Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Szał wyprzedaży. Jak nie stracić głowy między sklepowymi półkami?

SZAŁ WYPRZEDAŻY
EAST NEWS
Udostępnij

Podstawowa i najważniejsza zasada, która pomoże uchronić się nieco przed kuszącymi ofertami marketingowymi to świadomość własnych, autentycznych potrzeb w zestawieniu z finansowymi możliwościami.

Czy można oprzeć się wyprzedażom?

Nie od dzisiaj wiadomo, że para butów kosztująca 100 zł nie wygląda tak bardzo atrakcyjnie, jak ta sama para w tej samej cenie, ale jeszcze dodatkowo z przekreśloną ceną 200 zł. Zupełnie inaczej też odbiera człowiek cenę 9,99 zł, niż 10 zł, a niby to żadna różnica. W myśl zasady, że reklama to dźwignia handlu, specjaliści od marketingu nieustannie ścigają się w wynajdywaniu sposobów na zwrócenie naszej uwagi i zachęcenie do zakupu produktu. Zapewne wielokrotnie każdy mógł odczuć, jak różne techniki promocji produktu zostały na nim zastosowane i jak trudno jest się im oprzeć. Czy to w ogóle możliwe?

Nieprzypadkowo ceny w postaci „6,99 zł” nazwano cenami psychologicznymi. Całość stosowanych przez marketingowych specjalistów działań to nic innego, jak znajomość zasad rządzących ludzką psychiką i ich umiejętne wykorzystanie. Człowiek pod tego typu względami nie jest skomplikowaną istotą. Rządzą nim jego potrzeby i chęć ich zaspokojenia.

Same zaś potrzeby mnożą się w bardzo dobrym tempie, skutecznie pobudzane i wzmagane przez szukających zysku producentów. Nie można mieć im tego za złe – przecież w dany sposób oni sami mogą zrealizować własne potrzeby. I tak koło się zamyka.

 

Marketingowe sztuczki – dobrze je znać

W codziennym wymiarze marketingowe sztuczki są raczej nieszkodliwe, choć może nieraz nieco irytujące. W skrajnych przypadkach mogą jednak doprowadzić do bardzo poważnych konsekwencji. Coraz powszechniej występuje przecież w Europie zjawisko zakupoholizmu przy jednocześnie rosnącym zadłużeniu społeczeństwa.

Potrzeby konsumpcyjne stały się niezbędne do zaspokojenia, a brak funduszy na to nie hamuje tego pędu, ponieważ nie brakuje banków skorych do udzielania kredytów. O ile taka pożyczka może być doskonałym rozwiązaniem przy inwestowaniu, o tyle pożyczanie pieniędzy w celach konsumpcyjnych często kończy się finansowymi problemami. Tutaj też działa dobrze reklama i różne spoty zachęcające do wzięcia kredytu na wakacje czy remont, które sugerują, że spłatą nie trzeba się martwić. Banki jednak darowizn rozdawać nie zamierzają i pieniądze w końcu muszą być zwrócone, co niejednokrotnie spotyka się z tematyką upadłości konsumenckiej.

Jak zatem ustrzec się przed niebezpieczeństwem zbyt wielkiego wpływu marketingowych sztuczek? Do konkretnego produktu czy usługi najprościej przekonuje się osoby, które są nieświadome swoich rzeczywistych potrzeb. Wystarczy wtedy wykreować w nich przekonanie, że dana rzecz jest niezbędna im do funkcjonowania. Inny sposób to wspomniane na początku przedstawienie towaru, jako dostępnego po okazyjnej cenie (niezależnie od jego prawdziwej wartości).

 

Czy faktycznie oszczędzamy na przecenach?

Humorystyczne w tym wszystkim jest to, że po zakupie czegoś z przeceny człowiek ma poczucie, że „zaoszczędził”. Rzeczywiście, nabycie potrzebnego produktu po niższej cenie można nazwać zaoszczędzeniem. Ale czy tak samo można nazwać zakupienie na wyprzedaży czegoś, czego w zasadzie w ogóle nie potrzebowaliśmy?

Zatem podstawowa i najważniejsza zasada, która pomoże uchronić się nieco przed kuszącymi ofertami marketingowymi to świadomość własnych, autentycznych potrzeb w zestawieniu z finansowymi możliwościami. Nieograniczony konsumpcjonizm prowadzi ostatecznie do bardzo negatywnych efektów w życiu i relacjach człowieka.

Nie da się zupełnie wyeliminować możliwości bycia złapanym na haczyk jakiegoś znawcy tematyki promocji i marketingu. W tej kwestii jesteśmy bardzo podobni i bardzo podobnie reagujemy.

Uświadamiając sobie to, czego naprawdę potrzebujemy i wyznaczając granice swoim pragnieniom można jednak zmniejszyć wpływ technik przez nich wykorzystywanych. Nie każdy przecież produkt jest nam niezbędny i nie każda wyprzedaż konieczna do odwiedzenia. Nie musimy przecież reagować na słowo „SALE” jak byk na czerwoną płachtę torreadora.

Czytaj także: Gdy zakupy stają się ucieczką od problemów… Kiedy grozi nam zakupoholizm?

Czytaj także: Katoliczka na zakupach. Bliżej ci do zakupoholizmu czy… reżimu ubóstwa?

Czytaj także: Jak często kupujesz dla Miecia? (Pewnie się zastanawiasz, kim jest ten Miecio!?)

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail