Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Odpocząć od działania, żeby zacząć kochać [komentarz do Ewangelii]

Udostępnij

Można wiele robić w swoim życiu, wiele robić dla Boga, wiele robić dla ludzi, ale czasem trzeba zostawić to działanie, żeby uchwycić coś ważniejszego niż działanie: samego siebie, Boga i drugiego człowieka.

Coś więcej niż urlop

Końcówka lipca, sezon wakacyjny w pełni. Ja od kilku dni jestem na wsi, kilkadziesiąt kilometrów od Lublina. Rytm życia księdza tu jest kompletnie inny niż w mieście. Właśnie sobie uświadomiłem, że nie potrafię żyć w trybie „slow life”.

Staję w oknie, patrzę na otaczające parafię pola i myślę: „Co ja bym tu robił, gdybym był wiejskim proboszczem? Chyba bym umarł z nudów”. Tak, mam problem z wejściem w tryb niskiego zużycia energii. Mój mózg ciągle potrzebuje jakiejś aktywności. Tymczasem Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi do swoich uczniów: „Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco”.

Myślę, że tu chodzi o coś więcej niż wzięcie kilka dni urlopu. Kiedyś miałem okazję być na Pustyni Judzkiej i posiedzieć tam przez kilkadziesiąt minut w samotności. Sam na sam z pustynią. Naprawdę nie jest łatwo tak po prostu być. Nasze mózgi są zainfekowane aktywnością. To wręcz staje się, często nieuświadomionym, uzależnieniem. Wychodzisz na pustkowie, w którym nie ma do zrobienia dosłownie nic i twój mózg zaczyna wariować, czujesz się zagubiony, nie wiesz co masz ze sobą zrobić. Tymczasem, chodzi właśnie o to, żeby pozwolić się wyrwać z tej konieczności robienia czegoś.

 

Sam na sam ze sobą

Ta bezczynność nie jest celem samym w sobie. Ma stworzyć przestrzeń, w której zostanę sam ze sobą, a to jest naprawdę trudne. Ile jest w nas rzeczy, które spychamy, gdzieś do nieświadomości. Żyjemy dzień po dniu, gonimy do przodu, ale gubimy kontakt z głębią swojego serca. Nie wsłuchujemy się w samych siebie. Mamy problem, żeby być z samym sobą.

Ten problem pojawia się także w życiu duchowym. Jakieś aktywności religijne, może cały zestaw modlitw do odmówienia, jakieś akcje ewangelizacyjne. Wydaje mi się, że pokusa działania w życiu duchowym jest tak samo realna jak w świecie, który nas otacza.

Jest taki detoks, który może nas z tego uwalniać: adoracja Najświętszego Sakramentu. To jest przestrzeń, która zaprasza nas do tego, żeby przyjść i być. Choć i tu jest ta pokusa, żeby „zamodlić” ten czas. To widać w niektórych naszych parafiach. Zdarza się, że w czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu nie ma ani chwili ciszy, bo a to różaniec, a to koronka, a to litania, a to jakaś pieśń. No bo jak to tak po prostu być przed Panem?!

 

Po prostu być z Panem

Ale kto nam to wmówił, że On potrzebuje tej całej naszej aktywności? Jedna z Ewangelii powołania uczniów podkreśla, że wezwał ich do siebie, żeby Mu towarzyszyli, czyli żeby byli z Nim. Po prostu byli. Być z Panem. Jak mówi jedna z pieśni: „Wystarczy byś był, nic więcej, tylko byś był, nic więcej”.

To bycie ze sobą, bycie z Panem ma nas przygotowywać do tego, żeby być z drugim człowiekiem. Jezus w dzisiejszej Ewangelii widząc tłum ludzi, którzy Go potrzebują, idzie do nich, bo ich kocha. To jest też wyzwanie, żeby być z drugim człowiekiem. W świecie, w którym coraz trudniej nam być jedni z drugimi.

Miałem okazję odwiedzić misję „Domów serca” w Hondurasie. Wolontariusze z różnych stron świata tworzą w jakiejś dzielnicy (najczęściej ubogiej) dom, do którego każdy może przyjść, napić się herbaty, pogadać. Oni także wychodzą do domów swoich sąsiadów, żeby spędzić z nimi trochę czasu, po prostu pobyć razem. Na tym polega ich misja: być z drugim. I naprawdę nie trzeba robić niewiadomo czego, bo ludzie najbardziej oczekują właśnie obecności.

Tak naprawdę w tym wyjściu na pustkowie i odpoczynku od aktywności chodzi o to, żeby nauczyć się kochać: siebie samego, Boga i drugiego człowieka. W miłości nie chodzi o działanie. W miłości chodzi o osobę. To zaproszenie do przewartościowania swojego myślenia, które z aktywności przekierowuje mnie na tego, który nie jest przedmiotem działania, ale podmiotem mojej miłości. Można wiele robić w swoim życiu, wiele robić dla Boga, wiele robić dla ludzi, ale czasem trzeba zostawić to działanie, żeby uchwycić coś ważniejszego niż działanie: samego siebie, Boga i drugiego człowieka.

 

I czytanie: Jr 23, 1-6

II czytanie: Ef 2, 13-18

Ewangelia: Mk 6, 30-34

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail