektury), lecz przede wszystkim – niezbyt szokująca. Tak, jeśli ktoś spodziewał się po Smithie wstrząsających odkryć, demaskowania sekretów alkowy, szczegółowych opisów orgii oraz innych dowodów na moralne zepsucie elit przełomu XIX i XX wieku, słowem jeśli ktoś spodziewał się po nowej biografii Rasputina sensacyjnej lektury, ten srodze się zawiedzie.

Jej autor, jako znawca dziejów rosyjskiej arystokracji okresu przedrewolucyjnego, prowadzi nas, owszem, po salonach petersburskich elit, opisuje większe intrygi i mniejsze spiski, libertynizm i religijne „róbta, co chceta”, ale czyni to ze smakiem oraz swadą uważnego jak licho obserwatora. Próżno szukać tam sensacji rodem z kolejnych książek Sławomira Kopera.

 

Rasputin: pragnienie doświadczenia

A jednak tomiszcze opisujące życie Rasputina robi wielkie wrażenie. Przede wszystkim dlatego, że stanowi – w sposób zamierzony lub nie – dość przykrą refleksję na temat religijności człowieka w czasach nam współczesnych. Świetne tempo książki, którą czyta się (recenzje nie kłamią!) niczym rasowy kryminał, nakręca oczywiście dekonstrukcja owych tajemnic i legend, jakimi historia spowiła ulubionego mnicha carycy Aleksandry. Równie niezwykłe jest tło głównego wątku. To wyrafinowana próba analizy sensu istnienia religii całkowicie pozbawionej zasad.

Rosję przed pierwszą wojną światową trawiły nie tylko wstrząsy polityczne, lecz przede wszystkim głęboka moralna degrengolada, której początków szukać należy w XVII-wiecznej schizmie, gdy reformy dokonane w Kościele Prawosławnym doprowadziły do ostrego konfliktu między przeciwnikami i zwolennikami zmian.

Efekt okazał się tragiczny w skutkach – na przestrzeni niespełna dwóch wieków wpływy prawosławnych duchownych osłabły na rzecz wszelkiej maści sekt, rosnących niczym grzyby po deszczu. Stanowiły one zresztą odpowiedź na rosnące pragnienie religijnego doświadczenia wśród ludzi, jakiego nie zaspokajały, postrzegane przez wielu jako skostniałe, struktury cerkwi.

 

Wszechwładza Rasputina. Co, jeśli Boga nie ma?

Gdy wchodzimy w rzeczywistość Rosji początku XX wieku, uderza nas więc w szaleństwach tamtej arystokracji pragnienie religijnych przeżyć, łakome poszukiwanie szansy obcowania z absolutem, połączone w jakimś nieznośnym miszmaszu z cielesnymi zachciankami. Nie tylko zresztą seksualnymi, ale po prostu nieokiełznanymi żądzami przekraczania ludzkich ograniczeń. Stąd mieszanie w jednym sosie z nabożeństwami okultystycznych praktyk, zaś postu z orgiastycznymi ekscesami.

Z pozoru te skrajne przeżycia stanowiły dla ówczesnych rosyjskich elit próbę testowania granic. Jak daleko mogę się posunąć w realizacji samego siebie? Jak bardzo sprawy człowiecze spychają na margines rzeczy Boże? Znamy te pytania, zadawał je już Dostojewski. Zarówno w „Zbrodni i karze”, jak i w „Braciach Karamazow” pobrzmiewa nieśmiertelna kwestia istnienia Boga. Tego, który określa zasady, wyznacza granice, stawia tamy. Bo co się może wydarzyć, jeśli człowiek pomyśli, że Boga tak naprawdę nie ma?

Religijność rosyjskich elit, opisywana przez Douglasa w biografii Rasputina, to religijność pozbawiona reguł, zorientowana wyłącznie na mocne, duchowe przeżycie. To stan degrengolady, której Rasputinowska wszechwładność na dworze cara Mikołaja stała się owocem, nie zaś – jak zwykło się myśleć – przyczyną.

 

Wizje Dostojewskiego

Można, naturalnie, książkę Douglasa odczytać jako banalne ostrzeżenie przed mieszaniem porządków politycznego i religijnego, bo i taka myśl pobrzmiewa w gęsto zastawionych pułapkach metafor, sugestii i alegorii. Jest ona jednak mgławicowa, by brać ją na serio.

Trudno powiedzieć też, czy bystry autor faktycznie przestraszył się czarnych wizji Dostojewskiego i postanowił „wykorzystać” historię Rasputina, by wylać kubeł zimnej wody na głowę tym, którym może się zdawać, że religia z całym „uciążliwym” zbiorem reguł i zasad traci sens. Wówczas bowiem jej sens ginie w gąszczu emocjonalnych pragnień. Słowem – traci smak. Bo jeśli nie to chciał nam przekazać Douglas, to po co miałby napisać tę książkę?

*Douglas Smith, „Rasputin: wiara, władza i zmierzch dynastii Romanowów”, Wydawnictwo Literackie 2018

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail