Aleteia

Masowe eventy ewangelizacyjne: Kiedy mijają fajerwerki, przychodzi codzienność

UWIELBIENIE
Matt Botsford/Unsplash | CC0
Udostępnij

Duże ewangelizacyjne eventy przyciągają tłumy. Ale autentyczna zmiana w codzienności jest udziałem niewielu. Jezus dobrze to znał i wiedział, że tu nie chodzi o ilość.

„Jak poszło?” nie oznacza „Ile było ludzi?”

Kiedy organizowałem w duszpasterstwie akademickim męskie pokazy filmowe i ktoś mnie pytał jak poszło, odpowiadałem, że było tyle i tyle osób, czyli całkiem nieźle lub tym razem słabo… Ale czy liczba uczestników jest miarą sukcesu jakiegoś ewangelizacyjnego wydarzenia lub np. miarą dobrego funkcjonowania parafii?

Gdyby iść tym tokiem rozumowania, to Jezus w czytanych niedawno w ramach liturgii z dnia fragmentach z 6. rozdziału Ewangelii wg św. Jana poniósł zupełną porażkę. Na początku tego rozdziału czytamy, że “szedł za Nim wielki tłum ludzi, gdyż widziano znaki, których dokonywał, uzdrawiając chorych”. (J 6, 2)

Potem czytamy o nakarmieniu pięcioma bochenkami chleba i dwiema rybami pięciu tysięcy mężczyzn z rodzinami. Czytam te słowa i myślę: przecież nie raz uczestniczyłem w podobnych wydarzeniach! Jakiś miejski stadion czy hala, porywająca konferencja, poruszające rozważanie na adoracji Najświętszego Sakramentu, potem mecz piłkarski księża kontra ministranci, wieczorem koncert znanego zespołu, a w międzyczasie bigos dla wszystkich od miejscowych parafian.

Potem wracało się do domu i ten sam ksiądz, którego kiwało się na boisku, a duchowo przeżywało wzniosłe chwile, wychodził na ambonę i mówił zwykłe kazanie o niezwykłych rzeczach, ale wtedy już nie otaczała go liczna grupa młodzieży, oczekująca wrażeń.

Kiedy mijają fajerwerki, przychodzi codzienność. Czy była to porażka tego księdza? Nie. Była to naturalna kolej rzeczy i wybór, którego każdy dokonuje: chcę karmić się Słowami życia wiecznego i Chlebem Żywym czy wystarczą mi emocje widowiskowego wydarzenia i ziemski chleb?

 

Zrób krok dalej!

Tłum z Ewangelii też wybrał. Uzdrowienia, a potem nauczanie musiało być widowiskowe i emocjonujące. Pięć tysięcy samych mężczyzn mogło realnie oznaczać co najmniej dwa razy więcej ludzi. I ci ludzie dostali znak – nakarmił ich Ktoś, kto po ludzku dysponował tylko pięcioma chlebami i dwiema rybami (J 6, 7), ale nic w ich życiu na stałe się nie zmieniło.

Gdy zorientowali się, że Jezus rozmnożył chleb, zaczęli Go szukać, ale tylko po to, by kręcić się w kółko – dalej dostawać znaki. Jezus wiedział, że to bezcelowe i zaprosił ich, by zrobili krok dalej. By przyjęli Chleb, który daje prawdziwe życie – nowe, pełne, wolne od ziemskich przywiązań. By ich serca pałały nie tylko słuchając porywającej nauki i widząc niezwykłe zajwiska, ale również w codziennej służbie i naśladowaniu Pana.

Czy współcześnie też tak nie jest? Duże ewangelizacyjne eventy przyciągają tłumy. Ale autentyczna zmiana w codzienności jest udziałem niewielu. Francuski filozof Blaise Pascal powiedział: „Gdybyśmy wiedzieli, czym jest msza św., umarlibyśmy od tak silnego wstrząsu”. Na mszy nie ma po ludzku fajerwerków, a moment, w którym absolutnie ci to nie przeszkadza jest dobrym znakiem. Prawdopodobnie masz wtedy w sobie pragnienie prawdziwego Chleba.

 

Panu Bogu nie chodzi o ilość

Koniec 6. rozdziału Ewangelii wg św. Jana pokazuje ludzi, którzy po opadnięciu emocji związanych w uzdrowieniami, nauczaniem Jezusa, rozmnożeniem chleba, słyszą zaproszenie, by pójść dalej i stwierdzają, że to za trudne. Idą sobie, a Jezus wcale ich nie zatrzymuje. Nie krzyczy: “Hej! Poczekajcie! Może rzeczywiście zbyt trudne to wszystko. Ponegocjujmy!”.

Panu Bogu nie chodzi o ilość. Odejście “wielu Jego uczniów” (J 6, 66) nie było porażką Jezusa, ale tych, którzy odeszli. I nie oznacza to oczywiście, że Jezusowi nie zależało na tych uczniach, szanował jednak ich wolność. Tak samo dziś – ksiądz nie zrobi za ciebie wszystkiego. Piękna konferencja, wyjazd na rekolekcje czy widowiskowy koncert ewangelizacyjny to tylko zaproszenie, które samo w sobie niewiele kosztuje i niewiele zmienia, jeśli nie skutkuje twoją decyzją: “wchodzę w to” i wysiłkiem codziennego naśladowania Jezusa – przyjmowania Chleba, który daje życie, a nie wegetację.