Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

John Wayne – nawrócony kowboj z „Dzikiego Zachodu”

JOHN WAYNE
Collection Christophel / RnB/EAST NEWS
Udostępnij

Kiedy gość zaczął opowiadać o swoich korzeniach, wszystkich zelektryzowała wiadomość, że w żyłach jego dziadka, ojca mamy księdza, też płynęła krew indiańska i, że dziadek nazywa się John Wayne! Tak, chodzi o legendarnego aktora, odtwórcę nieustraszonych kowbojów z Dzikiego Zachodu.

Kto z nas nie zna słynnych westernów, a przynajmniej choćby jednego hitu z Dzikiego Zachodu. Niezapomnianym kowbojem na zawsze pozostanie dla nas John Wayne i niezwykłe kreacje w filmach: „Dyliżans” „Rio Bravo”, „Poszukiwacze” czy nagrodzony Oscarami -„Prawdziwe męstwo”. Aktor przez 50 lat kariery w Hollywood zagrał w 157 filmach, w tym 142 główną rolę. Ale zanim został gwiazdą ekranu, pracował jako magazynier, kierowca, stróż i statysta.

Na jednym z Festiwali Młodych w Medjugorje, na który przyjeżdża młodzież z całego świata, wśród zaproszonych gości specjalnych na medjugorskim, polowym ołtarzu pojawiła się niezwykła osoba. Mężczyzna w indiańskim stroju, w długich do pasa, czarnych włosach. Trudno było nam uwierzyć, ale to był ksiądz. Zastanawialiśmy się, co się dzieje, i skąd ta nader oryginalna postać przybyła na Festiwal.

Po kilku minutach tajemniczy mężczyzna przedstawił się, że jest Amerykaninem, ma na imię Matthew Muñoz, a w jego żyłach płynie indiańska krew. I dlatego jego szaty liturgiczne inspirowane są tą kulturą.

 

Dziadek John Wayne

Kiedy gość zaczął opowiadać o swoich korzeniach, wszystkich zelektryzowała wiadomość, że w żyłach jego dziadka, ojca mamy księdza, też płynęła krew indiańska i że dziadek nazywa się John Wayne! Tak, chodzi o legendarnego aktora, odtwórcę nieustraszonych kowbojów z Dzikiego Zachodu.

Ojciec Matthew wspominał, że miał z dziadkiem bardzo dobry kontakt, często bawili się razem. Jeździli konno i dla zabawy strzelali z chłopięcego łuku. Dla niego John Wayne nie był zdobywcą aż trzech Oskarów, tylko po prostu dziadkiem. Legendarny aktor zdobył wiele laurów, ale ze wszystkich jego osiągnięć dla księdza Matthew najważniejsze było to, że jego dziadek przyjął katolicyzm.

Moja babcia, Josephine Wayne, miała na dziadka dobry wpływ i to ona wprowadziła go do świata chrześcijańskiego” – opowiadał ks. Mathhew.

 

Modliła się o nawrócenie męża

Josephine i John Wayne byli rodzicami czworga dzieci. Ich najmłodsza córka, Melinda, to mama ks. Matthew. Pomimo że, niestety, małżeństwo nie przetrwało, Josephine aż do śmierci Johna nie wyszła powtórnie za mąż i przez wiele lat z wielką ufnością modliła się o nawrócenie męża. I tak się stało. Jej prośby zostały wysłuchane, bo na kilka miesięcy przed śmiercią męża, John ochrzcił się.

Do przyjęcia chrztu zachęcał także gwiazdę Hollywood jego przyjaciel – arcybiskup Panamy Thomas Clavel, przebywający w Stanach Zjednoczonych. „Działo się to całymi miesiącami, aż w końcu mój dziadek powiedział do biskupa: Okay, I’m ready, jestem gotowy” – wspominał ojciec Matthew.

Abp Clavel był już jednak zbyt chory, by przyjechać do domu Johna Wayne’a. Poprosił swego następcę abp. McGratha, aby zaczął przygotowywać przyjaciela do chrztu. „A stało się to 3 miesiące później, kiedy dziadek już był naprawdę bardzo chory. Moja mama i mój wujek byli wtedy u dziadka w domu. Nie ma więc wątpliwości, że dziadek, John Wayne, został ochrzczony” – dzielił się wspomnieniami ks. Matthew, który wtedy był nastolatkiem.

„Mój dziadek John żałował, że nie został wcześniej katolikiem, tłumacząc się, że jego życie było bardzo pracowite. Ale też dziadek potrzebował sporo czasu, aby odnaleźć drogę do Boga” – opowiadał ks. Matthew.

Aktor był znany z działalności charytatywnej i brał też udział w różnych zbiórkach na rzecz pomocy Kościołowi. „Od najmłodszych lat miał wyczucie, co jest dobre, a co złe. Został wychowany w czymś w rodzaju wiary biblijnej – wspominał ks. Muñoz, zwierzając się, że jego dziadek często pisał odręczne listy do Wszechmocnego, do Tego, od którego wszystko zależy.

Pisał do Boga piękne listy miłosne z modlitwami. Były czasami w swoim charakterze dziecinne, nieskomplikowane i proste. A zarazem bardzo głębokie – wspomina wnuk aktora. – Z czasem stało się jasne, że dla mojego dziadka na pierwszym miejscu ma być Bóg, na drugim rodzina, a na trzecim Ojczyzna. Jeśli ludzie znają filmy dziadka, to mogą dostrzec jego serce, poczucie honoru i to, co najważniejsze w życiu” – puentuje ojciec Matthew.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail