Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Ma 30 lat i… 50 dzieci. Historia bardzo odważnej Amerykanki

Maggie Doyne
Never Ending Peace And Love - NEPAL/Facebook
Udostępnij

Ta historia zaczyna się u podnóża Himalajów, kiedy dwudziestoletnia kobieta ze Stanów Zjednoczonych postanawia pomóc sześcioletniej dziewczynce z Nepalu. Co sprawia, że dziesięć lat później zostaje uhonorowana przez stację CNN tytułem „bohatera roku”, a życie dziewczynki z Nepalu i setek jej kolegów całkowicie się zmienia?

Maggie Doyne, tak jak tysiące jej rówieśników, zdecydowała, że przed pójściem na studia zrobi sobie rok przerwy od nauki. Wyjechała do Indii, aby jako wolontariuszka pomagać w opiece nad dziećmi z najuboższych warstw społecznych. Szybko zaprzyjaźniła się z pracującym tam z Nepalczykiem, który zaprosił ją do odwiedzenia jego ojczyzny. Dobiegała właśnie końca trwająca w tym kraju od trzynastu lat wojna domowa.

 

Maggie Doyne i pracująca sześciolatka

Pewnego razu spacerując korytem wyschniętej rzeki, Maggie zobaczyła małą dziewczynkę zbierającą kamienie, które ledwo mogła unieść. Okazało się, że sześcioletnia Hima sprzedawała je później za niewielką sumę pieniędzy, dzięki której jej rodzina nie umarła jeszcze z głodu. Dziewczynka była brudna i wychudzona, ale Maggie zwróciła uwagę przede wszystkim na jej błyszczące oczka patrzące na nią z jakimś wyczekiwaniem.

Nie chciała zawieść tej nadziei. W oczach okolicznych mieszkańców uchodziła przecież za bogatą cudzoziemkę, choć w USA żyła po prostu na przeciętnym poziomie. Uświadomiła sobie jednak, że za pieniądze, które ze sobą przywiozła, może kupić małej Himie i jej rodzinie jedzenie i książki, opłacić jej czesne w szkole i uszycie mundurka. Dziewczynka nie musiała już więcej nosić na plecach ciężkich kamieni. Co jednak z tysiącami dzieci w podobnej sytuacji? Czy one nie zasługiwały na jedzenie, ubrania, możliwość nauki?

 

Budowa domu w Nepalu

Maggie zrobiła pierwszą rzecz, jaka wydawała jej się możliwa w tamtym czasie – zadzwoniła do swoich rodziców w Stanach i poprosiła, żeby przelali jej na konto 5 tysięcy dolarów – to były wszystkie jej oszczędności, które zarobiła za pilnowanie dzieci. Wiedziała, że tutaj te pieniądze bardziej się przydadzą.

Opłaciła dzięki nim szkołę i posiłki także innym dzieciom, ale środki szybko zaczęły jej się kończyć. Jak miała odmawiać kolejnym potrzebującym? Z pomocą przyszła społeczność New Jersey, miasta, z którego pochodziła Maggie. Dzięki ich wpłatom możliwe stało się wybudowanie domu będącego schronieniem dla dzieci pozbawionych opieki, a krótko później także szkoły. Szybko pojawili się kolejni wolontariusze, którzy uczyli swoich małych wychowanków czytać i pisać i starali się zapewnić im w miarę normalne dzieciństwo.

Maggie oficjalnie stała się mamą dla małych mieszkańców nowo powstałego domu. Nie wróciła już na stałe do USA. Czuła, że nie może przecież zostawić pięćdziesięciorga swoich dzieci!

 

„Mrugnij teraz”

Założyła fundację „Blink now” („Mrugnij teraz”) – nazwa ma nawiązywać do łatwości, z jaką ludziom z krajów rozwiniętych może przyjść niesienie wsparcia najuboższym. Odmówienie sobie małej przyjemności i przelew trwający niewiele dłużej niż mrugnięcie oka pomaga przeżyć kolejny dzień komuś znajdującemu się po drugiej stronie globu.

Rzeczywistość, której Maggie doświadcza na miejscu, nie zawsze jest jednak słodka i różowa. Kocha jak własne każde z dzieci, dla których jest adopcyjną mamą i przeżywa ich cierpienia tak, jak przeżywałaby cierpienia rodzonych synów i córek.

 

Strata synka

Mały Ravi został przyniesiony do jej domu jako dwumiesięczne niemowlę na granicy śmierci głodowej. Nie miał nikogo, kto mógłby się nim zająć. Maggie cudem udało się wyleczyć go i doprowadzić do tego, że rok później był już wesołym, pulchnym chłopczykiem uwielbiającym tulić się do swojej nowej mamy. Nie odstępowali się nawet na krok, kobieta żartowała, że maluch jest jej „drugim płucem”. Wszystko układało się niemal idealnie, CNN właśnie ogłosiło Maggie „bohaterem roku”, co dało jej okazję do zebrania kolejnych funduszy dla potrzebujących Nepalczyków.

Wtedy wydarzył się wypadek, w którym zginął Ravi. Maggie przeżyła załamanie, którego kompletnie się nie spodziewała. Przed dwa kolejne miesiące nie była w stanie wstać z łóżka, czuła, że wszystkich zawodzi, ale nie widziała już dalszego sensu swojego życia.

 

Wychować dziecko i zmienić świat

Nie planowała zakładać rodziny, a już na pewno nie w tym trudnym czasie. Jeremy pojawił się na jej drodze dość niespodziewanie, a połączyło ich wspólne przekonanie, że świat można zmienić tylko wtedy, jeśli w pierwszej kolejności skupimy się na dzieciach. Szybko poczuła, że to „ten jedyny” i do Nepalu wrócili już razem. Wzięli ślub, a kilka miesięcy temu na świat przyszła ich pierwsza córka. Ta miłość pomogła Maggie odzyskać siły do dalszej walki o każdego małego człowieka, jakiego spotyka na swojej drodze.

Jeśli na świecie mamy 100 milionów sierot, to musimy ponieść tego konsekwencje. Jeżeli pozwalamy na to, aby dzieci były wychowywane bez zaspokojenia ich najbardziej podstawowych praw i potrzeb, to nie możemy się dziwić, że dwadzieścia lat później będziemy borykać się z problemami ekonomicznymi, przemocą i wojną – mówi Maggie z jednym z wywiadów. – Jeśli nie podoba mi się świat taki, jaki jest, powinnam zrobić coś, żeby być z niego chociaż trochę bardziej dumna – dodaje.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail