Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Matki „siedzą w domu”? Nie znam takiej

MATKA NAD MORZEM
Daiga Ellaby/Unsplash | CC0
Udostępnij

Choć matce odpoczynek się nie należy, to ojcu jest on niezbicie potrzebny. Trzeba tego przypilnować. Trzeba stworzyć mu warunki, aby się wysypiał, aby miał co jeść, aby dbał o kondycję. Musimy czuć się zobligowane. Wsuwamy zapałki między oczy i matkujemy dorosłym mężczyznom. Przecież on pracuje. Jest zmęczony. Musi odpocząć.

Jestem mamą, więc siedzę w domu. Przyznam jednak, że różnie z ową statycznością bywa. Dziś na przykład siedziałam aż piętnaście minut – tyle czasu trwała drzemka mojego syna. Zdążyłam zrobić sobie śniadanie i je zjeść. Zdążyłam zaparzyć kawę. Usiadłam i trwałam tak dopóty, dopóki z pokoju obok nie wydobył się cichutki głosik. Przez resztę dnia uwijałam się wśród rozmaitych zadań okołodomowych – myłam, prałam, gotowałam, przewijałam, rozbierałam, ubierałam, kąpałam, usypiałam, woziłam, robiłam zakupy. Pracowałam na pełnych obrotach, głównie idąc lub stojąc, nosząc lub schylając się. Pracowałam ciężko. Któż jednak nazwałby to w ten sposób?

 

Bycie mamą to nie praca?

Dobrze znamy to sformułowanie: siedzimy w domu. Siedzimy, w domyśle – nie pracujemy. Co zatem dzieje się z tysiącami kobiet, które każdego dnia wstają wcześnie rano i zasypiają niegodziwie późną porą z przyczyny prozaicznej i cudownej zarazem – ponieważ są matkami? Mimo dwudziestego pierwszego wieku i ogólnego ludzkiego ogarnięcia, wciąż ciężko jest zintegrować domysły z faktami.

Matki są całkowicie oddane swojej misji. Zajmują się dziećmi, robią to na pełny etat, opierając się niejednokrotnie prawom fizjologii. Chodzą zmęczone, choć tak naprawdę nikt nie wie, w którym momencie nastąpiło wyczerpanie. Wszędzie przecież mówią, że bycie mamą to najcudowniejsza rzecz, jaka je spotkała.

Bycie mamą to nie praca. Dlatego też, matki – moja, twoja, ty sama – nie zasługują choćby na najniższą pensję krajową. Choć jesteśmy niemożliwie dobre w tym, co robimy, wciąż brakuje światu słów i wyobraźni, aby jakkolwiek uhonorować to zajęcie.

 

Mama nie potrzebuje wolnego

Matki traktowane są niewyobrażalnie absurdalnie. Stało się to kulturową normą, choć przyznam – nie rozumiem, jak w ogóle do tego doszło. W świadomości społecznej kobiety, które mają dzieci, nie zasługują na odpoczynek od zajmowania się nimi. Tzn. nie zasługują na wolny weekend albo kilka chwil relaksu w ciągu dnia. W wielu przypadkach domaganie się tegoż interpretowane jest jako skrajny egocentryzm. Bycie matką i alarmowanie swoich potrzeb? To się nie klei.

Sytuację podkręca kultywowane (głównie przez starsze pokolenie kobiet) zdanie, że choć matce odpoczynek się nie należy, to ojcu jest on niezbicie potrzebny. Trzeba tego przypilnować. Trzeba stworzyć mu warunki, aby się wysypiał, aby miał co jeść, aby dbał o kondycję. Musimy czuć się zobligowane. Wsuwamy zapałki między oczy i matkujemy dorosłym mężczyznom. Przecież on pracuje. Jest zmęczony. Musi odpocząć. Przesypiać całe noce wcześniej niż wasz syn lub wasza córka.

 

Obalić Wielkiego Krytyka

Bywa, że kobiety same nie widzą, nie rozumieją i najzwyczajniej w świecie nie deklasują Wielkiego Krytyka, który rozstawia je po kątach, nakazując wytrzymywać wszystkie niedogodności i dbać o ogólne zadowolenie reszty świata. Nieprawdopodobne jest to, jak bardzo wzmacniamy jego obciążający głos. Jak ufnie spoglądamy w jego wysysające oczy.

Płacimy za to wielką cenę, m.in. odbieramy sobie wolność w przeżywaniu macierzyństwa. Pozbawiamy się naturalnego balansu, pragnień innych niż tych „maminych”, kontaktu z własnymi emocjami. Toniemy w hasłach pokroju „powinnaś”, „musisz”, „nie jesteś”, „masz to zrobić”. Hamujemy w sobie samorodzącą kobiecą ekspresję, której jednym z efektów jest wyrysowanie nowych ścieżek myślowych na temat tego, czym jest macierzyństwo.

Bo nawet jeśli nie jest pracą zawodową, nikt nie ma prawa umniejszać kobiecego wkładu i kobiecych potrzeb w realizowaniu tego konkretnego doświadczenia. Nikt nie ma prawa nakładać na kobiety ciężarów nie do udźwignięcia i nazywać ich macierzyńskim poświęceniem lub mamić je innym wyrażeniem – wytrychem. Nikt nie ma prawa mówić nam, że macierzyństwo powinno być heroiczne. Na początku niech bowiem będzie szczęśliwe. Zrównoważone. Pełne wsparcia i otwartości na zaangażowane ojcostwo. Niech będzie sięganiem.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail