Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Doceniaj siebie, a zobaczysz, jak zmienią się twoje relacje!

Udostępnij

Kiedy patrzę na siebie dobrze, dostrzegam też dobro w innych. Jasne, nie zawsze. Ale wiem, że to możliwe. Wdzięczność, dziękowanie, docenianie rodzi miłość nie tylko ku sobie. 

Spotkaliśmy się ze znajomymi na wino. Sobota wieczór, warszawski, gwarny pub, i oczywiście toasty. Spotkanie było bez okazji, więc kolega, skądinąd bardzo pobożny, na pytanie, za co pijemy, odpowiedział bez kozery: „za wolę Bożą!”.

Więc, lekko zdziwieni, wypiliśmy. A potem rozmawialiśmy o tym, co ta wola właściwie oznacza.

Kilka dni później poszłam z kolegą na piwo (wcale nie często zdarzają mi się alkoholowe wyjścia, zbieżność wydarzeń jest absolutnie przypadkowa. Później wrócę jeszcze do tego wątku;). Opowiedziałam mu o dziwnym toaście sprzed tygodnia i kontynuowałam rozważania o tym jakże ważnym dla katoliczki pytaniu.

 

Everest chrześcijaństwa

Po serii filozoficzno-teologiczno-antropologicznych rozważań doszliśmy do wniosku, że tak zwana „wola Boża”, to dla nas ani wykonywany zawód, ani bycie kimś konkretnym, ani sprawowanie jakieś ważnej funkcji. Dla mnie to po prostu, choć brzmi to banalnie i sztampowo, kochanie ludzi. Everest chrześcijaństwa.

Przyjmowanie drugiego takim, jakim jest. Niewkurzanie się o to, że ma inaczej niż ja. Dawanie każdemu prawa do bycia sobą. Szanowanie granic, które są postawione w innym miejscu niż moje. Niestawianie warunków i niezmienianie kogoś ze względu na moją „jedynie słuszną koncepcję na czyjeś życie”. To dla mnie wciąż trudne i wciąż jest to „teren w budowie”. Na szczęście trwają też w tej kwestii „roboty na wysokości”. To bardzo kojąca świadomość.

 

Najpierw polub siebie

A potem pomyślałam, jak bardzo to, jak traktuję innych, jest spójne z tym, jak traktuję siebie. Jak bardzo jest to od siebie zależne. Wróciłam do domu i, już bez alkoholu, uczciwie ze sobą porozmawiałam. Czy to, że „jeszcze nie zdążyłam się calutka naprawić” (tę frazę sponsorują „Domowe melodie”;)), to naprawdę dobry powód, by klimat patrzenia na siebie zdominowały braki? Szczerze wątpię, choć mam za sobą dłuższy epizod stosowania wobec siebie kija zamiast marchewki.

Dlatego niedawno, zainspirowana tekstem Marleny Bessman-Paliwody, zrobiłam sobie „słoik wdzięczności”. Marlena pisała o docenianiu w ten sposób swojego męża czy żony, ja postanowiłam doceniać samą siebie. Przyznaję, trochę się do tego zmusiłam, bo nie jestem typem człowieka uzupełniającego piękne, kobiece kalendarze, nie lubię pracować nad sobą w jakiś zorganizowany, „słoikowy” sposób. Ale zaryzykowałam, bo intuicyjnie czułam, że to może być dobre.

Każdego dnia szukam czegoś, za co mogę sobie podziękować, zapisuję to na karteczce i wrzucam do słoika, obwiązanego koronkową, białą kokardką, ze złotym wieczkiem – w stylu, który lubię. Czasem to zupełnie drobne rzeczy, np. pozmywane wieczorem naczynia (błogosławię konstruktorów zmywarek! Kiedyś się w nią zaopatrzę. Jestem tego pewna!), a czasem milowe kroki na drodze do stawania się coraz bardziej sobą.

Co mi dało docenianie siebie? Zdziwiłam się.

 

Świat bez czarnego atramentu jest piękniejszy

Myślałam, że kiedy codziennie będę się przyłapywać na czymś fajnym, to mój poziom akceptacji siebie z awionetki zamieni się w dreamlinera. Faktycznie, to pomocne. Choć samo w sobie niewystarczające. Ale zmieniło się coś zupełnie innego.

Siedziałam w kościele obok koleżanki, z którą, delikatnie mówiąc, nie zawsze nam po drodze. Opowiadała o czymś, co nie jest mi bliskie, o swoich reakcjach, których nie rozumiałam, o planach, które poprowadziłabym inaczej. Wszystko było jak zwykle. Poza jednym szczegółem. Słuchałam jej i myślałam: „ciekawe, czemu tak myśli”, „wow, niezły pomysł”, „ok, ma inaczej, ale przecież ma do tego pełne prawo”.

Kiedy patrzę na siebie dobrze, dostrzegam też dobro w innych. Jasne, nie zawsze. Ale wiem, że to możliwe. Wdzięczność, dziękowanie, docenianie rodzi miłość nie tylko ku sobie. 

A skoro od alkoholu zaczęłam… Jestem też sobie wdzięczna za to, że wreszcie potrafię wyjść wieczorem na piwo, choć jeszcze tyle niecierpiących zwłoki rzeczy czeka na to, bym je zrobiła. Niech czekają. Ja teraz spędzam czas z ludźmi, którzy uczą mnie kochać.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail