Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

3 refleksje po porażce polskich piłkarzy na mundialu w Rosji

REFLEKSJE PO PORAŻCE POLAKÓW
REPORTER
Udostępnij

Polska odpadła z mundialu. Na kadrę piłkarzy obok całkiem słusznej krytyki wylała się również fala hejtu. Choć na styl gry i przede wszystkim wynik, mogę kręcić nosem, to gdybym miał się zatrzymać na emocjonalnym okazywaniu swojego niezadowolenia, może nadal mógłbym się określać mianem wiernego kibica, ale na pewno nie chrześcijanina.

Pieniądze szczęścia nie dają

Jedno z norweskich przysłów brzmi: „Gdyby wszyscy byli bogaci, nikt nie chciałby wiosłować”. Daleko mi do zżymania się na zarobki Roberta Lewandowskiego czy porównań przydatności społecznej pracy piłkarza i ratownika medycznego. Tak, też uważam, że zawodowy sport to coraz bardziej po prostu kolejna gałąź biznesu, ale kiedy słyszę, że jakiemuś sportowcowi „się nie chce”, bo ma zbyt wysoką pensję, to przed oczyma staje mi… Cristiano Ronaldo. Od dawna mógłby odpoczywać, odcinając kupony od sławy, a jednak jego etyka pracy każe mu przychodzić na trening jako pierwszy i schodzić z niego jako ostatni.

Pieniądze szczęścia nie dają i choć ta życiowa prawda przez wielu współczesnych jest rozmieniana na drobne, to głęboko wierzę w to, że Lewy z kolegami w jednym momencie zrezygnowaliby ze wszystkich kontraktów reklamowych, gdyby gwarantowało to zdobycie trofeum, o którym marzą od dzieciństwa. I mimo że na tle społeczeństwa niektórzy z nich są niewyobrażalnie bogaci, to jestem przekonany, że większość z nich podejmowała przez lata wysiłki, godząc się na krew, pot i łzy, by móc wystąpić na piłkarskim Olimpie.

 

Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu

Nie mam zamiaru dyskutować z faktami. Wyniki i, co więcej, obraz gry w meczach z Senegalem i Kolumbią są nad wyraz jaskrawe. Ale wbrew opinii większości domorosłych ekspertów daję wiarę słowu trenera i samych piłkarzy. Ostatecznie nie mam najmniejszych podstaw, by nie wierzyć w to, że zrobili wszystko, co było w ich mocy, a że to było zbyt mało? To, co widzieliśmy na boisku, jest tylko efektem. To zbyt mało, by wydać potępiający osąd.

Kiedy w 2016 roku chodziliśmy dumni, że od półfinału Mistrzostw Europy dzielił nas tylko jeden niestrzelony rzut karny, nikt nie pomyślał o wieszaniu psów na „Orłach Nawałki”. Dzisiaj, choć do awansu do rundy pucharowej wystarczyło strzelić bramkę dającą remis w meczu z Senegalem, a każdy kolejny mecz dawał nadzieję na to, że chłopaki zaczną wreszcie grać na miarę swoich umiejętności, wracamy do nieśmiertelnej śpiewki o zmianie systemu szkolenia młodzieży. Doprawdy, łaska kibica na pstrym koniu jeździ.

 

Może i mam rację, ale jakie z tego dobro?

Polska odpadła z mundialu. Na kadrę piłkarzy obok całkiem słusznej krytyki wylała się również fala hejtu. Choć na styl gry i przede wszystkim wynik, mogę kręcić nosem, to gdybym miał się zatrzymać na emocjonalnym okazywaniu swojego niezadowolenia, może nadal mógłbym się określać mianem wiernego kibica, ale na pewno nie chrześcijanina.

My, kibice piłkarscy, znający „Orły Górskiego” z opowieści naszych ojców i TVP Historia przyzwyczailiśmy się do porażek kadry narodowej. Dobry występ na ostatnich Mistrzostwach Europy permanentnej wiosny nie uczynił, ale jak pisał Piotrek Żyłka chwilę po porażce z Kolumbią, „żyjemy w kraju, w którym wszyscy w swoich głowach są najlepszymi papieżami, prezydentami, selekcjonerami reprezentacji i samymi reprezentantami”.

Czasem warto wracać do mądrości tych, którzy to nasze „ciężkie” życie przeżywali przed nami i za niedawno wspominanym, przy okazji 18. rocznicy śmierci, księdzem Tischnerem, powtórzyć: „Kibicu, może i masz rację, ale jakie z tego dobro?”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail