Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

4 rzeczy, których nie chcesz wiedzieć o byciu youtuberem

NAGRYWANIE FILMÓW NA YOUTUBE
Udostępnij

Czy robienie YouTube'a jest fajne? Jest. Ale na pewno nie jest zajęciem łatwym i komfortowym.

Śmieję się czasem, że mój kanał jest najwolniej rozwijającym się kanałem na polskim YouTubie. Założyłam go cztery lata temu, ale dopiero teraz powoli zaczyna docierać do szerszej publiczności. To nauczyło mnie pierwszej ważnej rzeczy na YouTubie – cierpliwości do siebie samej.

Ciągle się uczę, a każde nagranie to kolejne warsztaty. Próbuję nowych ustawień, nowych koncepcji, podpatruję montaże innych twórców. Walczę z obawami przed nagrywaniem vlogów na mieście i uczę się mówić o życiu w sposób lekki, pozytywny i budujący. Dla Polki chyba nigdy nie będzie to tak proste, jak dla Amerykanów ;).

Ale żeby pozytywów nie było za dużo, opowiem dziś o tej trudniejszej stronie jutubowania.

 

Po pierwsze: Nic bez porażki

Zaczynając, wydawało mi się, że moje nagrania są genialne. Dziś podziwiam ludzi, którzy byli w stanie je oglądać. Słaby dźwięk, dziwne kadry, brak montażu i treść, która mogłaby się obronić co najwyżej na jakimś kółku studenckich zainteresowań.

Pocieszam się tym, że mało kto, myśląc o YouTubie, ma już własny sprzęt, potrafi ustawić światło i składnie wypowiada się przed kamerą. Ja zaczęłam od pożyczanej lustrzanki, aż w końcu kupiłam pierwszego w życiu smartfona. Ustawiałam go na stosie książek i opierałam o kubek z kawą.

Ale najtrudniejsze w filmowaniu nie jest włączenie kamerki na telefonie ani odwaga, ale składne budowanie treści i naturalność. Mam czasem wrażenie, że YouTube jest uniwersytetem wiedzy człowieka o nim samym, jego emocjach, fobiach, lękach i wyobrażeniu o świecie. Nic lepiej nie wyciągnie z nas naszych słabości. No, może poza małżeństwem :).

Sama dzięki filmom zrozumiałam, jak bardzo szukam akceptacji, jak brakuje mi odwagi do mówienia głośno o tym, co myślę, jak bardzo się spinam, ale też jak kiepsko się maluję i ubieram :). Bez setki porażek pewnie dalej malowałabym oczy czarną krechą i starałabym się zadowolić wszystkich wokół.

 

Po drugie: budowanie treści

Z perspektywy widza może się wydawać, że nagranie „gadanego” filmu to zwykłe siedzenie przed aparatem i opowiadanie. Ale rzadko kiedy tak to wygląda. Żeby w ciągu kilku lub kilkunastu minut ciekawie i sensownie opowiadać, trzeba wiedzieć, o czym się mówi. A do tego trzeba się przygotować. Czasem wystarczy stworzenie planu, czasem konieczny jest research. Czasem uda się za pierwszym razem, czasem mimo nagrania filmu cztery razy, wszystkie wersje trafią do kosza (screen z takiej sytuacji przydał się do ilustracji tego tekstu).

Bo żeby nagrać film, trzeba mieć pomysł. Obmyśleć go kilka razy od każdej strony. Spisać związane z nim myśli. Skreślić te, które są głupie albo nie nadają się do publicznej wiadomości 🙂 A potem zastanowić się, jak je ze sobą zestawić. W końcu będziemy potrzebować planu wypowiedzi albo inaczej – scenariusza.

Musimy mieć bardzo klarowną wizję tego, co, dlaczego i jak chcemy opowiedzieć. Od czego wychodzimy i do czego zmierzamy. A przede wszystkim, musimy wiedzieć, jaka jest główna myśl, którą przekazujemy w filmiku. To wokół niej wszystko będzie się kręcić. Według mnie to trudniejsze niż pisanie. Pisząc, możemy się poprawiać, edytować. Wrócić do tekstu, a nawet poprawić coś po publikacji. A film nagrywa się raz.

 

Po trzecie: technika

Technika to temat rzeka. Zawiera się w niej przygotowanie planu, kadru, oświetlenie, dźwięk, montaż i masa drobiazgów, dzięki którym ostateczny produkt można pokazać światu. Przy nagrywaniu trzeba mieć oczy dookoła głowy. Szczególnie, kiedy ogarniasz wszystko sama (lub sam).

Problem zaczyna się, kiedy w trakcie nagrania wyłącza się mikrofon, rozładowuje się bateria aparatu, burza zabiera ci całe słoneczne światło albo mylisz pliki video i usuwasz nie ten, który trzeba.

Proces uczenia się jest skomplikowany, bo obejmuje opanowanie sprzętu, montaż, podstawy grafiki i obróbkę zdjęć. Ale przy okazji człowiek nabiera szacunku do vlogerów, którzy potrafią publikować filmy codziennie. I codziennie rozwalać system ciekawymi pomysłami.

 

Wnętrze publiczne

Czasem, kiedy myślę o nagraniu filmu, mam ochotę nie robić tego już nigdy więcej. Czuję się bezsilna i mam dość. Ilość komponentów, od których zależy efekt, jest naprawdę duża. Ale najtrudniejsza nie jest wcale technika, warsztat, doświadczenie, pomysłowość czy umiejętność opowiadania historii. Najtrudniejsze jest wystawianie swojego wewnętrznego świata na ogląd publiczny.

Z jednej strony daje to niesamowitą radość, bo okazuje się, że wiele osób myśli i czuje podobnie. Z drugiej strony regularna konfrontacja potrafi wykończyć najtwardszych graczy.

Nie wiem, czy cała ta zabawa jest tego warta. Coraz mocniej się nad tym zastanawiam. Kiedy tylko dojdę do wniosków, zaraz wam zamelduję. Tymczasem życzę wam całej masy odwagi do poszukiwań i do niezmuszania się. To bardzo przydatne, nie tylko youtuberom 😉

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail