Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

5 sposobów, jak włączyć dziecko w domowe obowiązki (i 3 zalety)

Udostępnij

Dziecko od małego angażowane w domowe obowiązki nie wyrośnie na trzydziestoparolatka, który nie umie wstawić prania, a na obiad jada jedynie to, co da się ugrzać w mikrofali.

Na początek mała rodzinna anegdotka. Moja babcia, patrząc (z nieskrywanym politowaniem) na moją małżeńską nieporadność (objawiającą się np. sporadycznym gotowaniem), powiedziała kiedyś, że w jej blisko 55-letnim (sic!) małżeństwie chyba nie było dnia, kiedy nie ugotowała dziadkowi obiadu.

Bravo, bravissimo, ale… efekty są takie, że dziadek – jak już go lajf zmusi (bo babcia jedzie na przykład na badania), potrafi sobie na obiad „ugotować” kanapkę (ewentualnie jajecznicę).

 

Postanowiłam, że w moim domu będzie inaczej

Nie tylko ze względu na przekorę czy feministyczne-genderowe ciągoty 😉 Przede wszystkim dlatego, że wychodzę z założenia, że DOM to nasza WSPÓLNA sprawa – moja i mojego małżonka, a teraz także naszego synka. A skoro wspólna, to znaczy, że o nią razem dbamy. Nie, nie od linijki („ja ostatnio prałam, teraz twoja kolej”), ale z otwartością i wyrozumiałością dla naszych możliwości w danej chwili. I oczywiście nie chcę, żeby kiedyś mój mąż został z dwiema lewymi rękoma, które potrafią jedynie zrobić kanapkę 😉

Ale co ma do tego dziecko? Czy w ogóle angażowanie dzieci w domowe obowiązki ma sens?

 

3 korzyści z angażowania dzieci w domowe obowiązki

1. Samodzielność. To oczywiste. Każda z nas chce mieć zaradne, samodzielne dziecko, ale tego nie da się uzyskać bez dawania dziecku możliwości, by zrobiło coś SAMO. Jasne, to nie jest łatwe! Sama po stokroć walczę ze sobą, by nie rwać się do pomocy, kiedy mój synek łapie się za mopa (wylewając jego zawartość na dywan), chce zmywać (urządzając w kuchni potop) albo wywieszać pranie (które często po chwili nadaje się do ponownego wrzucenia w pralkę). Sprawniej, szybciej i w ogóle łatwiej, bez efektów ubocznych byłoby, gdybym to wszystko ogarnęła sama. Tylko wtedy mój chłopiec nie miałby szansy nauczenia się tego wszystkiego.

2. Życiowa zaradność. Brzmi górnolotnie, a to takie drobiazgi. Niby oczywiste, ale… ja naprawdę nadal spotykam gości (dodajmy – z ’30 na karku), którzy nie potrafią zrobić prania, a na obiady jeżdżą do mamusi. I robi mi się słabo. I smutno. Ale mam nadzieję, że mojemu synowi już nieco ułatwiłam zadanie. Dowody są niezbite – on, odkąd tylko sprawnie chodzi, pomaga mi w domowych, drobnych obowiązkach – wstawiamy i rozwieszamy pranie, rozładowujemy zmywarkę, odkurzamy, myjemy podłogi…

3. Relax. Hygge. Wolne. Jakkolwiek to nazywasz. Obowiązki domowe ogarnięte, a to znaczy, że wysypujące się ze zlewu brudne naczynia was nie rozpraszają i macie czas na to, by po prostu ze sobą być i robić to, na co tylko macie ochotę. Ale to oczywista oczywistość, więc zostawiłam na koniec 😉

Oczywistym za to nie jest, jak dojść do tego znakomitego punktu. Dlatego podzielę się z wami moimi kilkoma, bardzo prostymi rozwiązaniami, które w moim domu się sprawdziły.

 

5 sposobów na zaangażowanie dzieci w domowe obowiązki

1. Sprzątanie razem. Absolutna podstawa, bez której nie pójdziecie dalej. Włączanie dziecka w domowe prace na miarę jego możliwości (i z wiekiem poszerzanie ich zakresu). Ważne przy tym jest pokazywanie, że to nie smutny obowiązek, nieprzyjemność czy kara za jakieś złe zachowanie, ale po prostu – wspólnie dbamy o miejsce, w którym żyjemy.

2. Ten straszny gender 😉 Piszę z przymrużeniem oka, ale niektórym nadal trzeba powtarzać, że pranie, prasowanie czy zmywanie to nie jest coś, do czego natura w specjalny sposób predysponowała kobiety (a i tak niektórzy robią wielkie oczy ze zdziwienia). U nas maluch sprząta raz z mamą, raz z tatą, wtedy, kiedy ktoś może, ma czas albo zwyczajnie potrzebny mu reset od kompa przy mopie (polecam!).

3. Zestaw małego sprzątacza. Wiadomo, że dzieciaki lubią gadżety, a te akurat są całkiem pomocne. Małe wiadereczko, mop dla człowieka o wysokości poniżej 1 metra, minizmiotka. To wszystko znajdziesz w sklepie albo w necie. Ale wystarczą też kolorowe szmatki, ściereczki, gąbki… – gwarantuję, zabawa przednia!

4. Drobiazgi, ale razem. Od tego się zaczyna – po śniadaniu odnosimy naczynia do kuchni, rozpakowujemy zmywarkę, składamy pranie, nastawiamy kolejne… Niczego nie nakazuję, nie narzucam. Robimy to wspólnie. I tu nie chodzi tylko o to, że robimy porządek w chacie, ale że jesteśmy wtedy RAZEM. Bo przecież w tle można posłuchać muzyki, porozmawiać z dzieckiem czy nawet… potańczyć między jednym a drugim machnięciem mopem 😉

5. MasterChef junior. Dzieciaki uwielbiają zabawy w gotowanie. Dlaczego zatem nie dać im plastikowego noża, obieraczki, łyżek i… nieco PRAWDZIWYCH produktów? Mój synek ma wielką radochę, kiedy może coś pomieszać albo podziabać. Oczywiście, często kończy się to dekoracją z buraków na ścianie, ale… czyż nie jest to stosunkowo niewielka cena za tyle radości (w dodatku z pożytkiem!)?

A wy, jakie macie sposoby na angażowanie dzieciaków w domowe obowiązki? Dajcie znać w komentarzach, chętnie wypróbuję nowe rozwiązania!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail