Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Przełom, czyli kryzys. Jak urodzenie dziecka wpływa na związek?

KRYZYS W RODZINIE
Shutterstock
Udostępnij

Warto wiedzieć, że taki kryzys – większy czy mniejszy – nadejdzie. Jak człowiek wie, co go czeka, jest w stanie się do tego przygotować. Kiedy robi się trudno, trzeba zacząć od wezwania kogoś do pomocy przy dzieciach, np. babci, opiekunki czy kogoś, kto ugotuje albo posprząta.

Cudowne wydarzenie, jakim są narodziny dziecka, bywa czasem początkiem kryzysu w związku. Wbrew pozorom, przy drugim dziecku jest raczej trudniej niż łatwiej – mówi Katarzyna Głowacka, mama i babcia, autorka bloga Mama w Dużym Brązowym Domu w rozmowie z Joanną Operacz.

 

Problemy z dziećmi przyczyną małżeńskich kryzysów

Kasiu, czy na kursach przedmałżeńskich mówiłaś narzeczonym, że pojawienie się dziecka może być trudnym momentem dla związku?

Prowadziłam takie kursy przez prawie 20 lat i zawsze starałam się o tym mówić. A teraz, kiedy razem z mężem współprowadzę rekolekcje dla małżeństw we wspólnocie Emmanuel, widzę, że dwie najczęstsze przyczyny kryzysów małżeńskich to problemy z dziećmi i problemy z teściami.

Przecież narodziny dziecka to wielkie szczęście. Skąd tu nagle kryzys?

Dwoje ludzi, którzy są sobie bardzo bliscy i znają się jak łyse konie (teraz do ślubu najczęściej idą osoby, którzy żyją ze sobą od kilku albo nawet kilkunastu lat), odkrywa, że wszystko się zmieniło. Pojawia się silna presja związana z lękiem o dziecko – czy sobie poradzę, czy maluch zachowuje się normalnie. Do tego dochodzi notoryczne zmęczenie spowodowane niewyspaniem, zwłaszcza u kobiety. Młodzi rodzice nie są do tego przyzwyczajeni. To może prowadzić do napięć. Człowiek przemęczony nie ma ochoty wyjaśniać swoich motywacji, tylko krzyczy. Mąż nie ma ochoty tłumaczyć, dlaczego nie odstawił talerza do zlewu, a żona krzyczy, że przecież prosiła go tysiąc razy i że teraz nie tylko musi przewinąć płaczące dziecko, ale jeszcze ma na głowie ten talerz. Drobne i w sumie głupie rzeczy się zbierają, aż w końcu rusza lawina, która niestety nierzadko prowadzi nawet do rozstania.

Pewno każdy zna mężczyzn, którzy nie zdali tego egzaminu i odeszli w siną dal…

Narodziny dziecka raczej nie były jedynym powodem. Ale na pewno młody tata musi zrozumieć, że kiedy kobieta staje się matką, cały świat się jej zawala, a na gruzach powstaje nowy. Musi jej pozwolić oswoić się z tą nową sytuacją. Mężczyzna przez chwilę – tylko przez chwilę! – zajmuje wtedy drugie miejsce. Niech się nie obraża, tylko niech będzie blisko, nawet jeśli żona rzuci kapciem albo brzydkim słowem, albo się rozpłacze. Niech ją wspiera w każdej decyzji, np. czy chce karmić piersią, czy ma w tej sprawie emocjonalną blokadę. Cokolwiek powie czy zdecyduje, jest cudowna – i tego się trzymajmy. Ma też prawo przez jakiś czas gorzej wyglądać i być obolała i zmęczona.

Teraz coraz więcej młodych mam ma depresję poporodową. Nawet jeśli to nie jest jakaś ciężka postać depresji, przez pierwsze trzy do sześciu tygodni może być trudno.

 

Depresja poporodowa

Pamiętam swoje odkrycie z czasu, kiedy nasza najstarsza córka była malutka – że mogę chodzić w domu w starych podkoszulkach męża. Jak się coś uleje czy przesiąknie, to wyrzucę; a w domu przecież „nikt nie widzi”. Młode mamy chyba czasem nie doceniają tego, jak ważne jest dbanie o siebie.

Musimy pamiętać, że nasi mężowie są otoczeni w pracy zadbanymi, atrakcyjnymi kobietami. Nawet jeśli są najukochańsi, najcudowniejsi i najuczciwsi, zwracają na to uwagę.

Dwa lata temu umieściłam na swoim blogu tłumaczenie amerykańskiego kodeksu dla żon z lat 50. o tym, jak witać męża wracającego z pracy. To miał być żart i ciekawostka. Były tam takie rady, jak np. „Przed powrotem męża połóż się na kwadrans i odpocznij, abyś wyglądała świeżo i rześko. Popraw włosy i makijaż”, „Nie witaj go problemami, nie narzekaj, jeśli spóźnił się na obiad”. Zadziwiły mnie odpowiedzi, jakie wtedy dostałam i nadal ciągle jeszcze dostaję. Kobiety pisały, że nikt im do tej pory nigdy nie mówił, jakie to ważne, żeby mężczyzna czuł się dobrze w domu.

Dziś przecież jesteśmy uczone, że dobrze jest wtedy, kiedy facet czuje się jak parobek albo jak giermek. Nie chodzi o to, żeby mu usługiwać jak panu i władcy, ale o to, żeby w domu była dobra atmosfera i żeby żona ładnie wyglądała – na przykład żeby zmieniła zaplamioną bluzkę na czystą. Sama mam pięcioro dzieci, więc dobrze wiem, że kiedy po całym dniu opiekowania się dziećmi widzimy wreszcie dorosłą osobę, która mogłaby przejąć część obowiązków, mamy ochotę rzucić się na nią i ordynować: przewiń, sprzątnij, wytrzyj. Ale tak nie może być!

Ważne jest też to, jaki poziom umysłowy prezentujemy. Czasem bardzo trudno jest znaleźć chwilę na przeczytanie czegoś czy zorientowanie się, co słychać na świecie. Ale na przykład karmienie piersią to fantastyczna okazja do nadrobienia zaległości w lekturze czy na naukę języka obcego. Jeżeli mąż ma o czym porozmawiać z ukochaną i miło mu na nią popatrzeć, to kryzysy mniej się nie ugruntowują i łatwiej jest z nich wyjść. Bo mężowi zależy na tym, żeby być ze swoją atrakcyjną połówką.

Kobiety po urodzeniu dzieci często nie doceniają też chyba więzi seksualnej?

Ten temat pojawia się wszędzie na forach dyskusyjnych poświęconych problemom po urodzeniu dziecka – że współżycie się zmienia, że nie jest łatwo. Wiadomo, że kobieta jest zmęczona i wreszcie chciałaby pójść spać, a tu nagle ma wykrzesać z siebie entuzjazm, żeby pobyć z mężem właśnie w ten sposób. Poza tym dobrze pamięta końcówkę ciąży i poród i niekoniecznie ma ochotę znowu wchodzić w to samo.

Nie ma na to łatwych recept. Są tylko trudne. Ze strony męża potrzeba dużo delikatności, wyrozumiałości, poczucia humoru. Ale potrzeba też nieco hojności ze strony żony. My, kobiety lubimy, kiedy mężowie mówią, że nas kochają, i przynoszą nam kwiaty; a dla naszych mężczyzn dowodem miłości jest to, że z nimi współżyjemy. Współżycie łagodzi też wiele napięć. Poza tym nawet jeśli na początku byłyśmy niechętne, to jednak kiedy już się przytulimy, zwykle ochota na bliskość wzrasta.

Natomiast jeśli idzie o lęk przed ciążą, to nie warto niepotrzebnie przedłużać karmienia piersią. Najlepiej karmić do czasu, kiedy dziecko skończy rok, i odstawić. Wtedy wraca normalna płodność i można się obserwować. Kiedy czujemy się paniami własnego ciała, zmniejsza się obawa przed kolejną ciążą. Musimy pamiętać, że rodzicami jesteśmy tylko przez kilkanaście lat, a małżonkami – do końca życia.

 

Kolejne dziecko, kolejny kryzys?

Przy drugim dziecku już jest z górki?

Powiedziałabym nawet, że kryzys jest wtedy większy. Pierwsze dziecko jest nowością i łatwiej nam przetrwać różne kryzysy. Ale kiedy trzeba się jednocześnie zająć dwojgiem małych dzieci, które mają różne potrzeby, możemy mieć wrażenie, że kompletnie sobie nie radzimy. Dlatego, niestety, wiele małżeństw na tym etapie zniechęca się do posiadania dzieci. Nie wiedzą, że przy kolejnym byłoby łatwiej.

Trudny moment trwa zwykle kilka tygodni, a potem zaczyna się taka fajna rutyna. Ale przez te kilka tygodni warto uważać, żeby nie zabrnąć w jakąś ślepą uliczkę, z której potem trudno będzie wyjść.

Jak przygotować się na kryzys po urodzeniu dziecka?

Przede wszystkim warto wiedzieć, że taki kryzys – większy czy mniejszy – nadejdzie. Jak człowiek wie, co go czeka, jest w stanie się do tego przygotować. Kiedy robi się trudno, trzeba zacząć od wezwania kogoś do pomocy przy dzieciach, np. babci, opiekunki czy kogoś, kto ugotuje albo posprząta. Żeby mama mogła spojrzeć na świat inaczej niż przez brudną pieluchę. Możemy wcześniej pomyśleć, kogo będziemy wtedy prosili o pomoc, i jaką ingerencję w życie naszej rodziny dopuszczamy. Warto też pytać znajomych. Chyba każdy zna małżonków, których podziwia i którzy nie są rozczarowani swoim rodzicielstwem. Dobrą receptą na kryzysy jest bycie w dobrym środowisku – katolickiej wspólnocie albo po prostu grupie znajomych, którzy są w podobnej sytuacji. Jeśli widzimy, że nasze małżeństwo wisi na włosku, koniecznie trzeba poszukać fachowej pomocy.

Na kursach radziłam narzeczonym, żeby w miarę możliwości dali sobie kilka miesięcy na to, żeby pobyć tylko we dwoje, zanim wejdą w rodzicielstwo. Bo małżeństwo to jest naprawdę zupełnie coś innego niż nawet długi związek partnerski.

 

Teściowie – przyjaciele czy wrogowie?

Często bywa tak, że stosunki z teściami, które wcześniej były przyjazne albo przynajmniej poprawne, drastycznie się pogarszają po urodzeniu dziecka.

To jest ogromny problem. Chyba dlatego, że dzisiaj jest tak mało rodzin wielodzietnych. Osoby, które zostają dziadkami, na ogół mają jedno, czasem dwoje dorosłych dzieci. Od lat są stęsknione za maluchem, więc łapczywie się rzucają na wnuczę. Zwłaszcza babcie są bardzo zaborcze w swojej miłości. Zaczynają ingerować, próbują wychowywać dziecko po swojemu. Najlepiej jeszcze przed porodem omówić ten temat z dziadkami w delikatny i miły sposób powiedzieć im, czego od nich oczekujemy, a czego nie.

Obawa przed kryzysem w związku to chyba częsty powód niechęci młodych mężczyzn do małżeństwa i posiadania dzieci?

Takie obawy są częste. Ale jeszcze większym problemem jest to, że dzisiaj mężczyźni chyba nie do końca wiedzą, czego się od nich oczekuje jako od mężów i ojców. Mają narzuconą narrację, że powinni się stać kimś w rodzaju drugiej mamy albo zastępczej mamy. Powinni robić to samo co ona. Tymczasem nie do wszystkich mężczyzn przemawia wizja rozkosznego niemowlęcia, które można nosić i przewijać. Dziecko w pierwszych latach życia najbardziej potrzebuje matki i najbardziej się z nią identyfikuje. Dopiero gdzieś w siódmym roku życia odkrywa, że ma tatę. W sensie: mężczyznę, a nie przystawkę do mamy, który podczas jej nieobecności może coś tam zrobić.

Słowo „kryzys” ma też nieco zapomniane pozytywne znaczenie – „przełom”. Czy kryzys w związku też może być dobry?

Pojawienie się dziecka jest cezurą w życiu. Jak każda cezura, jest kryzysem. To od nas zależy, czy to będzie doświadczenie pozytywne, czy negatywne.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail