Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Wejście „Matki ssaka”, czyli czemu wciąż dziwi nas karmienie piersią?

Udostępnij

Wyobraź sobie wybieg podczas pokazu mody. Jesteśmy na Florydzie, w Miami. Po tym wybiegu przejdzie 16 modelek w strojach kąpielowych. To kampania Sports Illustrated, jednego z najpopularniejszych magazynów sportowo-lajfstajlowych na świecie. 16 modelek to finalistki castingu. Kobiety, po prostu. Wśród nich na wybieg wychodzi Mara Martin, mama 5-miesięcznej dziewczynki. Ubrana w złote bikini niesie córeczkę w ramionach i... karmi ją piersią!

O co tyle hałasu?

Czy to nie przesada? – spyta ktoś. Dziecko jak dziecko, nakarmić trzeba. Ale tak zaraz na wybiegu? Być może – sama będąc karmiącą mamą – też bym tak zareagowała, gdyby nie mały zbieg okoliczności.

Koleżanka – dziennikarka przygotowująca cykl poświęcony karmieniu piersią, zapytała mnie kilka dni temu o moje doświadczenia: jakie były początki karmienia, co sprawiało trudność, jak wygląda pomoc taty dziecka w tym zakresie a także… czy miałam obawy z karmieniem córeczki w miejscach publicznych. Ta ostatnia kwestia uświadomiła mi, że coś, co jest dla mnie najbardziej naturalną sprawą, wciąż potrzebuje wsparcia i zmiany postrzegania.

 

Mleczna drużyna

Karmienie dziecka piersią to nie fanaberia mamy ani chęć jakiegoś ekshibicjonizmu. Tyle się przecież mówi, pisze, apeluje obecnie o jak najdłuższe karmienie dziecka mlekiem mamy, korzyściach zdrowotnych z tego płynących dla obojga.

Stąd popularność blogujących mam, poradnie laktacyjne mają co robić, kwitną biznesy produkujące modną i wygodną odzież dla karmiących, nawet język ulega zmianom – wyrażenia typu „mleczna droga”, mleczna drużyna” (czyli mama i jej dziecko) czy „matka ssaka” nabrały nowego, bardzo pozytywnego znaczenia.

To zdumiewające w tym świetle, że cały czas potrzebne są kampanie w stylu „Dość zabawy w chowanego” (nawołująca karmiące mamy, by nie chowały się w dziwnych miejscach typu schowek na szczotki po to, by zaspokoić potrzeby swojego dziecka a otoczenie, by od mam takiego chowania nie oczekiwało). Zdumiewające dla mnie osobiście, bo ani razu nie spotkałam się z jakimś zniesmaczonym wzrokiem czy dwuznacznym komentarzem. Gdy zachodziła taka potrzeba, moja Klara dostawała jeść i w parku, i na ruchliwym deptaku, w sklepie a nawet raz w kościele. Swobodnie ale bez ostentacji.

 

Wsparcia nigdy zbyt wiele

Czy moje doświadczenia są odosobnione? Nie wydaje mi się. Choć z drugiej strony obok pięknych sukienek do karmienia nadal nieźle sprzedają się różnego typu osłony, chusty do karmienia, mające na celu ukrycie mamy i jedzącego malucha. A w internecie znaleźć można historie o tym, jak mama została wyproszona z dzieckiem do ubikacji (!) albo usłyszała niedwuznaczny epitet pod swoim adresem.

Dobrze więc, że Mara Martin przeszła wybiegiem z córeczką. Dobrze, że za kulisami znalazła się inna mama, producentka, która zaproponowała to modelce, widząc, że mała Aria tuż przed pokazem spokojnie je. Owacja ze strony publiczności pokazu oraz fala pozytywnych komentarzy na instagramowym koncie Mary pokazują, że to wspólne wyjście na wybieg było słuszne i potrzebne. Nie mówiąc już o tym, jaki to słodki był widok.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail