Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Wyciskacze łez, „Hallelujah”, estradowa playlista i… ślub. Komentarz pewnego organisty

PIEŚNI NA ŚLUBIE
Josh Applegate/Unsplash | CC0
Udostępnij

Sezon ślubny w pełni. Większość forów aż huczy od ciągłego narzekania w stylu: „i ona mówi, że chce Hallelujah”. Nie ma co ukrywać, problem jest i to bardzo poważny, bowiem ukazuje podział wewnątrz środowiska muzyków kościelnych.

Ostatnio znajomy podesłał mi kilka komentarzy z „okołoweselnej grupy wsparcia”. Celowo parafrazuję nazwę, bo korzystający z tejże grupy zdają się nie widzieć różnicy między ślubem (sakrament małżeństwa), a weselem (przyjęcie dla gości).

Jakie piosenki będą u was na weselu w kościele, macie może polecić jakąś skrzypaczkę, czy znacie kogoś, kto zaśpiewa pięknie „Can you feel the love?”.

Mniej więcej takie pytania tam się pojawiają. I niech się trafi jakiś rozsądny człowiek (mój kolega organista), który odezwie się w obronie poprawności liturgicznej. W odpowiedzi usłyszeć można:

Wesele to uroczystość młodych i to oni decydują co będzie grane. Płacę i wymagam. Księżom i organistom to się w d*** poprzewracało.

Mam wrażenie, że to właśnie młodym się właśnie poprzewracało.

Śluby przed ołtarzem zaczęto traktować jedynie jako konieczny dodatek do festiwalu wzruszeń, tysięcy prezentów i rodzinnych wspomnień. W ten sposób msza ślubna „utraciła” swój charakter ofiarny, gdyż w centrum nie ma Boga, który z MIŁOŚCI przelewa na krzyżu krew. Są za to nowożeńcy, których miłość formalizuje się przez podpisanie dokumentów. Co za tym idzie – poważna zmiana percepcji całej uroczystości. Pojawia się kwestia muzyki, która przestaje być integralną częścią liturgii, a staje się niezbędnym sposobem do wyciśnięcia łez gości. Nupturienci przychodzą do muzyka kościelnego ze swoją „playlistą”, na której próżno szukać pieśni. Bowiem poza oazowymi przyśpiewkami i wyborem dzieł klasyków muzyki (co się szanuje!) można spotkać przeróżne perły muzyki świeckiej, zdecydowanie i w zamyśle autorskim przeznaczone na estradę.

Najgorsze jest to, że na wykonanie tych kawałków świeckich pozwalają rządcy parafii i, to chyba największy wstyd, sami organiści. Powody najczęściej są banalne – brak wiedzy liturgicznej, lęk przed problemami medialnymi („Dramat nowożeńców: ksiądz i organista zabraniają wykonania pieśni ślubnej”) oraz niestety kwestie finansowe. Te ostatnie cisną mi na usta dwa słowa – muzyczna prostytucja. Jak inaczej określić postawę człowieka, który zgadza się na gwałt na liturgii za 50 złotych ekstra? Rozumiem, że w tym zawodzie majątku się dorobić raczej nie sposób, lecz chyba każdy wybierając tę drogę, był tego świadom. Brakuje pieniędzy – nie kupcz liturgią.

Kapłan naciąga przepisy – to jego sumienie. Ty staraj się o muzykę troszczyć. Może czasem potrzeba rozmowy z duszpasterzami odnośnie muzyki. Przecież to muzyk kościelny ma być biegły w jej prawidłach i wiedzą swą wspierać księży. Warto również przygotować listę propozycji dla nowożeńców – niech znajdą się na niej zarówno pieśni tradycyjne, jak i wybór literatury organowej solowej lub z towarzyszeniem instrumentów.

Nie róbcie z Domu Ojca mego jaskini zbójców – dom mój domem modlitwy jest.

Ktoś dzisiaj napisał bardzo bolesne i uderzające słowa, że mszę i liturgię traktuje się jak śmietnik. Powiem tylko, że śmietnik u mnie pod blokiem został niedawno odmalowany i odnowiony. Czekajmy więc na odnowę nie tylko liturgii, ale przede wszystkim duchowości i zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

Wpis został pierwotnie opublikowany na fanpage „Śpiewaj ze zrozumieniem”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail