Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Boga spotyka się w kącie – rozmowa z Sylwią Grużewską, ikonopisarką

Sylwia Grużewska
Udostępnij

Z Sylwią Grużewską, ikonopisarką prowadzącą pracownię ikonograficzną Tota Tua w Olsztynie, rozmawia Małgorzata Bilska

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Małgorzata Bilska: Jak to się stało, że zajęła się pani ikonopisaniem?

Sylwia Grużewska: Ikonami zajmuję się od ponad 10 lat. Trafiłam na nie przez „przypadek” (nie wierzę w przypadki). Ojciec Jacek Wróbel, jezuita, organizował w Warszawie kurs I stopnia, na który zapisały się moje przyjaciółki. Ja z nimi, towarzysko. Po pierwszym zetknięciu z ikoną wsiąkłam totalnie. Zafascynował mnie proces jej tworzenia. Potem były kolejne stopnie.

Na czym polegają te stopnie?

Trzeba zacząć od podstaw. Na pierwszym stopniu wszyscy się uczą, jak wykonać oblicze Jezusa Chrystusa. Zazwyczaj jest to Mandylion nazywany ikoną ikon lub Pantokrator. Drugi stopień to ikona maryjna, gdzie dochodzą nowe elementy, jak choćby szaty. Potem są warsztaty tematyczne, przedstawienie konkretnych świętych i scen biblijnych. Jest też kurs kaligrafii, który pomaga ładnie podpisać ikonę oraz kursy pozłotnicze, bo są różne techniki złoceń. To kolejne etapy wtajemniczenia. Można się rozwijać cały czas. Każda ikona jest nową przygodą.

Uczyła pani pisania ikon w Szkocji. Istnieją różnice w zależności od kraju?

Kanon, który kształtował się przez wieki,  jest jeden dla wszystkich ikonopisarzy. Określa zasady, według których ikona powinna być wykonana. To coś co jest rdzeniem, istotą ikony, natomiast to w jaki sposób dana ikona zostaje przedstawiona, należy już od indywidualnego podejścia ikonopisa. Jerzy Nowosielski fajnie mówił, że jeśli kanon polega na przepisach, jak i co namalować, nic nie daje. Staram się uczyć w swojej pracowni przekazywanych od wieków zasad tradycyjnego ikonopisania, dlatego ikony wykonujemy w technice tempery jajowej.

Co to jest?

To technika malarska, w której wykorzystujemy suche, sproszkowane pigmenty. Naturalne (na bazie ziem, roślinne) lub syntetyczne. Spoiwem jest medium wykonywane z żółtka jaja kurzego oraz wytrawnego białego wina lub octu. Ja pracuję na wytrawnym, białym winie.

Są wakacje. Można zapisać się na kurs w ramach… rozrywki?  

Można, oczywiście ale nie o rozrywkę tutaj chodzi. Pisanie ikon jest wieloaspektowe. Aspekt towarzyski jest ważny, można spotkać nowych ludzi i pracować w przyjaznej atmosferze. Choć dla mnie od dawna najważniejszy jest wymiar duchowy. Pisanie ikon jest modlitwą, spotkaniem z Panem Bogiem i wyciszeniem się. Uważam natomiast, że to świetna alternatywa wakacyjna dla osób, które chcą odpocząć od zgiełku, pracy i pobyć trochę z Panem Bogiem. Technika tempery jajowej, którą wykonuje się ikony, jest bardzo czasochłonna, długotrwała, a przez to wyciszająca. Proces pisania ikony temperuje temperamenty, nadgorliwość. Widzę to po swoich kursantach. Bardzo się niecierpliwią, chcą „już” pisać, a tak się nie da. Trzeba podejść do ikony w inny sposób, niż przywykliśmy w życiu codziennym. Wyciszenie się i relaksacja to świetny sposób na odpoczynek.

 

Pisanie ikon jest formą medytacji, jak – według niektórych – kaligrafia?

W tym przypadku użyłabym słowa kontemplacja. Ikona nie jest po to, żeby ją podziwiać estetycznie, doceniać walory artystyczne. To jest drugoplanowe. Na pierwszym planie jest kontemplacja i odczytywanie ikony – zapisanego Słowa Bożego. Na warsztatach najpierw czytamy słowo Boże, które jest dane nam przez Kościół danego dnia, odmawiamy modlitwę ikonopisarza. Potem kontemplujemy oblicze Jezusa. W ciszy. To trudne, bo jesteśmy zabiegani, rozedrgani, w pędzie życia. Trzeba zatrzymać się na chwilę, skupić myśli. Poza tym jesteśmy przyzwyczajeni do modlitw „klepanych”, do odmawiania wyuczonych formułek. Kontemplacja to spotkanie z Bogiem w ciszy, na poziomie serca.

Sporo ludzi czuje dziś głód obecności Boga, ale spotkania szuka raczej w ruchach pentekostalnych. Wierzą, że przychodzi tylko w wielkich emocjach, spektakularnie. Pani proponuje spotkanie innego rodzaju, indywidualne. To mądra i stara tradycja Kościoła.

Jedno nie wyklucza drugiego. W spektakularnym uwielbieniu nasze zmysły są pobudzone, wydaje nam się, że Pan Bóg działa, bo Go „czujemy” zmysłami. W pewnym sensie tak jest, bo przychodzi we wspólnocie. Ale nie spotkamy Pana Boga prawdziwie, jeśli nie mamy osobistej, indywidualnej relacji z Nim. A tę buduje się w swoim kącie, na modlitwie osobistej. Jeśli będziemy bazowali tylko na spektakularnym „łał”, to uniesienia szybko opadną. Pisanie ikony jest budowaniem takiej relacji poprzez wejście w dialog z Bogiem.

Czym pani wabi urlopowiczów na letnich kursach?

(śmiech). Ikoną, tylko i wyłącznie. Póki co moje kursy wakacyjne są stacjonarne, nie zapewniam wycieczek krajoznawczych. Choć może byłby to dobry pomysł, bo w pobliżu Olsztyna mamy Gietrzwałd, miejsce objawień maryjnych.

Ma pani ulubioną ikonę?

Mam dwie. To jest Chrystus Pantokrator, którego oryginał znajduje się na Górze Synaj oraz ikona Matki Bożej Częstochowskiej. Dzięki niej dużo się zmieniło w moim podejściu do pracy. Pisanie obu było poruszające.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail