Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Stabilizacja – co to dla ciebie znaczy? Co ci ją daje?

STABILIZACJA
Luke Stackpoole/Unsplash | CC0
Udostępnij

Pokolenie moich rodziców miało dwa proste wykładniki stabilizacji i dojrzałości. Własne mieszkanie lub dom oraz stała praca na etacie. Intryguje mnie, jak obecnie ulega to zmianie, choć jednocześnie nadal jest istotne.

Stabilna praca?

Wśród moich znajomych niewiele jest osób, które pracują w tym samym miejscu od początku swej kariery zawodowej. Nie zawsze z własnej woli, w poszukiwaniu większej satysfakcji lub w pogoni za prestiżem, czasem z powodu awansu, a czasem wręcz przeciwnie – zmiana pracy przestaje być niepożądanym „wypadkiem”, a staje się raczej naturalnym elementem rozwoju zawodowego.

Własny kąt?

Z kolei własny dom lub M3 – wciąż wielkie marzenie wielu młodych ludzi w Polsce – zupełnie inaczej postrzegane jest za granicami naszego kraju. Własna nieruchomość jest potencjalnie większym obciążeniem niż zyskiem. Wiąże się z niepotrzebnym ograniczeniem i zawężeniem rynku pracy do lokalnego. A pracę, jak wiadomo, raz na kilka lat się zmienia, więc po co wiązać się z jednym miejscem? Na dodatek, własny dom to pożeracz weekendów: wymaga wiecznych poprawek, podlewania lub koszenia trawnika, odśnieżania…

Oczywiście jest to kwestia dużo bardziej złożona niż sama mentalność, choćby ze względu na procentowy udział kosztu wynajmu w stosunku do miesięcznych przychodów w naszym kraju. Mimo to nadal ukazuje ciekawy proces, zmianę myślenia wielu młodych ludzi. Zamiast mieć dom – wolą inwestować pieniądze w doświadczenia, zamiast przez lata piąć się po szczeblach w jednym miejscu pracy – wolą szukać swojego miejsca lub sami je tworzyć, nawet za cenę przebranżowienia czy mniejszych zarobków. 

Jaka jest twoja definicja?

Czym jest więc stabilizacja? Pewnie dla każdego byłoby to coś innego. Co oznacza to słowo dla Ciebie? Jeden etat do końca życia? Konkretne miejsce na ziemi, np. rodzinne miasto? Milion złotych na koncie? Może ta sama rutyna dnia, dom lub dwa samochody? Czy definicja stabilizacji obejmuje spłacanie kredytu za te rzeczy przez kolejne 30 lat?

To nie ściany

Zaczęłam mierzyć się z tym pytaniem. Gdy wyjechaliśmy na ponad miesiąc do innego kraju, zastanawiałam się, czy w trakcie wyjazdu dzieci nie będą tęsknić za naszym mieszkaniem. Własnym łóżkiem, ulubioną książeczką przed spaniem, znanym podwórkiem – tym wszystkim, co kryje się pod nazwą dom. Przecież dzieciom potrzebna jest stabilizacja.

Ku mojemu zaskoczeniu, te obawy okazały się zupełnie bezpodstawne. Dla całej naszej piątki była to wspaniała przygoda, do której wciąż wracamy w ciepłych wspomnieniach. Uświadomiłam sobie wtedy, że dom dla dzieci to naprawdę nie są ściany. Dom to my. Z kolei ze „stabilnej” pracy przy wahaniu rynku mogę zostać zwolniona z dnia na dzień.

Mieć czy być

Poczucie bezpieczeństwa daje mi rodzina – gdy relacje między nami są dobre, cokolwiek by się nie działo, wiem, że będę miała wsparcie. Wiem, że mogę na nich liczyć, że jestem kochana i kocham.

Podobną siłę czerpię z wiary – nadaje mi ona kierunek i nadzieję, nawet gdy wszelkie znaki na ziemi są wbrew nadziei. Chciałabym żyć bez kredytu, z pokaźną sumą na koncie i większym mieszkaniem, ale te rozważania uświadomiły mi, że mojej stabilizacji próżno szukać w rzeczach materialnych. To tylko ułuda… Im więcej masz, tym więcej chcesz. Im więcej masz, tym więcej możesz stracić. W końcu im więcej masz, tym większych nakładów potrzebujesz, by to utrzymać. 

Mam wszystko

Wszystko, czego potrzebuję, mam. Nie muszę nic więcej. Mogę, ale nie muszę. To uwalniające doświadczenie. Mimo braku kariery zawodowej, mimo w ogóle wielu braków, według mojej definicji jestem w stabilnym i bezpiecznym miejscu. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, jakie są konsekwencje takiego myślenia? Jak z taką świadomością zarządzać energią, czasem i finansami? Można… wszystko! sprzedać mieszkanie i jeździć dookoła świata. Można mieszkać w wynajętym mieszkaniu do końca życia i czuć się spełnionym, bez gonienia za większym metrażem i podróżami.

Wsparcie, obecność, miłość i wiarę – mogę mieć i zapewnić swoim dzieciom właściwie w każdym miejscu na ziemi. Niezależnie od metrażu w jakim będziemy mieszkać, wygód bądź niewygód, jakie będziemy znosić. Byłoby łatwiej i pewnie przyjemniej w większym mieszkaniu i z dwoma samochodami ale… Jest równie dobrze bez tego. Moje szczęście i poczucie bezpieczeństwa od tego nie zależą. A twoje?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail