Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak eks-blondynka spełniła marzenia i… poprowadziła Song of Songs?

FESTIWAL SONG OF SONGS
fot. J. Słowik
Udostępnij

Chcesz zobaczyć uśmiech Boga, powiedz mu o swoich marzeniach... i skacz pod sceną! – pisze Weronika Kostrzewa, która wymarzyła sobie, że poprowadzi Song of Songs w Toruniu. I stało się!

Niewysoka blondyna z małego miasta, co roku, z wypiekami na twarzy oglądała relację z niezwykłego muzycznego festiwalu. Oczami wyobraźni widziała siebie na tej scenie. Ale że talentów muzycznych nie miała żadnych, widziała siebie w roli prowadzącej – w końcu od jakiegoś czasu planowała, że zostanie kiedyś dziennikarką. Po kilku latach wpatrywania się w ekran telewizora w końcu spakowała plecak i z koleżanką z podwórka, pokonując siłą lokomotywy 500 kilometrów, wysiadły na stacji Toruń Główny. Przez kolejne dwa dni podskakiwały pod samą sceną, wznosiły ręce, gdy artysta o to prosił i szybko uczyły się tekstów piosenek, by śpiewać razem z zespołami.

 

Song of Songs – festiwal świadectwo

Prawdopodobnie w Polsce były jakieś inne festiwale, może któryś mógł poszczycić się większą sceną, liczniejszą publicznością, czy mocniejszym nagłośnieniem. Song of Songs Festiwal – bo o nim mowa – nie musiał jednak spełniać kryteriów „naj”. On był świadectwem. Stara toruńska fosa pękała w szwach. Młodzi ludzie skakali, tańczyli, śpiewali. Razem z artystami zdzierali sobie gardła, ogłaszając toruńskiej starówce, że Jezus jest Panem. Nie rozchodzili się, gdy ze sceny schodził ich ulubiony zespół. Byli przez cały Festiwal, także wtedy gdy przedstawiciele różnych Kościołów chrześcijańskich razem modlili się na scenie.

Oczywiście, szumiąca w dole Wisła dodawała uroku, a przepiękne toruńskie Stare Miasto miało niepowtarzalny klimat – ale na Song of Songs czuć było obecność Boga. Nie może więc dziwić, że wspomniana blondynka jeszcze przez kilka miesięcy po powrocie nuciła, że „chce tak jak On, mieć tyle siły, by trwać”, nieco głośniej dodawała „ja zaufałem Twojej miłości, Panie mój” i do znudzenia – dla mniej cierpliwych znajomych – ogłaszała, że „tu gra idzie o wszystko, dlatego gra się ostro”.

Pod koniec lat 90., gdy Festiwal po raz pierwszy pojawił się na europejskiej mapie – bo był i jest jednym z największych na Starym Kontynencie – stał się drogą, która pozwalała młodym ludziom odnaleźć się w Kościele lub do niego wrócić. Polacy dorastający po ’89 roku, komunizm znali tylko z opowieści, a wiary w Jezusa nie traktowali jak manifestu przeciw narzuconej władzy. Relację z Bogiem musieli oprzeć na miłości. A jak wiadomo, to jedno z mocniejszych uczyć, które trudno włożyć w przygotowane wcześniej ramy.

 

Na Song of Songs czuć obecność Boga

Młodzi, zbuntowani, w ciężkich butach, zanim weszli do kościelnych ławek, by z pełnym skupieniem modlić się w ciszy, potrzebowali chwalić Boga, przekraczając 100 decybeli. Oczywiście, w programie Festiwalu były także zespoły dziecięce, chóry czy delikatne popowe dźwięki. Bo Song of Songs to różnorodność chrześcijańska i muzyczna. W praktyce taki program powoduje, że gdy ostatni artysta wieczoru uderza mocno w basy i perkusję, to pod sceną szaleją fani wszystkich poprzednich zespołów, czyli ciężkie buty dudnią obok zakonnego habitu i trampek wielbicieli Arki Noego.

Wróćmy jednak do blondynki, która pod festiwalową scenę wracała jeszcze nie raz. Ze smutkiem przyjęła informację o zawieszeniu kolejnych edycji Song of Songs w 2010 roku. Te czerwcowe wyjazdy do Torunia stały się już symbolem początku wakacji.

W czasie siedmiu lat festiwalowej przerwy wiele się zmieniło. Niska blondynka urosła o wysokość szpilki, czyli jakieś 9 centymetrów. Pofarbowała włosy na ciemny brąz i rzeczywiście została dziennikarką. Gdy w kwietniu 2017 roku dotarła do niej informacja, że Songs of Songs Festiwal wraca, zanotowała datę w kalendarzu i postanowiła uzbroić się w cierpliwość i czekać na TEN Festiwal. Z obliczeń wynikało, że będzie wtedy dopiero w czwartym miesiącu ciąży, czyli jeszcze na tyle wcześnie, by rytmicznie przytupywać pod sceną.

 

Song of Songs to nie jest zwykła impreza muzyczna

Miesiąc później zadzwonił telefon. „Poprowadziłabyś Song of Songs Festiwal?” – zapytał znajomy głos.

Gdy rok temu, z mikrofonem w dłoni, eks-blondynka, czyli ja, stanęłam na festiwalowej scenie w Toruniu, by oficjalnie rozpocząć Song of Songs po siedmioletniej przerwie, poczułam uśmiech Boga nad swoją głową. Nie mówiłam Mu o planach, mówiłam o marzeniach i robiłam swoje. On dołożył swoje 100 proc. Zaraz, zaraz, co do do tego ma Bóg, zapytają niektórzy?

To fakt, nie przeniósł mnie na tę scenę w magiczny sposób na skrzydłach anioła. Ale by rozumieć, ile On ma do tego, trzeba wiedzieć, że Song of Songs Festiwal to nie jest zwykła impreza muzyczna. Pod toruńskim niebem buduje się prawdziwe Nowe Jeruzalem, gdzie chrześcijanie stanowią jedno. Bez Boga to byłoby niemożliwe.

Do zobaczenia w Toruniu na Song of Songs Festiwal, 13-14 lipca!

Tags:
muzyka
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail