Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Miał żyć kilka tygodni, a właśnie skończył rok! Chronią go Maryja i św. Szarbel

© Ségolène de Cacqueray
Udostępnij

To jest wielka walka o małego Kosmę, który ma szczególną relację z Niebem. „Nigdy nie wiedzieliśmy, czy dziś przyjdzie nam się cieszyć, czy płakać” - rodzice chorego chłopca dają piękne świadectwo wiary.

Mały Kosma (fr. Côme, czyt. kom) urodził się z poważną niewydolnością nerek. Lekarze rozłożyli ręce, nic nie mogli zrobić. Jednak wkrótce wyniki badań wprawiły wszystkich w zdumienie. Niedawno chłopiec skończył rok. Nie przestaje się uśmiechać… Oto opowieść jego rodziców.

 

Aleteia : Jak moglibyście przedstawić Kosmę?

Ségolène et Aurélien de Cacqueray: Urodził się 6 czerwca 2017 roku z deformacją dróg moczowych, chorym pęcherzem i nerkami. Urodził się w Paryżu, 300 kilometrów od naszego domu, swoich braci i siostry. Miesiąc po operacji i leczeniu lekarze powiedzieli nam, że niewydolność nerek jest zbyt poważna i nie mogą nic dla niego zrobić. Od 12 lipca Kosma został więc poddany leczeniu paliatywnemu.

Zrobiliśmy wszystko, żeby sprowadzić go do domu, by mógł żyć w rodzinie. Lato minęło i Kosma wciąż był z nami. Słaby, ale był! Lekarze nam powiedzieli, że będzie coraz więcej spał i coraz mniej jadł. Jednak budził się często i pił z butelki małe porcje. Ku naszej wielkiej radości i swojemu zaskoczeniu, pod koniec września lekarze oznajmili nam, że stan jego nerek bardzo się poprawił, mały będzie żył! Zwycięstwo, mały Kosma jest prawdziwym wojownikiem. Chronili go Matka Boża i św. Szarbel.

Co zadziwiło lekarzy?

Niewydolność nerek powoduje wiele negatywnych skutków: opóźnienie wzrostu, obniżenie masy mięśniowej, brak apetytu… Badanie stężenia kreatyniny we krwi pozwala ocenić stopień niewydolności. U dziecka jej poziom powinien wynosić ok. 40, u dorosłego między 100 a 120 (o ile dobrze pamiętam, nie jesteśmy lekarzami).

U Kosmy, tydzień po urodzeniu, poziom kreatyniny był podwyższony do 480. Potem obniżył się do 270 i ustabilizował się po dializie, którą miał w czerwcu. Był o wiele za wysoki jak na dziecko, jego krew była zatruta. Lekarze nic nie mogli zrobić dla tak małego dziecka. Wyjaśnili nam, że mały ma przed sobą do kilku tygodni życia. We wrześniu skończył trzy miesiące…

Lekarze znów pobrali mu krew. Poziom kreatyniny spadł do 200, a pod koniec miesiąca do 125. Nerki Kosmy podjęły więc pracę, nie w takim stopniu wprawdzie, by mógł żyć bez lekarstw, ale wystarczająco, by jego życiu nie groziło już niebezpieczeństwo. Lekarze nie mogli wyjaśnić, skąd ta nagła poprawa. W raporcie szpitalnym napisano: „Poziom kreatyniny spadł w sposób zadziwiający”.

Pielęgniarki w szpitalu przepadają za Kosmą.

Bo nie stwarza problemów. Mało płacze, nawet podczas zabiegów, zmiany opatrunków, zastrzyków. Ma takie głębokie spojrzenie, szuka innych wzrokiem i nie odpuszcza! Łatwo się śmieje i uśmiecha. Kiedy jedziemy do szpitala, wszystkie pielęgniarki, które się nim zajmowały przez półtora miesiąca, przychodzą go zobaczyć. Bardzo się do niego przywiązały. Pożegnały się z nim, kiedy zabieraliśmy go w lipcu. Teraz jest trochę jak maskotka!

Jak przeżywaliście ten czas, skąd braliście nadzieję?

Kiedy człowiek znajdzie się w takiej sytuacji, możliwe są dwie reakcje: załamuje ręce, mówi sobie „Dlaczego ja?”, zamyka się i odwraca do Boga. Trzeba się modlić, mieć nadzieję. Liczyć na bliskich, rodzinę, przyjaciół. Dziękujemy, że tak nas wsparli. Każdy dzień z Kosmą jest małym zwycięstwem.

Oczywiście, bardzo doświadczyły nas diagnozy lekarzy, ale nawet w najgorszych momentach trzeba zachować wiarę. Bardzo wspierał mnie mój mąż, nigdy nie stracił nadziei. I opierałam się na nim, kiedy nie mogłam już powstrzymać łez. Dzieciom mówiliśmy: „Bóg powierzył nam Kosmę i musimy go kochać z całego serca i jakby krótkie nie było jego życie, musimy zrobić dla niego wszystko”.

Każdego dnia cieszyć się jego obecnością. I jeśli dobry Bóg go zabierze, to znaczy, że mały ma do spełnienia ważniejszą misję w Niebie. Czytaliśmy „Gasparda między Ziemią i Niebem” („Gaspard, entre terre et ciel”). To nam bardzo pomogło w trudnych momentach. Dzięki jemu i jego rodzicom za przykład. Gaspard musi czuwać nad Kosmą z nieba i jego misja jeszcze długo się nie skończy.

 

Jak przeżywa to jego rodzeństwo?

Jego dwaj bracia i siostra przechodzili ciężkie chwile po jego narodzinach. Byliśmy oddzieleni przez półtora miesiąca i widzieli go tylko przez dwie godziny, gdy Kosma miał dwa tygodnie. Nie mogli się doczekać, kiedy ich braciszek wróci do domu. Nigdy nie stracili nadziei.

Starszy, 7,5-letni syn lepiej niż pozostała dwójka rodzeństwa rozumiał, co się dzieje. Ale wszystkie dzieci były bardzo tą smutną sytuacją poruszone. Dziś, każdego dnia mamy powód do radości. Korzystają z każdej chwili, kiedy mogą być z braciszkiem. Wiedzą, że umknął śmierci i cały czas się modlą, by całkowicie wyzdrowiał.

Kosma przybliżył was do Boga?

Przybliżył nas do Boga w tym sensie, że każdego dnia patrzę na moje dziecko i dziękuję Bogu za ten wspaniały prezent. Pozwolił nam zrozumieć kruchość życia. Aż do tych narodzin mieliśmy, jak wszyscy, różne trudności, ale gdy chodzi o życie dziecka, można czuć się kompletnie bezradnym, to nas przerastało. Jedynie modlitwy i miłość, którą mogliśmy mu ofiarować, dawały nam nadzieję.

W jaki sposób pomogła wam wiara?

Przede wszystkim byliśmy przekonani, że Matka Boża chroni Kosmę. Nawet jeśli by umarł, wiedzieliśmy, że przyjmie go do siebie. Kiedy tylko mogliśmy, śpiewaliśmy małemu, kiedy był jeszcze w inkubatorze, pieśń maryjną.

Potem powstał łańcuch modlitw w intencji naszego synka i nie mogliśmy uwierzyć, w jakich miejscach się za niego modlono. A to gdzieś odprawiono mszę, a to w jakiejś szkole dzieci modliły się za niego i rysowały mu obrazki. To nam dodawało siły. Poczuliśmy, że nie jesteśmy sami w tej walce, to było wzruszające. Codziennie dochodziły jakieś nowe wiadomości, tak dobre, jak złe… Nigdy nie wiedzieliśmy, czy dziś przyjdzie nam się cieszyć, czy płakać… Ale cały czas powierzaliśmy Kosmę Bogu.

Jeśli musiałby umrzeć, to z pewnością dla większego dobra w Niebie. Jeśli ma wyzdrowieć, to znaczy, że ma misję tu, na ziemi. Wsparło nas też wielu zaprzyjaźnionych księży. Sakramenty, które przyjął mały, bardzo nam pomogły. Był ochrzczony w szpitalu po narodzinach i przed rozpoczęciem dializy. W sierpniu udzielono mu sakramentu chorych. To go wzmocniło. Został żołnierzem Chrystusa. Silniejszy o łaskę.

Jaka modlitwa wam pomaga?

Nowenna do św. Szarbela i gdy modlimy się do niego, namaszczając małego olejem św. Szarbela.

Dlaczego wybraliście właśnie tego świętego?

Gdy mały się urodził i zrozumieliśmy powagę sytuacji, wiele osób mówiło nam, że modlą się do różnych świętych. Przyjaciółka przysłała nam modlitwę i olej św. Szarbela. Spotkała libańskie małżeństwo, opowiadali o świętym, za którego wstawiennictwem dokonują się cuda. Nasza przyjaciółka opowiedziała o Kosmie.

Mężczyzna pojechał po buteleczkę oleju i obrazek świętego pustelnika. I przywiózł jej to, by nam przekazała. Życie tego świętego szczególnie nas zainteresowało i zdecydowaliśmy powierzyć mu los naszego synka. Odmówiliśmy nowennę w jego intencji w sierpniu. Powtarzaliśmy modlitwy, znaleźliśmy małą figurkę mnicha i ustawiliśmy ją naszym kąciku modlitwy.

Jakie słowa najtrudniej było wam przyjąć?

Chyba te, gdy lekarze powiedzieli, że już nic więcej nie mogą zrobić… Że postarają się tylko, by nie cierpiał. Nie podważam ich diagnozy. Skonsultowaliśmy się nawet z innym dużym paryskim szpitalem, by zbadali sytuację. Potwierdzili, że w sytuacji, w jakiej był, Kosma powinien umrzeć.

Jakie słowa was wzmocniły?

Po diagnozie lekarzy pojechaliśmy do pobliskiego opactwa w Fontgombault. Potrzebowaliśmy wsparcia duchowego. Ksiądz przyjął nas z mnichem, który skończył medycynę. Nie widział wyników badań naszego synka, ale potrafił dać nam nadzieję. „Wiecie, do 3 roku życia wszystko może się zmienić, nie przestawajcie się nim zajmować”.

Co mówiliście innym po narodzinach synka?

Oczywiście, nasi bliscy i przyjaciele byli ciekawi, co i jak. Trudno nam było o tym mówić, wszystkich informować, bo sytuacja zmieniała się z godziny na godzinę. Założyliśmy na Facebooku stronę „Petit Côme” i tam zamieszczaliśmy wiadomości, każdy mógł przeczytać. Strona jest często odwiedzana.

Jak patrzycie w przyszłość?

Cieszymy się każdym dniem. Możemy sobie wyobrazić przyszłość z Kosmą, co już jest radością, jakiej nie mogliśmy sobie nawet wyobrazić zeszłego lata. Wiemy, że jeśli jego stan się pogorszy, będzie mógł być dializowany. Trzeba będzie przeorganizować życie rodzinne, bo mieszkamy z dala od szpitala, gdzie można by małego poddać dializie. Ale raczej jesteśmy spokojni.

Jaki był najradośniejszy moment w ciągu tych ostatnich miesięcy?

Wiele ich było. Każdy powrót ze szpitala do domu jest świętem! Ale tego roku pasterka była dla nas szczególnym przeżyciem. Staliśmy przed żłóbkiem, przed maleńkim Jezusem, który właśnie się urodził i trzymaliśmy w ramionach naszego słabiutkiego Kosmę. Nigdy nie przeżywaliśmy w ten sposób Bożego Narodzenia. Piękne wspomnienie. Dziś Kosma bez przerwy się uśmiecha, bawi się, ma takie głębokie spojrzenie, jak św. Tereska od Dzieciątka Jezus jako dziecko. Wydaje się o kilka długości do przodu, ma szczególną relację z Niebem.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.