Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kościół usunął z liturgii trzy tajemnicze psalmy. Pytamy biblistę, dlaczego?

LEKCJONARZ MSZALNY
Shutterstock
Udostępnij

W Kościele katolickim usunięto z brewiarza 3 całe psalmy i niektóre wersety z pozostałych, łącznie 122 wersety. Toczy się spór, czy było to konieczne. A wy, jak sądzicie?

Z ks. dr. Wojciechem Węgrzyniakiem – biblistą, który pracuje nad książką o jednym z psalmów złorzeczących – rozmawia Małgorzata Bilska.

 

Małgorzata Bilska: Co to są psalmy złorzeczące?

Ks. dr Wojciech Węgrzyniak: To uproszczona nazwa fenomenu z Księgi Psalmów. Nie ma psalmu, który cały byłby złorzeczący, jest natomiast dużo psalmów, w których występują złorzeczenia. Psalm 137 zawiera znane słowa: „Jerozolimo, jeśli zapomnę o tobie, niech uschnie moja prawica” (w. 5). To jest werset autozłorzeczący. Życzymy sobie zła.

To jednak nas nie razi. Razi nas to, co jest kilka wersetów dalej: „Córo Babilonu, szczęśliwy ten, kto chwyci twoje dzieci i roztrzaska o skały” (ww. 8-9). To jest już klasyczne złorzeczenie. Ponieważ zabijałaś moje dzieci w czasie niszczenia Jerozolimy, życzę ci, żeby ktoś zabił twoje.

Psalmy złorzeczące to delikatne określenie. Miejscami są okrutne. Bardziej współczesnym terminem jest mowa nienawiści lub werbalna agresja.

Kwestia nazewnictwa. W psalmie nie muszę mówić z nienawiścią. Natomiast życzę, żeby kogoś spotkało zło. Jeśli to jest mowa nienawiści czy werbalna agresja, to możemy tak to nazwać.

Istnieją kontrowersje wokół usunięcia 3 psalmów z liturgii (w Biblii są nadal) w ramach reformy Soboru Watykańskiego II. Ja się z tym zgadzam, ksiądz nie…

Oboje się zgadzamy, że je usunięto (śmiech). Jako pierwsi zrobili to anglikanie w latach dwudziestych XX wieku. Potem wspólnota w Taizé przyjęła wersję brewiarza bez kilku psalmów. W drugiej edycji brewiarza z Taizé nie ma prawie 50 psalmów, w których byłoby cokolwiek o przemocy, nienawiści, karze. W Kościele katolickim po Soborze usunięto z brewiarza 3 całe psalmy i niektóre wersety z pozostałych, łącznie 122 wersety.

Mówimy o psalmach 58, 83 i 109.

Usunięto je ze względów psychologicznych. W czasie Soboru była dyskusja na ten temat. Trzech czy czterech ojców było za, większość – przeciw. Potem powstała komisja do spraw reformy liturgicznej, która zajmowała się m.in. nowym brewiarzem.

Koncepcja była taka, żeby Liturgię Godzin odmawiali nie tylko duchowni, ale i świeccy. A że ci drudzy nie mają zasadniczo przygotowania biblijnego, trzeba było zastanowić się, czy więcej szkody czy pożytku przyniesie omawianie trudnych tekstów. Dyskusja trwała parę lat, zawsze większość była za tym, żeby została całość. Niektórzy jednak konsekwentnie forsowali zmiany. Decyzję wbrew większości podjął ostatecznie papież Paweł VI.

Bł. Paweł VI podpisał też encyklikę Humanae Vitae, choć po kilku latach dyskusji 75 ekspertów rekomendowało odrzucenie jej niektórych założeń. Decyzja została podjęta jednoosobowo, wbrew komisji powołanej przez Jana XXIII. Co z tego wynika?

Nie jednoosobowo, bo wielu też było za. Ale powiedzmy mniejszościowo. Większość w Kościele nie jest argumentem. Jest symptomem. Argumentem są organy decyzyjne. Ciekawe jest jednak to, że o ile większość ojców soborowych i ekspertów była przeciw usuwaniu wersetów złorzeczących, kiedy już ustalono nową wersję Liturgii Godzin bez 122 wersetów i rozesłano ją do biskupów całego świata, nie było sprzeciwów. Uznano, że może tak być. Chociaż pewno niektórzy usunęliby jeszcze więcej wersetów, na przykład ten: „Każdego dnia będę tępił wszystkich grzeszników ziemi.” (Ps 101,8). W oryginale jest „niszczył”, „zabijał”. Jakoś nikomu nie przeszkadza, że się modli tym tekstem.

Mnie przeszkadza. Arbitralne kryteria usuwania wersów krytykuje Enzo Bianchi w książce „Przemoc i Bóg”. Bardzo broni tych psalmów. Dyskusja wraca?

Tak. 7 lat temu napisałem artykuł w „Życiu Duchowym”: Granica miłości i nienawiści w Psalmach. Starałem się pokazać pozytywne aspekty psalmów złorzeczących. One są niczym moneta. Z jednej strony obraz jest fatalny i tu się wszyscy zgadzają, ale spójrzmy na to z drugiej strony.

Po pierwsze, w tych psalmach nie modlimy się w imieniu swoim, ale stajemy się głosem tych, którzy nie potrafią się modlić. Są ludzie, którzy dzisiaj czują się tak samo, jak ci w psalmie. Są niszczeni przez innych, ich dzieci są mordowane. Kiedy oni potrafią tylko cierpieć, my stajemy się ich głosem. To nie jest tak, że na świecie jest wszystko w porządku. Prosimy więc Boga o sprawiedliwość.

Po drugie, zwracamy się taką modlitwą tylko do Boga. Ci, którym złorzeczymy, nie słyszą naszej nienawiści. To nie jest ideał nowotestamentalny, ale pewien sposób na radzenie sobie z problemem, gdy człowieka ogarnia nienawiść. Tak jak nie było ideałem na wsi, kiedy zdenerwowany w domu chłop szedł do stajni i klął na krowy, ale zawsze to było lepiej, niż miałby wylać całą frustrację na żonę i dzieci.

Po trzecie, nawet św. Tomasz z Akwinu dopuszcza życzenie komuś zła, żeby zyskał większe dobro. To jest tak, jak czasem mówimy: Dziecko, żebyś sobie skręciło nogę, to się nauczysz siedzieć na tyłku. Uczniu, obyś chociaż raz dostał niedostateczny, to się nie będziesz śmiał z tych, co są niedostateczni co tydzień. O, żebyś lepiej wpadł do rowu, niż miał dojechać cały do kobiety, z którą zdradzisz swoją żonę.

Dziwne jest dla mnie pragnienie zwichnięcia przez dziecko nogi. W psalmach są jednak postulaty pozbawienia życia. Mamy prawo kogoś zabić?

Nie mamy prawa, ale zabijamy i będziemy zabijać. Gdyby ktoś zaatakował papieża, zabije go ochrona. Jeśli ktoś zaatakuje dzieci w domu, rodzice zrobią wszystko, żeby je chronić. Na pewno nie poprzestaną na modlitwie za nieprzyjaciół.

W psalmach nie ma obrony koniecznej. Są wołania o karę.

Tylko że oni to rozumieją jako obronę konieczną sprawiedliwości i prawo skrzywdzonych do wyrażania swych uczuć. Przecież w czasie ostatniej wojny niektórzy, gdy wyznawali nienawiść względem Niemców, dostawali za pokutę odmówienie psalmu złorzeczącego.

Yves Congar mówił, że do końca życia nie zrozumie ludzi, którzy usunęli te wersety. One są środkiem literackim na wyrażenie uczuć. My, katolicy, tak jak wszyscy, mamy wiele uczuć negatywnych. Co z nimi zrobić? Można uznać, że nie powinniśmy ich mieć i powiedzieć jak Jezus: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. Ale jeżeli je masz, to zamiast kogoś zabijać, pisać post czy artykuł o swojej nienawiści, wykrzycz się przed Bogiem na modlitwie. Pan Bóg cię zrozumie. Dziecko ma prawo do tego, żeby płakało przed rodzicami, przyszło z pięściami i biło rodziców albo nawet ich sklęło.

Jezus, nasz wzór i Droga, tak się nie modlił. Kochał swoich nieprzyjaciół. Człowiek miłości się uczy. Nie wiem, jak można uczyć się miłości do drugiego, modląc się o śmierć jego i dzieci. Są psychologiczne sposoby radzenia sobie ze złością i gniewem. Wystarczy wykrzyczeć się w poduszkę, w lesie, gdziekolwiek. Według Bianchiego zło jest wtedy, gdy sami kogoś zabijemy. Lecz jak modlimy się do Boga, żeby zabił za nas, jest już OK.

Bo to jest pewna forma literacka. Życzylibyśmy sobie, żebyśmy wszystkim wrogom wybaczali. Ale nie każdy jest na tym poziomie duchowym. Abraham miał dwie żony i Pan Bóg nie mówił, że musi usunąć Hagar, żeby zostać ojcem wiary.

Może przez to, że ktoś się wygada przed Panem Bogiem, nawet w sposób nieakceptowany na modlitwie publicznej, dojdzie do momentu, w którym wybaczy? Staram się zrozumieć, że mam dwie możliwości. Albo zrobię komuś krzywdę, albo wygadam to Panu Bogu – Panie Boże, ty mu zrób krzywdę. Lepsza jest ta druga forma.

A nie można się modlić: „Boże, czuję nienawiść, wściekłość, potrzebę zemsty. Pomóż mi poradzić sobie z tymi uczuciami?”. To trzecie wyjście.

Jeśli tak ktoś się umie modlić, to super. Tylko czy potrafi?

Nauczy się po lekturze tych psalmów?

Dobre pytanie… Jeżeli taka lektura zatamuje w nim spiralę nienawiści, to już wiele. A może zrobi to, co udało się Ojcom Kościoła, którzy rozumieli trudne psalmy w sensie metaforycznym. Jako wroga widzieli demony, złe duchy, szatana.

Wróćmy do Ps 137. Orygenes uważał, że Babilon to apokaliptyczna nierządnica, czyli nieczystość, dzieci Babilonu to myśli nieczyste (czyny to już dorośli). Skałą jest Chrystus. A więc modlitwa „Córo Babilonu, szczęśliwy ten, kto chwyci twoje dzieci i roztrzaska o skały” jest modlitwą o to, żeby nieczyste myśli zabić poprzez spotkanie z Chrystusem, wtedy nie urosną do jeszcze bardziej niszczących czynów.

Kwestia psalmów złorzeczących to zaczyn długiej dyskusji o przemocy, której mnie w Kościele bardzo brakuje.

Brakuje, bo nikt nam nie robi krzywdy. Gdybyśmy my, księża, biskupi doświadczali przemocy, to byśmy o tym dużo mówili. Zawsze zwraca się uwagę na to, co nas boli. Nas po prostu to nie boli.

Poza nadstawianiem drugiego policzka (uległością) lub reagowaniem złem na zło (agresją) jest postawa asertywna. Nie musimy popadać w skrajności.

Psalmy złorzeczące nie są ideałem, ale nie są też skrajnością. To nie jest oko za oko. Spełniają funkcję obronną. Jestem za tym, że lepiej, jeśli dobrzy ludzie mają w domu broń, niż żeby napastnik zabił im dziecko. Jeżeli umiesz używać psalmów złorzeczących, ludzie zrobią ci mniej krzywdy. Ta modlitwa chroni przed zniszczeniem przez drugiego człowieka – i przed utratą wiary w Boga, który chce bronić pokrzywdzonych ludzi.

 

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail