Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Mateusz Banaszkiewicz: Kiedy Bóg nas obserwuje, to trudno Mu się nie śmiać [wywiad]

MATEUSZ BANASZKIEWICZ
EAST NEWS
Udostępnij

Bóg to jest mój Tata, mój Ojciec. To jest taka bardzo silna, bliska relacja. Często z Nim rozmawiam – mówi Mateusz Banaszkiewicz z Kabaretu Młodych Panów.

O improwizacji w życiu i na scenie, przyjaźni, najważniejszych w życiu wartościach, a także o tym, że kiedyś był w… seminarium duchownym – Aletei opowiada Mateusz Banaszkiewicz, członek Kabaretu Młodych Panów, pasjonat książek, piłki nożnej i biegania.

 

Katarzyna Matusz-Braniecka: Obchodził pan w lipcu 39 urodziny. Blisko 40-tki robimy sobie pierwsze podsumowania, dlatego chciałabym zapytać, z czego jest pan najbardziej dumny w życiu?

Mateusz Banaszkiewicz: Przede wszystkim z rodziny, którą tworzymy z małżonką i dwoma synami. To jest moje największe osiągnięcie w życiu oraz spokój wewnętrzny i pewna codzienna równowaga.

Czym jest dla pana małżeństwo i rodzina?

To im podporządkowuję moje życie. Czasami nie jest łatwo w tej pracy. Jak teraz rozmawiamy, jestem w hotelu w Bydgoszczy, dlatego mam czas, o 10.00 troszkę popracujemy nad pewnym projektem, a następnie wyjeżdżamy do Starogardu Gdańskiego. Kiedy jesteśmy na scenie już 14 lat jako Kabaret Młodych Panów, mamy wpływ na układanie trasy, możemy zaplanować dni wolne. Na początku było to bardzo trudne, a wręcz niemożliwe. Wtedy brało się wszystko, były takie przerzuty Zakopane-morze, teraz możemy na to wpływać, zapracowaliśmy sobie na to, a dzięki temu zyskuje rodzina.

Rodzina jest najważniejsza?

Te osoby najbliższe są najważniejsze, z nimi rozmawiam, przebywam, dzielę się wszystkim, troskami i sukcesami. Uwielbiam spędzać czas z żoną, kiedy wieczorem wypijemy lampkę wina, oglądamy film, rozmawiamy. Kiedyś trasy trwały dwa tygodnie. Pierwszy raz, gdy lecieliśmy do Stanów Zjednoczonych i lataliśmy tam między różnymi miastami, wydawało mi się, że nie ma mnie już miesiąc w domu. Rozmawiliśmy z żoną, Agnieszką, byliśmy zachwyceni, ale tęskniłem, nie tyle czas grał tu rolę, co odległość. Sprawdza się powiedzenie, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Ale też uważam, że jak tęsknimy za sobą i wracamy, to jest jeszcze fajniej. Kocham moich najbliższych i dziękuję Bogu za to, że ich mam.

 

„Bóg to jest mój Tata, mój Ojciec”

Dziennikarstwo, seminarium, studia pedagogiczne. Czy według pana warto próbować ciągle nowych rzeczy, czy mieć gotowy plan i go systematycznie realizować? A może to się nie wyklucza?

Dużo improwizowałem w życiu (śmiech), tak jak na scenie. Teraz już mniej improwizuję. Wiem, czego chcę, co osiągnąłem, jak żyję i jak być szczęśliwym każdego dnia.

Jakie ma pan doświadczenia z wiarą?

Był okres w moim życiu, gdy po średniej szkole wstąpiłem do zakonu salwatorianów. Gdy 18-, 19-letni chłopak, który jest trochę szalony, trafia do nowicjatu, dostaje takiego strzała. Zupełnie szalona wizja – będę misjonarzem. I później, kiedy po rozeznaniu i rozmowach z ojcem duchownym, po półtora roku, zdecydowałem, że występuję, to ten okres z perspektywy czasu był darem, który mi się trafił. Wiem, że inaczej potoczyłoby się moje życie.

Kim jest dla pana Bóg?

Bóg to jest mój Tata, mój Ojciec, tak Go określam. To jest taka bardzo silna, bliska relacja. Często z Nim rozmawiam. To jest tak jak w relacji ojca z synem, Bóg jest moim Ojcem, ja jestem ojcem dla moich dzieci. Czasami sobie wyobrażam, kiedy np. moje dzieci wyprowadzają mnie z równowagi, jak ja często wyprowadzałem Boga z równowagi. Ale nigdy nie przestaję być ani ojcem, ani synem.

Czy Bóg ma poczucie humoru?

Tak, myślę, że bardzo duże (śmiech). Patrząc znów z perspektywy ojca, są sytuacje, kiedy ręce opadają, ale wystarczy jeden gest, sytuacja i nie możemy powstrzymać się od śmiechu. Kiedy Bóg nas obserwuje, to myślę, że trudno Mu się nie śmiać, jak widzi, co robimy, albo jak Go postrzegamy.

 

W Kabarecie Młodych Panów możemy na siebie liczyć

W kabarecie przyjaźnicie się? Za co ceni pan kolegów?

Kiedy zakładaliśmy kabaret, ustaliliśmy, że zakładamy to wszystko wspólnie i dzielimy się wspólnie, że jesteśmy za siebie nawzajem odpowiedzialni. Czasami komuś idzie lepiej, komuś gorzej. I przez ten czas, jako Kabaret Młodych Panów, parę razy sobie udowodniliśmy, że możemy na siebie liczyć. Za to bardzo cenię moich przyjaciół z kabaretu.

Były takie sytuacje, że ktoś nie mógł pracować przez jakiś czas?

Miałem zabieg po zerwaniu więzadeł w kolanie i wiedziałem, że mogę liczyć na kolegów, że nie chodząc do pracy, utrzymywałem rodzinę. Dbaliśmy o to, żeby być w tym składzie. I śmialiśmy się, że to tak, jak w małżeństwie. Czasami jest lepiej, czasami jest gorzej. Czasami są kłótnie, poważne rozmowy, ale trwamy w tym. I cenię ich za to, że zawsze możemy o tym porozmawiać i że możemy na siebie zawsze liczyć.

 

 

Banaszkiewicz: Pokora i ciężka praca zawsze procentują

Jest pan fanem piłki nożnej. Jaki jest przepis na sukces w tej dziedzinie, według pana?

Jak w każdej dziedzinie, pokora i ciężka praca, to zawsze procentuje. Piłkę uwielbiam, grałem kiedyś, wtedy rozwaliłem sobie kolano, to sport kontaktowy, swoje musiałem odcierpieć. Oglądałem Mistrzostwa Świata, cierpiałem już z naszą reprezentacją, idziemy dalej. Starszy syn chyba odziedziczył moje zainteresowania, chodzę na jego mecze.

Pochodzi pan z Rybnika, co się będzie działo tam w najbliższym czasie? I na co chciałby pan zaprosić naszych czytelników?

W listopadzie zapraszam na Rybnicką Jesień Kabaretową RYJEK, w październiku na premierę naszego nowego programu. Stworzyliśmy Fundację Piątka, przez którą chcemy pomagać ludziom, którzy się do nas zgłaszają. Pomagamy wszystkim, na ile nam sił starcza. W czerwcu zrobiliśmy Kabaryjton, z którego cały dochód przeznaczony został na działalność Fundacji i procent na Fundację Bohdana Smolenia, któremu obiecaliśmy, że będziemy jego Fundację wspierać – najbliższy Kabaryjton w 2019 roku. Zapraszam do śledzenia naszej działalności na naszej stronie.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Czego możemy panu życzyć?

Zdrowia, pomyślności, uśmiechu na co dzień, szczęścia, tego wszystkiego po troszku. I jeżeli trafią mnie jakieś mocne próby, żebym je przetrwał.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail