Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Jak dobrze, że potrafimy się jeszcze kłócić! „Cudowna terapia” – sztuka o byciu gorącym

SPEKTAKL CUDOWNA TERAPIA
Udostępnij

Życie w domu, w którym codziennie fruwają talerze zdecydowanie nadaje się na terapię. Jednak kiedy nie fruwają nigdy, to może być znak, że powoli przygasa ogień, a na horyzoncie zamiast blasku światła powoli widać tylko szary popiół.

Sztuka nie tylko dla małżeństw

Niby to małżeństwo jakich wiele. Ot, tacy zwyczajni, polscy sąsiedzi. Całe długie lata po ślubie, dwoje dzieci i ta nieznośna uciążliwość wspólnego życia. Ona absolutnie zawsze wie, co on chciał powiedzieć, zanim ten zdążył o tym pomyśleć. On z niewzruszoną pewnością podejrzewa ją o same najgorsze myśli na swój temat. I właściwie ma rację… Poznajcie Państwa Dorek, Joannę i Walentego.

Można by pomyśleć, że jedyną rzeczą, która ich łączy, jest wzajemna chęć zatruwania sobie życia. Tak to z pozoru wygląda. Zresztą pewnie dlatego trafiają do gabinetu wybitnego i jak się okaże, stosującego niekonwencjonalne metody, psychoterapeuty.

Na początku jest śmiesznie – burza emocji i wielowątkowy koktajl przeróżnej treści pretensji faktycznie wzbudza uśmiech. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to ten rodzaj uśmiechu, który znaczy tyle, co „uff, nie tylko my tak mamy, nie jest najgorzej”. No tak, to jedna z pierwszych myśli, która pojawia się podczas oglądania spektaklu – nie ma związków idealnych. Całe szczęście.

Potem do uśmiechu dołącza kilka refleksji. Bo „Cudowna terapia” to faktycznie zastrzyk momentami trudnego realizmu, jednak ostatecznie z substancją słodzącą.

Choć sztukę Daniel Glattauer napisał zanim Franciszek zdążył powiedzieć, że w małżeństwie można się kłócić, mogą nawet latać talerze, ale nie warto pójść spać bez przebaczenia, jej treść całkiem nieźle się w tę myśl papieża wpisuje.

 

Lepiej trzy razy spłonąć niż raz zamarznąć

Ostatecznie pewnie nie pragnienie pojednania sprawiło, że główni bohaterowie wpadli sobie w ramiona, ale i tak w tej ich poplątanej relacji jest kilka uniwersalnych, dobrych myśli.

Po pierwsze – nie warto robić ze swojego problemu, choćby wydawał się największym z największych, pępka świata. Bo kiedy skupiamy się tylko na tym, co trudne, ten trud urasta do rangi co najmniej armagedonu, zmiatającego z powierzchni ziemi nie tylko zarazę, ale też wszystko, co dobre. A wcale nie musi nim być. Wyjście poza własną teorię i pewność, i wysłuchanie, co myśli ten drugi, zawsze daje więcej (choćby szerszą perspektywę) niż upieranie się przy swoim.

Po drugie – znajdźmy coś, co nie dotyczy naszej relacji, a w co możemy zaangażować się wspólnie. Odwrócenie uwagi od problemu może okazać się zbawienne i przynieść kojący dystans.

Po trzecie – jak mówi bohaterka – „lepiej trzy razy spłonąć niż raz zamarznąć”. Oczywiście, życie w domu, w którym codziennie fruwają talerze zdecydowanie nadaje się na terapię. Jednak kiedy nie fruwają nigdy, to może być znak, że powoli przygasa ogień, a na horyzoncie zamiast blasku światła powoli zaczyna być widać tylko szary popiół.

Po czwarte – związki idealne istnieją być może w Harlequinach, ale w prawdziwym życiu nie warto się ich spodziewać. Im szybciej zaakceptujemy to, że wszystkie emocje są potrzebne i wiele mówią o jakości relacji, tym lepiej dla nas.

Bo czy ktoś naprawdę chciałby żyć w domu, w którym królują bardzo wyważone, spokojne, pełne zrozumienia komunikaty, nie dające miejsca zdrowej kłótni? Wyobrażacie sobie takie „idealne” małżeństwo, zgadzające się zawsze i we wszystkim, czule i pobłażliwie spoglądające na słabości tego drugiego? Przedwczesna śmierć z nudów gwarantowana.

Dlaczego? Bo bez emocji – i euforii, i dramatu, i śmiechu do łez, i absolutnego zdenerwowania, trudno doświadczyć bliskości. Jazda środkiem może i jest bezpieczna, ale czy w małżeństwie o to chodzi?

Joanna i Walenty, choć potrafili kłócić się do żywego, nigdy nie pomyśleli o rozstaniu, a „Cudowna terapia” w ich przypadku okazała się skuteczna. A wszystkie odcienie ich – jakby nie było oryginalnej miłości, w reżyserii Dariusza Taraszkiewicza, będzie można zobaczyć po wakacjach, w teatrach w kilku polskich miastach.

W roli Joanny zobaczymy Dominikę Ostałowską, wymiennie z Joanną Trzepiecińską i Olgą Bończyk. Jej męża – Walentego – gra Dariusz Kordek na zmianę z Marcinem Kwaśnym, a w rolę psychoterapeuty wcielają się Andrzej Młynarczyk i Artur Pontek.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.