Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Albo wychowanie autorytarne, albo bezstresowe? Istnieje trzecia droga

DYSCYPLINA
Shutterstock
Udostępnij

Zwolennicy wychowania autorytarnego – wychowania do posłuszeństwa i uległości – dyskredytują inne podejścia mianem „wychowania bezstresowego”. Tam, gdzie nie ma kar, krzyku, i wszelkich form szantażu, musi przecież pojawić się chaos, samowola i tyrania dzieci nad rodzicami. Nic podobnego!

Na drugim biegunie znajduje się wychowanie do szacunku i odpowiedzialności. Jego osią jest wzajemna więź między rodzicem a dzieckiem. Ta więź pozwala na rozwój. Dla dziecka życiodajna i rozwojowa jest właśnie obecność kogoś życzliwego, kto kocha, wspiera i przyjmuje dziecko w sposób bezwarunkowy. „Zawsze możesz na mnie liczyć” – jest fundamentem relacji, w której dziecko może czuć się bezpiecznie, podejmować wyzwania i uczyć się nowych rzeczy; przyjść z problemem i uzyskać zawsze kolejną i kolejną szansę, gdy popełnia błąd.

 

Jakie są główne filary wychowywania do szacunku i odpowiedzialności?

Szacunek. Nie da się nikogo nauczyć szacunku, nie okazując mu go. Szacunek oznacza, że słuchamy, gdy dziecko chce coś ważnego powiedzieć. Kucamy, jeśli rozmawiamy z maluchem. Nie obrzucamy wyzwiskami, nie szturchamy, nie szarpiemy i nie bijemy. Nie ośmieszamy i nie ironizujemy. Traktujemy nasze dziecko na serio – tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. Rozmawiamy spokojnie, wysłuchujemy argumentów i swoje także przedstawiamy w sposób dostępny i jasny.

Przestrzeń dla wyrażania uczuć. Nawet jeśli nie zgadzamy się z dziećmi, dajemy im przestrzeń opowiedzenia o tym, że się gniewają, są smutne albo czują się zawiedzione. Zwolennicy wychowania autorytarnego powiedzą, że to nieważne, co dziecko czuje, bo i tak ma robić to, co my chcemy. Z całą pewnością tak nie jest. Naszą rolą jest nauczyć dziecko radzenia sobie ze swoimi emocjami. To w praktyce znaczy, że gdy wpadnie w gniew, będzie umiało rozpoznać i nazwać, co czuje („jestem wściekły”), opisać, dlaczego („bo chciałem iść na rower, a nie sprzątać”) i poszukać najlepszego rozwiązania. Dlatego zawsze pomaga dziecku nazywanie jego uczuć: „Mam wrażenie, że jesteś bardzo rozgniewany, bo miałeś ochotę pojeździć na rowerze”.

Granice. Wychowanie bezstresowe, pokazywane jako drugi biegun do wychowawczej tresury, oznacza tak naprawdę brak wychowania i komunikuje dziecku: „możesz robić co chcesz, jesteś dla mnie nieważne”. W wychowaniu opartym na wzajemnym szacunku określamy granice, w ramach których się poruszamy. „O czwartej odwiedzają nas znajomi i do tego czasu potrzebuję waszego współdziałania w sprzątaniu. Potem możecie iść na rower”. Granice oznaczają także utrzymanie naturalnych konsekwencji niedotrzymania umów („nie wrzuciłeś spodni do prania, więc będą niewyprane”). Co ważne jednak, szacunku do granic uczymy także przez szacunek do granic osobistych dziecka. Więc nie musi całować cioci na dzień dobry i mogą mu nie smakować flaczki.

Słowność. Dotrzymywanie słowa to podstawowy sposób powiedzenia drugiemu człowiekowi, że traktujemy go poważnie. Dlatego jeśli składamy dzieciom obietnice, powinniśmy ich dotrzymywać. Obojętnie, czy to będzie wizyta w kinie, montaż ogrodowej huśtawki czy rozmowa (dziecko w odróżnieniu od nas pamięta każde „porozmawiamy o tym później”, które nigdy nie nadeszło). Gdy zawodzimy, maleje zaufanie. Z czasem dziecko będzie nasze słowa odruchowo brało w cudzysłów, wiedząc, że nic z zapowiadanych rzeczy się nie stanie, bo na koniec praca, obowiązki i nagłe sytuacje będą ważniejsze niż nasze umowy.

 

Dziecko wie, że ci na nim zależy

Oczywiście mamy prawo do modyfikacji i wiadomo, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego. Jeżeli jednak wali się świat i z obiecanego wspólnego biegania, wyjścia na basen czy gry w planszówki wychodzą nici – wypada dziecko przeprosić i wpisać razem z nim w kalendarz drugie podejście. Ma potem sens, gdy sami odwołujemy się do zasad. Jeśli zawalamy co drugi krok, uczymy dzieci, że wzajemne zobowiązania są ulotne i niepewne.

Nade wszystko więź potrzebuje szmatu czasu straconego wspólnie – na wygłupach, grze w karty i rozmowie na poważne tematy. Chwile, gdy naszą rolą nie jest instruowanie, ale bycie razem. Dzieci wiedzą dzięki temu, że wymagamy od nich różnych rzeczy, bo nam na nich zależy.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail