Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Miesiąc po ślubie, a ty jesteś rozczarowana małżeństwem? Nie ty jedyna!

KRYZYS MAŁŻEŃSKI
Shutterstock
Udostępnij

W ocenie mojej i mojego męża byliśmy całkiem nieźle przygotowani do małżeństwa - w części teoretycznej. Dużo rozmawialiśmy o naszym podejściu do ważnych spraw, odbyliśmy świetny kurs przedmałżeński w warszawskiej świętej Annie. Ale mimo zaliczonej części teoretycznej, pierwsze miesiące były dla mnie bolesnym zderzeniem z własnymi oczekiwaniami…

„Żeń się, żeń! Dlaczego masz mieć lepiej ode mnie?” – usłyszałam kilka razy przed naszym ślubem od zamężnych kolegów/koleżanek, którzy pół ironicznie, pół na poważnie narzekali sobie na swój zaobrączkowany już świat. Że to niby czasy panieńskie/kawalerskie były błogie i beztroskie.

Nie ma się co dziwić, małżeństwo bywa często definiowane jako ciągła harówka, równia pochyła i sztuczny stan, zniewalający szczęśliwego człowieka.

Dlaczego więc ludzie o zdrowych zmysłach porzucają swoje dotychczas wygodne życie, narażając się na możliwość doświadczenia powszedniej irytacji, niezrozumienia, głębokiej samotności – pomimo mieszkania pod jednym dachem z tzw. najbliższą osobą? Czy to znaczy, że miłość w pewnym momencie się kończy?

Powiedziałabym raczej, że zderza się z inną potężną rzeczywistością, zwaną oczekiwaniami, które potrafią szybko i skutecznie zagłuszyć radość ze wspólnej walki.

 

Teoria jedno, życie drugie…

W ocenie mojej i mojego męża byliśmy całkiem nieźle przygotowani do małżeństwa – w części teoretycznej. Dużo rozmawialiśmy o naszym podejściu do ważnych spraw, odbyliśmy świetny kurs przedmałżeński w warszawskiej świętej Annie. Od wielu lat słuchaliśmy świadectw innych braci w naszej wspólnocie i wiedzieliśmy, że małżeństwo to nie tylko fiołki i róże, ale też codzienne niedogadania, troski finansowe, problemy z dziećmi, jednym słowem to, co chrześcijanie nazywają krzyżem. Ale mimo zaliczonej części teoretycznej, pierwsze miesiące były dla mnie bolesnym zderzeniem z własnymi oczekiwaniami…

Dobra wiadomość: warto walczyć z nimi właśnie, a nie ze współmałżonkiem! Poniżej kilka prostych metod.

To wszystko nie jest łatwe, ale skoro miłość jest potężniejsza niż śmierć, to musi przejść przez próbę ognia…

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail