Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Najszybsza babcia świata” vs. turyści w Tatrach. Bo młodość to stan ducha!

BARBARA PRYMAKOWSKA
Udostępnij

Choć ma 75 lat, wyprzedzi z pewnością większość nastolatków. Barbara Prymakowska z Tarnowa udowadnia, że wiek nie powinien być żadną wymówką.

Sportowe szorty, niebieskie adidasy, okulary przeciwsłoneczne, bidon z wodą, opaska i… ogromny uśmiech – w takim wydaniu 75-letnia Barbara Prymakowska czuje się jak ryba w wodzie. Kilka dni temu zobaczyli ją turyści zmierzający do Morskiego Oka.

W ciągu niecałej godziny pokonała 9 kilometrów. W międzyczasie wyprzedziła 5 wozów konnych wypełnionych po brzegi – jak mówią świadkowie – młodymi i zdrowymi turystami. Nie wiem jak wam, ale mnie na ich miejscu zrobiłoby się… trochę głupio.

 

 

Pani Basia urodziła się na Kresach, ale od dzieciństwa mieszka w Tarnowie. Po ukończeniu krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego przez 30 lat pracowała z pasją jako nauczycielka wuefu. Koniecznie w podstawówce, bo, jak mówiła w rozmowie z runners-world.pl,

dzieci w tym wieku są jak biała karta, nic jeszcze nie potrafią, nie są skażone lenistwem i nie trzeba ich wołami ciągnąć na boisko. Dziewczynki nie boją się jeszcze, że spłynie im makijaż, a chłopcy nie kaszlą jeszcze po pierwszych papierosach.

Co w tej historii najciekawsze – Barbara Prymakowska nigdy nie lubiła biegać! Do lekkoatletyki przekonała się dopiero po… pięćdziesiątce. Pewnego dnia założyła dres i wyszła. Nie chciała spędzić drugiej połowy życia, gnuśniejąc w fotelu.

Od tego czasu przebiegła kilkadziesiąt maratonów płaskich i górskich w Polsce, Londynie, Paryżu, Atenach, Rzymie, Bostonie, Nowym Jorku, Tokio i nie tylko. W 2016 roku zdobyła złoty medal w morderczych Mistrzostwach Świata Masters w Biegach Górskich we Włoszech.

 

 

W rozmowie z „Gazetą Krakowską” opowiadała, że największym fanem był zawsze jej mąż. „Staszek nauczył mnie kochać sport” – podkreślała. Gdy po raz pierwszy startowała w maratonie, jechał obok niej na rowerze. Na mecie stwierdziła: nigdy więcej. 2 tygodnie później planowała już kolejny bieg. A mąż zawsze ją w tym wspierał.

Sił w kryzysach dodawała jej też zawsze intencja, w której biegła. Bo taki wysiłek to dla niej forma modlitwy. Sport pozwala jej więc utrzymać zdrowego ducha i – naturalnie – ciało. Co widać na pierwszy rzut oka. Figury, która nie zmienia się od czasów młodości, może jej pozazdrościć niejedna z nas. Pani Basia oprócz biegania pływa, gimnastykuje się, śmiga na rolkach albo nartach. Stanęła także na szczycie Mont Blanc!

W życiu stawia na to, żeby nie posiadać, ale przeżywać. Nie narzeka, nie opowiada o kłopotach, tylko cieszy się z tego, jak jest. A przy tym inspiruje młodych do działania. „W życiu trzeba robić rzeczy, które się kocha, bo tylko wtedy ma sens” – podkreśla.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail