Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Teresa Lipowska i ślubne pomarańcze od ks. Twardowskiego

TERESA LIPOWSKA
EAST NEWS
Udostępnij

Małżeństwo Teresy Lipowskiej błogosławił ks. Twardowski. Po mszy wręczył małżonkom dwie pomarańcze, mówiąc: „Ja też jestem biedny i nie mogę dać wam większego prezentu. Ale weźcie pomarańcze, żebyście mieli we wspólnym życiu dużo słońca…”.

Ręcznie robione kwiaty z papieru, porcelanowe laleczki, fikuśne anioły rzeźbione w drewnie… – małe ważne cudeńka, które w domu Teresy Lipowskiej mają miejsce honorowe.

Nie wyrzucę ani jednej z tych rzeczy. Wszystko to są podarunki z serca, z wielkiej sympatii, można nawet powiedzieć: miłości, jaką dostaję od ludzi. A może to dostaje Barbara Mostowiak, nie ja? – zastanawia się aktorka.

Bo to właśnie rola Barbary Mostowiak, seniorki rodu Mostowiaków w serialu „M jak miłość”, przyniosła jej największą popularność.

 

Teresa Lipowska: Miała zostać lekarzem, została aktorką

Miała studiować medycynę i zostać pediatrą, jednak po dostaniu się do szkoły teatralnej, co od zawsze było jej wielkim marzeniem, myśl o zostaniu lekarzem porzuciła. Po ukończeniu Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi (oraz szkoły muzycznej, do której uczęszczała w tym samym czasie), przeprowadziła się do Warszawy. W stolicy jednak, chociaż miała dyplom z wyróżnieniem, o pracę łatwo nie było. Chodziła od teatru do teatru i praktycznie wszędzie spotykała się z tą samą reakcją: „My bierzemy tylko po warszawskiej szkole, ewentualnie po krakowskiej, ale po łódzkiej… No przykro nam, ale nie”.

Zatrudnienie znalazła dopiero w Teatrze Ludowym na Pradze. Tutaj też poznała swojego przyszłego męża, Tomasza Zaliwskiego, którego mocno kochała, chociaż – jak mówi – nie była to miłość od pierwszego spojrzenia: „Ona się rodziła we mnie stopniowo, z przyjaźni”. Tomasz, który również był aktorem, imponował kobiecie talentem, dobrymi manierami, a nade wszystko uczciwością – „u niego czasem była to wręcz chora uczciwość, ale wspaniała”.

 

„Ślub z niepraktykującym? Zabieraj jak najprędzej ręce z tego ognia piekielnego!”

Gdy młodzi postanowili wziąć ślub – kościelny, bo na takim jej zależało – pojawiły się problemy, gdyż narzeczony, chociaż wychowany w wierze katolickiej, ochrzczony i po Pierwszej Komunii, w pewnym momencie życia od wiary odszedł: „Nie był żadnym wojującym antyklerykałem. Po prostu stał obok”.

Kobieta poszła do parafialnego kościoła, aby przedstawić księdzu sytuację, jednak duchowny stwierdził, że ślubu nie udzieli. „Z niepraktykującym? Zabieraj jak najprędzej ręce z tego ognia piekielnego! Nie masz innych chłopaków?” – usłyszała. Zaskoczona reakcją kapłana przeprosiła grzecznie i wyszła. Udała się do innej parafii, ale tam również spotkała się z odmową.

I ktoś ze znajomych powiedział jej o ks. Janie Twardowskim: „To poeta, bardzo kocha aktorów i jest otwarty na ludzi niewierzących. Idź do niego”. Zachęcona tymi słowami ruszyła w kierunku kościoła sióstr wizytek na Krakowskim Przedmieściu. Spotkanie z ks. Janem pamięta do dziś. Przyjął ją bardzo serdecznie, uważnie wysłuchał i poprosił, by przyszła z narzeczonym. Ucieszyła się.

 

Teresa Lipowska i ślubne… pomarańcze od ks. Twardowskiego

Pan Tomasz początkowo miał opory: „Jak to? Po co?”, ale ostatecznie przystał na propozycję ukochanej. „Usiadłam w jednym pokoju, Tomek wszedł do drugiego. Mnie się wydawało, że ich rozmowa trwa wieki. Ale nie trwała… Po dziesięciu-piętnastu minutach wychodzi ksiądz Twardowski z Tomkiem i mówi: To na kiedy ustalamy datę ślubu?” – wspomina.

Do ołtarza poszła ubrana skromnie, ale szczęśliwa. Ślub odbył się oczywiście w kościele sióstr wizytek, udzielał go ks. Jan. Za sprawowany sakrament nie wziął od młodych żadnych pieniędzy – „powiedział, że nic nie trzeba”. Po mszy zaprosił małżonków do zakrystii i wręczył im dwie pomarańcze, mówiąc:

Ja też jestem biedny i nie mogę dać wam większego prezentu. Ale weźcie ode mnie te pomarańcze, żebyście mieli we wspólnym życiu dużo słońca, dużo słodyczy i dobre wspomnienie tego, coście tutaj przeżyli.

Świeżo upieczonym małżonkom niebawem urodził się syn, Marcin. Pani Teresa do dziś przechowuje listy, w których – mając lat kilka – pisał do niej: Pocałój mię na dobranoc.

Aktorka zagrała w ponad siedemdziesięciu filmach, na koncie ma kilkaset ról w spektaklach teatralnych i radiowych. Aktywnie wspiera akcje charytatywne, chętnie bierze udział w spotkaniach dla seniorów, organizowanych przez uniwersytety trzeciego wieku. Nie wyobraża sobie nie pracować. „Jeżeli w życiu robi się to, co się lubi, to człowiek tak bardzo nie odczuwa zmęczenia” – twierdzi. Dziś kończy 81 lat.

*Cytaty pochodzą z książki „Nad rodzinnym albumem. Teresa Lipowska w rozmowach z Iloną Łepkowską”, Wydawnictwo Dolnośląskie

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail