Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Rok z niemowlakiem w innym kraju? Blaski i cienie życia na emigracji (wywiad)

Podróż z maluchem
Udostępnij

American dream: życie w kraju dobrobytu i wolności jest marzeniem niejednej osoby. Magda i Rafał są małżeństwem z małym dzieckiem, które od roku mieszka w Nowym Jorku. Ich przygoda dobiega końca, i z tej perspektywy rozmawiamy z nimi o blaskach i cieniach życia na emigracji.

Kasia Wyszyńska: Powiedzcie proszę, jak to się stało, że znaleźliście się w Nowym Jorku?

Rafał: Trafiliśmy tu, ponieważ dostałem się na stypendium naukowe. Magdzie z kolei na większość tego czasu przypadł urlop macierzyński. Dzięki tym sprzyjającym okolicznościom mogliśmy skorzystać z możliwości wspólnego wyjazdu.

 

Blaski i cienie życia na emigracji

Brzmi jak duża szansa i ogromna przygoda. Co było najcenniejszym doświadczeniem minionego roku?

Magda: Bez wątpienia u Rafała są duże owoce naukowe, ale moim zdaniem największym dobrem tego wyjazdu było umocnienie naszej relacji. Mając małe dziecko i decydując się na wyjazd tak daleko od rodzinnego domu, wiedzieliśmy i doświadczyliśmy tego, że możemy liczyć tylko na siebie. To poczucie grania w jednej drużynie, świadomość, że mamy w sobie wsparcie, bardzo umacnia związek.

R.: Zgadzam się z Magdą. Dodam jeszcze, że dla mnie też dużą wartością była możliwość poznania innej kultury. Poza wyjazdami turystycznymi nie byłem wcześniej dłużej za granicą. Nowy Jork jest specyficznym, heterogennym miejscem, i w ciągu tego roku udało nam się odczuć klimat tego miasta. Muszę przyznać, że mimo początkowej niechęci, polubiłem Nowy Jork i jego mieszkańców. Jest tu na pewno dużo możliwości, ludzie są otwarci na nowe pomysły, na nowe idee, nie oceniają. Można tu doświadczyć wielu kultur, poznać ludzi z całego świata, co daje dużą szansę poznawczą, poszerza perspektywę. Z dystansem można spojrzeć na to, co dzieje się w Polsce, na własne życie zawodowe czy rodzinne.

Co było najtrudniejsze podczas tego pobytu?

R.: Przyjechałem do pracy sam, a Magda z synkiem dojechała dopiero po około 2 miesiącach. To doświadczenie samotności było najtrudniejsze, bo oczywiście codziennie spotykałem wielu ludzi, czy w pracy, czy przy innych okazjach, ale ten okres rozłąki z rodziną, najdłuższy od czasu naszego ślubu, nie był dla mnie łatwy. Od momentu, kiedy Magda do mnie dołączyła, żyło się już zdecydowanie łatwiej.

M.: Największą trudnością była rozłąka z rodziną. Wiedzieliśmy od początku, że będziemy tęsknić, a mając małe dziecko marzymy także o tym, by i ono budowało relacje z dziadkami, kuzynami i resztą rodziny.

W związku z tym, że głównie zajmowałam się dzieckiem, także mnie dokuczała samotność. Mimo ogromnego wsparcia Rafała, brakowało mi takiego zwykłego kontaktu z ludźmi, odwiedzin koleżanki czy mamy. Dodatkowo moja mobilność była ograniczona, ponieważ mając świadomość, że spędzimy tu nie dłużej niż rok, nie kupowaliśmy samochodu. Nowy Jork niestety nie jest miastem dobrze dostosowanym dla matek z wózkami i osób niepełnosprawnych, brakuje podjazdów i wind, więc każda dalsza wyprawa była dużym wyzwaniem.

Jak sobie z tym radziłaś?

M.: Starałam się poznawać inne mamy na placu zabaw, chodziłam na zajęcia do centrum kultury. To mnie ratowało. Tam poznałam dziewczyny, z którymi miałam kontakt, ale głębokich przyjaźni nie zbuduje się podczas 5-minutowej rozmowy w piaskownicy. Tym bardziej doceniam te wszystkie życzliwe nam osoby, które są w Polsce – nie mogę się już doczekać powrotu i spotkań z tymi ludźmi, z którymi jesteśmy blisko związani!

 

Podróże kształcą

Jakie różnice między USA a Polską rzuciły Wam się w oczy?

R.: Bardzo mnie zaskoczyło to, jak ludzie dużo mówią o pieniądzach. W Polsce jest to jednak pewnym tabu, a tu nawet przy pierwszym spotkaniu, w tzw. small talkach, to temat numer jeden. Ile kto płaci za wynajem mieszkania, za karnet na siłownię, ile kosztuje jakaś rzecz, czy to dużo czy mało? Z początku mnie to raziło, miałem wrażenie, że wszyscy są nadmiernie skupieni na materialnej stronie życia. Potem jednak się do tego przyzwyczaiłem i zacząłem widzieć, że ta swoboda również jest odpowiednią formą podejścia do tego tematu.

M.: Podobno Nowy Jork jest najmniej przyjaznym miejscem w USA, mnie jednak urzekło to, jak ludzie są tu otwarci, pomocni i przyjaźni. Zaobserwowałam także duży szacunek pracy. Podoba mi się, że każdy szanuje tu pracę drugiej osoby, jakakolwiek by ona nie była. Dużym zaskoczeniem była dla mnie również skala zaufania społecznego, dajmy na przykład kuriera, który zostawia paczki przed budynkiem mieszkalnym, bez obawy że ktoś mógłby je ukraść. Tak właśnie my zastaliśmy zamówioną paczkę z nowym komputerem, co w Polsce byłoby raczej nie do pomyślenia.

R.: W ogóle zaufanie do wszelkich instytucji, firm i do siebie nawzajem jest większe.

Czy zdecydowalibyście się na emigrację na stałe?

M.: Jesteśmy jeszcze młodzi, całe życie przed nami. Trudno jednoznacznie się określać. Ze względu na rodzinę nie chciałabym mieszkać na stałe poza Polską. Gdyby jednak była jeszcze szansa wyjazdu na jakiś czas, tym razem może bliżej, w Europie, to czemu nie?

R.: Oboje zgadzamy się co do tego, że na stałe chcielibyśmy mieszkać w Polsce. Najsilniejszy czynnik, który nas wiąże z Polską, to rodzina i przyjaciele. Na stałe więc nie planujemy wyjeżdżać, ale widzimy i doceniamy wielką wartość krótszych wyjazdów jak ten, i z pewnością bylibyśmy w skłonni go powtórzyć.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail