Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dlaczego ludzie odchodzą od Kościoła? I jak im towarzyszyć?

MĘŻCZYZNA W KOŚCIELE
Dawn Armfield/Unsplash | CC0
Udostępnij

„To może być przejaw pychy, kiedy myślimy: jestem lepszy, bo szukałem i znalazłem, a ty szukałeś widocznie mało intensywnie, bo nie znalazłeś”. Jak towarzyszyć osobie, która traci wiarę?

Wierzący na rozdrożu

Jeżeli czytasz polską Aleteię, możliwe, że określasz siebie jako osobę wierzącą lub głęboko wierzącą. Według badań CBOS* w 2015 roku 56 procent dorosłych Polaków nie miało wątpliwości co do istnienia Boga, 27 procent miewało chwile zwątpienia, a 5 procentom tylko czasami wydawało się, że wierzą w Boga.

Jednocześnie, choć 20 procent osób wierzących wiary nie praktykowało, 27 procentom dorosłych, uczestniczących każdego tygodnia w niedzielnej mszy, zdarzało się wątpić.

Prawdopodobnie w ciągu ostatnich trzech lat tendencja ta nie uległa drastycznej zmianie.

Najliczniej tracimy wiarę mieszkając w dużych miastach, będąc w młodym wieku lub mając wysokie dochody. Ale nie jest to zasada. Wierzących na rozdrożu z wielu przyczyn jest coraz więcej. Czy potrafimy uszanować ich wybory, nie zaprzeczając samym sobie?

 

Damian

Modlitwa przynosiła mu uspokojenie i wiarę w lepsze jutro. Co wieczór odmawiał ją za dusze umierające, nienarodzone dziecko, do tego Ojcze nasz i dziesięć Zdrowaś, Mario. Był bardzo wierzącym nastolatkiem. Chodził na pielgrzymki, jeździł na rekolekcje. Był ministrantem i należał do oazy.

Na prośbę sióstr zakonnych czyścił kościelne ławki, podłogi i zakrystię. Nawet jeśli miało to trwać po siedem godzin i ciągnąć się przez całe wakacje. Kiedy brakowało ministrantów, codziennie pomagał księdzu przy pogrzebach i ślubach. „Tylko ty możesz to zrobić!” – słyszał często.

Powodów stygnięcia wiary było wiele. Odejście z parafii księdza, który był autorytetem. Nierówne traktowanie we wspólnotach. Przykrywanie kłamstw pokorną miną. Nacisk mamy. W pewnym momencie zauważył, że chodzi do kościoła tylko dla świętego spokoju.

Kiedy przestał, bez oceniania wysłuchały go dwie osoby. Narzeczona i przyjaciółka, z którą zna się od przedszkola. Rodzina była na niego zła.

„Odrzucili mnie. Wartości, które kiedyś kochałem, coraz bardziej wiązały się z bólem – mówi. – Dziś żyję tym, co daje mi szczęście. Nie ma dla mnie lepszej ani gorszej strony po śmierci. Najważniejsze to dbać o to, co się kocha, spełniać marzenia i móc uśmiechnąć się tylko dlatego, że kochasz swoje życie”.

Kto wie, co się dzieje po śmierci. Jest na całym świecie wielu bogów i dla nas chrześcijan jest jeden Bóg. Wierzę, że coś nas na pewno czeka. A co to jest? Przekonamy się po śmierci – dodaje.

 

Utrata wiary czy uwolnienie się od cudzych przekonań?

„Nie dziwię się, że ludzie przestają wierzyć – mówi mi ks. Wojciech Węgrzyniak, duszpasterz i biblista. – Mnie fascynuje to, że ludzie jeszcze wierzą. Że potrafią wytrwać w miłości wiele lat. Przecież z natury chcemy uciekać przed bólem”.

„Pytanie brzmi, czy tracimy wiarę, czy może rozsypują się nasze złudzenia, wyobrażenia i dotychczasowe przekonania na temat wiary, Pana Boga, Kościoła?” – mówi ks. Dariusz Larus, psycholog, psychoterapeuta i duszpasterz Centrum Edukacyjno-Formacyjnego w Gnieźnie.

Może nabieramy dystansu do tego, czego uczono nas w domu rodzinnym i w Kościele. Pytanie jednak, czy to, czego nas uczono, to rzeczywiście pełny i ostateczny obraz chrześcijaństwa?

Przeszkodą w wierze w dobrego Boga bywa też sama instytucja Kościoła. „Kościół może być przeszkodą, ale to zależy od tego, jak go definiujemy – tłumaczy ks. Węgrzyniak. – Jeżeli Kościół to ciało Chrystusa, w którym Chrystus jest głową, to nie mogę powiedzieć, że biorę głowę, a ciało odrzucam. Nie mogę zabrać z dziewczyny piersi, a resztę odrzucić. To pakiet. Człowiek, który odrzuca Kościół, nie doświadczył Chrystusa. Widzi tylko administrację”.

 

Klaudia

Kiedyś należała do scholi parafialnej, do oazy. Jeździła na rekolekcje. Przeczytała całą Apokalipsę św. Jana, bo tak ją zafascynowała. Ale nie pamięta, żeby rodzice przekazywali jej wiarę. Kazali za to chodzić do kościoła, bo „tak trzeba”.

Wiara słabła stopniowo. Dziś do Kościoła chodzi bardzo rzadko, ale modli się. I wspomina jak ks. Sylwester zaraził ją pasją do gitary, a ks. Janusz był najbardziej ludzkim księdzem, jakiego znała.

Kiedy przestała chodzić do kościoła, rodzina straszyła ją: „Pójdziesz do piekła” albo „i tak wrócisz do Kościoła, każdy wraca”.

„To było bardziej irytujące niż wspomagające. Nawet jeśli popełniam błąd, sama powinnam ponieść jego konsekwencje. I sama powinnam dojść w swoim czasie do dobrego rozwiązania” – mówi.

Rodzina wie tyle, że nie chodzę do kościoła. Mamę uświadomiłam tylko, żeby nie poruszała ze mną takich tematów, bo mam inne poglądy i nie chcę się kłócić. Może to i lepiej?”.

 

Rodzice marnotrawni

„Wiara i niewiara to nie wybór między czereśniami a wiśniami. Wierzących rodziców niewiara dziecka będzie bolała – podkreśla ks. Węgrzyniak. – Trzeba wtedy znaleźć balans pomiędzy udawaniem, że nic się nie stało, a zmuszaniem do wiary. Niektórzy przesadzają w tę stronę i nie pozwalają synowi marnotrawnemu się zmarnotrawić”.

Podkreśla też, że kluczem jest realna więź rodzica z dzieckiem. Każdy rodzic wie, co irytuje jego dziecko. Robienie tego specjalnie jest najgorszym pomysłem.

„Jeżeli przypominanie o niedzielnej mszy irytuje moje dziecko, a ja mimo to przypominam mu, bo wierzę w moje magiczne powtarzanie, tylko pogarszam sprawę. Czasem warto odpuścić i szczerze pogadać. Jesteśmy wolni i każdy ma prawo do niewiary. Ma nawet prawo do piekła” – dodaje.

 

Tracę wiarę – co robić?

Co jednak robić, kiedy sami tracimy wiarę? „Szukać – radzi ks. Dariusz Larus. – Szukać pogłębienia, uzasadnień. Być może to element rozwojowy, w którym tracę coś dotychczasowego, co się wyczerpuje, z czego wyrastam i zaczynam na to miejsce szukać innej, lepszej, bardziej twórczej, głębszej rzeczywistości.

Być może to motywator, by zrobić krok do przodu, krok głębiej. Możemy się go bać, stać w miejscu i powtarzać: utraciłem wiarę. A może to zaproszenie do podjęcia ryzyka lub do odważnego pójścia pod prąd trendom czy własnym przekonaniom? Może to sposób zadbania o siebie przez osobistą, świadomą decyzję, by zostać w wierze ojców i odkryć ukryte w tej wierze piękno?”.

Nawet poszukiwanie może jednak nie wystarczyć.

 

Ola

„Wiele osób zarzuca osobom odchodzącym od Kościoła niewystarczające zgłębienie tematu, nieznajomość Biblii czy wręcz lenistwo – mówi Ola. – Ma się to objawiać rzekomo niewystarczającymi poszukiwaniami. Ale ja im więcej czytałam o katolicyzmie, o całym chrześcijaństwie i o innych religiach, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że z żadną z nich nie mogę się z czystym sumieniem zgodzić” – mówi.

Pierwsze wątpliwości pojawiły się u niej w gimnazjum. Miała nadzieję, że to chwilowy kryzys, że każdy czasem się waha. Im bardziej szukała, tym bardziej była przekonana, że żadna religia ani filozofia nie ma monopolu na prawdę.

Nie wierzy w Boga, ale szanuje tych, którzy wierzą. „Nie mam dowodów na nieistnienie Boga i pamiętam, że nasza wiedza naukowa gdzieś się kończy. Tak samo, jak możliwość ogarnięcia wielu zjawisk ludzkich umysłem. Dopuszczam więc ewentualną obecność Boga, na przykład przy akcie stworzenia wszechświata. A religie w pewien sposób wciąż mnie fascynują”.

 

Czujesz się lepszy od niewierzących? To pycha

Czasem czujemy się lepsi od tych, którzy z kryzysu wiary nie wyszli, którzy twierdzą, że ją utracili. A przecież wiara to dar. Przestrzega przed tym ks. Larus:

Może to przejaw pychy, grzechu, kiedy wartościujemy: jestem lepszy, bo szukałem i znalazłem, a ty szukałeś widocznie mało intensywnie, bo nie znalazłeś. To tajemnica, dlaczego ktoś nie znalazł. Nie możemy się w ten sposób porównywać.

„Podejrzewam, że w większości przypadków utrata wiary w Boga raczej nie dzieje się z dnia na dzień – mówi Ola. – To raczej długotrwały proces, podczas którego człowiek odchodzący od religii i Boga godzi się ze swoim światopoglądem i ma wystarczająco dużo czasu na znalezienie wewnętrznego spokoju.

Ale pewnie wygląda to inaczej, kiedy osoba tracąca wiarę, a wychowana w bardzo religijnym i konserwatywnym domu, spotyka się z zupełnym niezrozumieniem drugiej strony, boryka się z wyrzutami sumienia czy obawą, że zawiodła rodzinę”.

 

Przyjaciel traci wiarę. Jak mu towarzyszyć?

Jak towarzyszyć bliskim, którzy tracą wiarę? „Jeśli jest taka możliwość, warto bardzo uważnie, nieoceniająco wysłuchać taką osobę. Nie torpedować jej przekonań. Nie stawać kontra. Zobaczyć jej świat, uchwycić jej perspektywę” – poleca ks. Larus.

Będziemy mogli ją zrozumieć dopiero, kiedy nam ją przedstawi, pokaże i spokojnie wytłumaczy, o co chodzi. Możemy zadawać pytania, a w końcu wspólnie, spokojnie i mądrze wyciągać wnioski.

„Przypominajmy sobie, że Kościół można zobaczyć w różny sposób i patrzeć na niego nie tylko przez jedno okno. To, jak ja go widzę, w dużej mierze zależy ode mnie. Nie mam zagłaskiwać tego, co jest złe, usprawiedliwiać czy tłumaczyć, ale mogę się zdystansować i nie wynosić na piedestał. Zastanowić się, czy mogę (i chcę) zobaczyć coś inaczej, pomyśleć inaczej, zaangażować się inaczej” – dodaje.

 

Wiara katolików w Polsce: ilość kontra jakość

Choć w 2015 r. swoją niezachwianą wiarę w istnienie Boga deklarowało 56 procent dorosłych Polaków, tylko 35 procent deklarowało wiarę w piekło, grzech pierworodny, zmartwychwstanie i kilka innych podstawowych prawd wiary katolickiej jednocześnie. Spora część badanych deklarowała za to wierzenia niekatolickie, np. w przeznaczenie (66%) czy reinkarnację (30%).

Chętnie widzimy się jako osoby wierzące, ale nie zawsze utożsamiamy się z nauczaniem Kościoła katolickiego. Część z nas ignoruje to jak nieznaczącą subtelność. W części rodzi się wewnętrzny konflikt.

Jak widać, „praca” nad wiarą jest nie tylko wyzwaniem dla tracących ją, ale też zadaniem dla tych, którzy określają siebie jako osoby wierzące.

 

*Dane na podstawie badań Centrum Badania Opinii Społecznej nr 29/2015 „Kanon wiary Polaków” oraz nr 26/2015 „Zmiany w zakresie religijności Polaków po śmierci Jana Pawła II”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail